Tydzień 26
2008-06-23 Poniedziałek
Gazeta Wyborcza: Stoczniowcy w Warszawie: Złodzieje! złodzieje!
awe, PAP, IAR 2008-06-20, ostatnia aktualizacja 2008-06-20 17:49
W centrum Warszawy zapłonęły opony i zawyły syreny, rozlegał się huk petard oraz okrzyki: "Złodzieje!", "Gdzie jest Tusk?". O godzinie 13.00 rozpoczął się marsz związkowców przez Warszawę. W obronie swojego zakładu protestowali pracownicy ze Stoczni Gdańskiej. W stolicy odbyły się też dwie inne demonstracje. Manifestacja stoczniowców przeszła z okolic Sejmu, do Kancelarii Premiera i Ministerstwa Skarbu przy ul. Kruczej. Około trzystu związkowców ze Stoczni Gdańsk manifestowało w obronie swojego zakładu. Stoczniowcy domagali się wyjaśnienia sprawy wysokości pomocy publicznej, jaką stocznia otrzymała po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. - Złodzieje, złodzieje - krzyczeli. Na jednej z ulic Warszawy zapalili opony. Stoczniowcy zapowiadają, że zwrócą się o mediację do Kancelarii Prezydenta. Pytają, gdzie zginęło 740 mln zł z pomocy dla stoczni. Według nich do zakładu dotarło ok. 50 milionów złotych.Komisja Europejska grozi, że jeśli stocznie w Gdyni i Szczecinie nie zostaną szybko sprywatyzowane, zażąda zwrotu 750-ciu milionów złotych. Poza tym, stoczniowcy będą protestować przeciwko pomysłowi stworzenia ze stoczni w Gdyni i Gdańsku jednej spółki. Właściciel gdańskiego zakładu, spółka ISD Polska, miałaby to zrobić w zamian za zwolnienie z konieczności zwrotu pomocy publicznej - wtedy gdańskie pochylnie zostałyby zamknięte. Jak powiedział wiceprzewodniczący stoczniowej "Solidarności" - Karol Guzikiewicz, zamknięcie pochylni spowodowałoby, że w Gdańsku produkowano by tylko elementy statków, a to oznacza zwolnienie - także w Gdyni - około dwóch tysięcy ludzi. To nie jedyna manifestacja w Warszawie. Kilkuset pracowników Sanepidu pikietowało siedzibę Ministerstwa Zdrowia przy ul. Miodowej. Protestujący domagali się m.in. podwyżki płac. Pikietę zorganizował NSZZ "Solidarność" Pracowników Stacji Sanitarno- Epidemiologicznych. Według szacunków policji uczestniczyło w niej ok. 500 osób. Do zgromadzonych przed gmachem ministerstwa zdrowia wyszedł Główny Inspektor Sanitarny Andrzej Wojtyła, któremu demonstrujący przekazali swoje postulaty. Uczestnicy protestu domagają się m.in. wzrostu wynagrodzeń zasadniczych o 500 zł, zapewnienia środków na funkcjonowanie Sanepidu oraz utrzymania dotychczasowych zadań i kompetencji Państwowej Inspekcji Sanitarnej, a także jej struktury. Ponadto związkowcy domagają się środków na realizację ponadzakładowego układu zbiorowego pracy.
Kurier Szczeciński: Tusk o stoczniach: wiarygodność Polski nadwerężona 2008-06-20 19:32:08
Wiarygodność Polski, negocjującej z Komisją Europejską zatwierdzenie pomocy publicznej udzielonej polskich stoczniom, jest nadwerężona z powodu zaniedbań poprzednich rządów - powiedział w piątek premier Donald Tusk. ”Wiarygodność rządów Polski w sprawach stoczni jest mocno nadwerężona z tego tytułu, że czterech moich poprzedników, mimo zobowiązań, mimo obietnic, że stocznie zostaną zrestrukturyzowane i sprywatyzowane, że ta pomoc publiczna nie pójdzie na marne”, doprowadziło do tego, że „niestety te zadania nie zostały wykonane” - ocenił premier w Brukseli po rozmowie z przewodniczącym Komisji Europejskiej Jose Barroso m.in. na temat stoczni. Barroso przypomniał w piątek premierowi Tuskowi, że Polska ma bardzo mało czasu na rozwiązanie sprawy polskich stoczni, którym grozi zwrot udzielonej pomocy publicznej, szacowanej przez KE na ok. 5 mld złotych. Konieczność zwrotu wsparcia przyznanego przez rząd od 2004 roku polskim stoczniom może oznaczać ich upadłość. Zdaniem Tuska, spotkanie z Barroso na marginesie szczytu UE pokazuje, „jak brutalna jest rzeczywistość po ponad trzech latach zaniechań i zaniedbań”. Tusk zadeklarował na konferencji prasowej, że jego rząd zrobi wszystko, by prywatyzacja polskich stoczni była jak najszybsza. „Mówimy tutaj o perspektywie tygodni, w przypadku Szczecina najwyżej miesięcy” - powiedział. ”Będziemy szukali wszystkich dostępnych sposobów, aby do jesieni zamknąć kwestię restrukturyzacji i prywatyzacji Stoczni Gdyńskiej i Stoczni Szczecińskiej i wyjaśnienia wątpliwości wokół pomocy publicznej, jaka została udzielona Stoczni Gdańskiej. Sam osobiście będę tę sprawę prowadził wspólnie z ministrem skarbu i innymi odpowiedzialnymi urzędnikami i nie zmarnujemy ani jednej godziny i ani jednej szansy - jeśli takie się jeszcze pojawią” - zadeklarował szef rządu. Barroso przypomniał Tuskowi, że Komisja Europejska wielokrotnie już przesuwała stawiane Polsce terminy restrukturyzacji i prywatyzacji stoczni. „Pomoc KE i zgoda na przedłużanie terminów osiągnęła granice, których już dłużej przekroczyć KE nie może” - przyznał premier. Zaznaczył, że w dalszych rozmowach „nie ma co liczyć na żadne kokosy”. Zadeklarował, że Polska zdąży w wyznaczonym przez KE terminie 26 czerwca przedstawić programy restrukturyzacyjne dla trzech stoczni, które będą gwarantowały ich rentowność oraz redukcję mocy produkcyjnych. ”Pracujemy 24 godziny na dobę, żeby z tymi projektami zdążyć” - powiedział, zapowiadając, że będzie przeciwdziałał negatywnej decyzji, „jeśli zabraknie dnia, dwóch, tygodnia”. ”Ale tu żadnej gwarancji bezpieczeństwa ze strony KE już nie dostaniemy, tu rzeczywiście żarty się skończyły - podkreślił. - KE po tych trzech latach złych doświadczeń z polskimi premierami powiedziała: to jest finał, to jest deadline. Zrobimy wszystko, żeby w tym się zmieścić” - oświadczył premier.
***
Minister skarbu Aleksander Grad zapewnił w piątek, że 26 czerwca Polska złoży w Komisji Europejskiej "solidnie przygotowane" programy restrukturyzacyjne dla trzech stoczni: Gdańsk, Gdynia i Szczecin. Do 26 czerwca Polska ma przesłać poprawiony program restrukturyzacji trzech stoczni. Komisja chce, aby umowy prywatyzacyjne stoczni Gdynia i Szczecin były podpisane do 15 lipca br. Jeżeli Polska nie wypełni tego zobowiązania, KE ma wydać decyzję o zwrocie pomocy publicznej, szacowanej na ok. 5 mld złotych. Konieczność zwrotu wsparcia przyznanego przez rząd od 2004 roku polskim zakładom może oznaczać ich upadłość. W piątek minister skarbu zapewnił w Szczecinie, że programy restrukturyzacyjne stoczni - przedstawione 26 czerwca KE - będą gwarantowały rentowność zakładów oraz redukcję ich produkcji. Zdaniem Grada, po zatwierdzeniu przez KE tych programów, resort skarbu będzie w stanie zakończyć negocjacje prywatyzacyjne z inwestorami stoczni Szczecin i Gdynia. Stocznia Gdańsk została już sprywatyzowana. Minister przyznał, że w negocjacjach z Unią jest spór dotyczący pokrycia przez państwo "starych zobowiązań" wobec stoczni. Ostateczne rozstrzygnięcie tego problemu będzie w umowach prywatyzacyjnych - zapewnił Grad.
- Chcemy pokazać w KE, że nie ma mowy o nowej pomocy, ale jedynie o realizacji wcześniejszych zobowiązań - podkreślił Grad. (PAP)
Kurier Szczeciński: Podwyższony kapitał stoczni szczecińskiej 2008-06-20 16:11:27
Walne Zgromadzenie Wspólników Stoczni Szczecińskiej Nowej podwyższyło w piątek kapitał spółki o 146 mln zł - poinformowało biuro prasowe resortu skarbu. Obecnie kapitał Stoczni Szczecin wynosi 625 mln zł. W programie piątkowego WZW nie było punktu dotyczącego udzielenia spółce przez Korporację Polskie Stocznie pożyczki w wysokości 60 mln zł. Stocznia Szczecińska Nowa powstała w 2002 r. na bazie jednej z ponad 30 spółek tworzących holding Stocznia Szczecińska Porta Holding SA., który upadł latem tego samego roku. Za symboliczną złotówkę udziały w SSN kupiła państwowa Agencja Rozwoju Przemysłu, stając się właścicielem nowego podmiotu. (PAP)
Gazeta Wyborcza: Tajfun na Filipinach: 700 osób dryfuje u wybrzeży wyspy
mm, PAP 2008-06-21, ostatnia aktualizacja 2008-06-21 22:00
Co najmniej 19 osób zginęło, a ponad 30 tys. zostało bez dachu nad głową na skutek powodzi i osunięć ziemi spowodowanych tajfunem Fengshen, który nawiedził południowe Filipiny. Na wzburzonych wodach u wybrzeży wyspy Sibuyan dryfuje prom z ponad 700 osobami na pokładzie. Łódź ratunkowa nie może się do niego dostać. Według prognoz, tajfun przesuwa się na północny zachód w kierunku wyspy Mindoro. Prędkość wiatru osiąga 160 kilometrów na godzinę, a w porywach do 195 km/h. Na wzburzonych wodach u wybrzeży wyspy Sibuyan w centralnej części kraju dryfuje prom z ponad 700 osobami na pokładzie. Rzecznik straży przybrzeżnej powiedział, że do promu "Princess of the Stars" nie można się dostać, ponieważ fale są bardzo wysokie. Łódź ratunkowa musiała zawrócić. Prom w sobotę rano wypłynął z Manili do centralnej prowincji Cebu. Najwięcej ofiar było w południowej prowincji Maguindanao, gdzie w sobotę rano wezbrana rzeka Risao wystąpiła z brzegów i zmyła z powierzchni kilka domów. W mieście Iloilo w środkowej części kraju co najmniej 30 tys. mieszkańców zostało bez dachu nad głową. Miasto nękają powodzie po przerwaniu tamy. Według tamtejszych władz wiele osób mogło stracić życie lub zaginąć. Jak podała obrona cywilna, w regonie Bicol na wschodzie ewakuowano ponad 200 tys. ludzi. Władze informują o stratach spowodowanych przez tajfun. Wichura powaliła drzewa, zerwała linie wysokiego napięcia, powodując przerwy w dostawie prądu. Statki nie mogły wypłynąć z portów. 90 lotów krajowych odwołano. Fengshen to szósty w tym roku tajfun na Filipinach. Co roku wyspiarski kraj nawiedza średnio 20 tajfunów, powodując powodzie i masowe ewakuacje ludności. W 1991 roku w wyniku powodzi zginęło tam ponad 5 tysięcy ludzi. W lutym 2006 roku około tysiąca osób zostało pogrzebanych żywcem pod zwałami błota.
wp.pl: Zatonął prom, 700 pasażerów zaginęło bez wieści
AAA PAP | dodane 2008-06-22 (08:20)
W środkowej części archipelagu filipińskiego podczas silnego sztormu zatonął prom z ok. 700 - 800 osobami na pokładzie. Większość pasażerów i członków załogi zaginęła bez wieści - wyłowiono do tej pory tylko kilka ciał i uratowano zaledwie kilka osób. W całych Filipinach, jak podał tamtejszy Czerwony Krzyż, tajfun Fengshen spowodował śmierć co najmniej 155 osób. Do katastrofy doszło niedaleko od wybrzeży wyspy Sibuyan, prawdopodobnie na stosunkowo niedużej głębokości, bowiem pierwsze doniesienia mówiły, że statek zatonął "częściowo". Przyczyną katastrofy były wyjątkowo silne i wysokie fale oraz gwałtowny wiatr, spowodowany zbliżaniem się cyklonu Fengshen, który w ostatnich dwóch dniach pochłonął co najmniej 80 ofiar śmiertelnych na południu i w centralnej części Filipin. W pierwszych godzinach po katastrofie potwierdzono zaledwie cztery przypadki utonięcia i wyłowiono z morza zaledwie trzy żywe osoby. Również w następnych godzinach zdołano uratować zaledwie kilku rozbitków i wyłowiono tylko pojedyncze ciała. Losy pozostałych osób są wciąż nieznane Niepewna jest też liczba pasażerów i członków załogi. Wg oficjalnych list, na pokładzie promu "Princess of Stars" znajdowało się 626 pasażerów i 121 członków załogi, ale wg różnych innych doniesień w chwili, gdy statek zaczął tonąć o ok. 3 km od brzegów wyspy Sibuyan mogło na nim przebywać nawet ponad 800 osób. Pędzony gwałtownym wichrem i wysokimi falami wywołanymi przez tajfun wpłynął on prawdopodobnie na mieliznę lub przybrzeżne skały. Teraz widać tylko dziób statku, reszta jest już pod wodą - powiedział w radio miejscowy poseł Eleandro Madrona, powołując się na relacje świadków. Potwierdziły się też wcześniejsze przypuszczenia, że statek przekręcił się w wodzie dnem do góry. Miejscowa ludność podawała, że początkowo widać było wokół niego rozbitków pływających w kamizelkach ratunkowych, którym jednak nie miał kto udzielić pomocy. Statek przekręcił się dnem do góry. Czekamy na ekipy ratunkowe, ale jak dotąd nikt się nie pojawił. Wszystkie nasze jednostki ratownicze są popsute - powiedział w lokalnym radio Ricardo Aligno, naczelnik portowej wioski San Fernando. Miejscowa straż przybrzeżna spodziewa się przybycia jednego z jej kutrów w niedzielę wczesnym popołudniem (rano czasu polskiego). Wg jej rzecznika, zagrożone jest życie większości pasażerów i załogi promu "Princess of Stars". Dantejskie sceny rozgrywają się w portowym mieście Cebu, gdzie w centrali armatora Sulpicio Lines zgromadzili się członkowie rodzin pasażerów, domagając się jakichkolwiek wyjaśnień i informacji o swoich bliskich. Armator podaje tylko, że utracił łączność z kapitanem promu ok. 12:30 czasu miejscowego (6:30 czasu polskiego). Dowództwo centralnego filipińskiego okręgu wojskowego Visayas uzyskało informacje, że kapitan po kilku godzinach ogłosił wezwanie do opuszczenia statku. Podano nam także, że pasażerowie i załoga przenieśli się na inny statek, ale nie wiadomo, o jaki statek chodzi - powiedział Reuterowi przedstawiciel dowództwa generał Pedro Inserto. Tymczasem główny sprawca katastrofy, tajfun Fengshen, który przeszedł nad południową i środkową częścią Filipin pochłonął już co najmniej 80 istnień ludzkich (nie licząc potencjalnych ofiar zatonięcia promu), z tego aż 59 w jednej tylko prowincji Iloilo - poinformował w niedzielę jej gubernator Neil Tupaz. Co najmniej 40 osób zaginęło tam bez wieści. Władze zastrzegają się, że liczba zgonów może jeszcze znacznie wzrosnąć.(bart)
TVN24.pl: Uratowanych 38 z kilkuset pasażerów promu 07:25, 23.06.2008
TRWA AKCJA RATUNKOWA NA FILIPINACH APTN/EPA/PAP
Wyskoczyli z tonącego promu i cudem dopłynęli do brzegu. 38 pasażerów przeżyło morską katastrofę u wybrzeży Filipin. Ratownicy nie tracą nadziei i nadal szukają ludzi, którym być może udało się przeżyć. Statek "Princess of Stars" poszedł na dno po przejściu tajfunu. Według różnych doniesień, na pokładzie promu "Princess of Stars" znajdowało się w sumie od 740 do ponad 800 osób. Prom zatonął podczas silnego sztormu ok. 3 km od brzegów wyspy Sibuyan w nocy z soboty na niedzielę. Pędzony gwałtownym wichrem i wysokimi falami wywołanymi przez tajfun Fengshen wpłynął prawdopodobnie na mieliznę lub przybrzeżne skały. Większość pasażerów i członków załogi zaginęła bez wieści. Prawdopodobnie nie żyją. Nurkom udało się w niedzielę dotrzeć do wraku, jednakże nie stwierdzili żadnych oznak życia wewnątrz jednostki.
Horror na wodzie
Według świadków, statek obrócił się w wodzie dnem do góry. Miejscowa ludność podawała, że początkowo widać było wokół niego rozbitków pływających w kamizelkach ratunkowych, którym jednak nie miał kto udzielić pomocy.Dantejskie sceny rozegrały się w portowym mieście Cebu, gdzie w centrali armatora Sulpicio Lines zgromadzili się członkowie rodzin pasażerów, domagając się jakichkolwiek wyjaśnień i informacji o swoich bliskich. Armator podał tylko, że utracił łączność z kapitanem promu ok. 12:30 czasu miejscowego (6:30 czasu polskiego). Dowództwo centralnego filipińskiego okręgu wojskowego Visayas uzyskało informacje, że kapitan po kilku godzinach ogłosił wezwanie do opuszczenia statku. - Podano nam także, że pasażerowie i załoga przenieśli się na inny statek, ale nie wiadomo, o jaki statek chodzi - powiedział agencji Reuters przedstawiciel dowództwa generał Pedro Inserto.
Tragiczne skutki tajfunu
Wypadek promu to kolejny już efekt szalejącego nad Filipinami tajfunu, który pochłonął życie 229 osób, a ponad 30 tys. pozbawił dachu nad głową. Tajfun przesuwa się na północny zachód w kierunku wyspy Mindoro. Prędkość wiatru osiąga 160 kilometrów na godzinę, a w porywach do 195 km/h. Najwięcej ofiar było w południowej prowincji Maguindanao, gdzie w sobotę rano wezbrana rzeka Risao wystąpiła z brzegów i zmyła z powierzchni kilka domów. Władze informują o stratach spowodowanych przez tajfun. Wichura powaliła drzewa, zerwała linie wysokiego napięcia, powodując przerwy w dostawie prądu. Statki nie mogły wypłynąć z portów. 90 lotów krajowych odwołano. Fengshen to szósty w tym roku tajfun na Filipinach. Co roku wyspiarski kraj nawiedza średnio 20 tajfunów, powodując powodzie i masowe ewakuacje ludności. W 1991 roku w wyniku powodzi zginęło tam ponad pięć tysięcy ludzi. W lutym 2006 roku około tysiąca osób zostało pogrzebanych żywcem pod zwałami błota. boa/tr/mlas/jak/iga
Portal Morski / Rzeczpospolita: KE żąda ograniczenia produkcji w Stoczni Gdańsk Opublikowano: 21 czerwca, 2008
Komisja Europejska chce, aby przyszły inwestor Stocznii Gdynia i Gdańsk zagwarantował, że połączona firma nie będzie produkować więcej niż 15 statków rocznie. - dowiedziała się "Rzeczpospolita". Według gazety podczas ubiegłotygodniowych rozmów w Brukseli w sprawie restrukturyzacji stoczni, nie ustalono jednak o jakiego typu jednostki chodzi. Bez tej wiedzy, ewentualnym inwestorom będzie trudno spełnić inny warunek - ograniczenia produkcji w obu zakładach do 400 tysięcy ton przeliczeniowych. Dziennik pisze, że plan restrukturyzacji zakłada między innymi ograniczenie możliwości produkcyjnych do końca tego roku, co oznacza zamknięcie trzech pochylni w Stoczni Gdańsk. Ten warunek nie jest możliwy do spełnienia, gdyż na pochylniach montowane są statki. Bruksela od szybkiej prywatyzacji stoczni uzależnia swoją zgodę na utrzymanie już przekazanych im dotacjom. Jeśli Polska nie spełni tego warunku, zakładu będą musiały zwrócić państwową pomoc, co oznacza ich upadek.kar, IAR
Portal Morski: Star Shipping dzieli się Opublikowano: 23 czerwca, 2008
Znany operator floty specjalistycznych, „otwartych” jak i klasycznych masowców – Star Shipping dzieli się na dwie firmy.
Jest to efekt różnicy zdań pomiędzy dwoma udziałowcami którymi są: Masterbulk (Westfal-Larsen) i Grieg. Ten pierwszy przejmie głównie biuro, oraz 19 specjalistycznych masowców „otwartych” z suwnicami bramowymi (przeznaczone głównie do przewozu drewna, papieru itp.), a także 3 kolejne takie statki, obecnie znajdujące się w budowie. Jednostki będą eksploatowane pod marką Westfal-Larsen Shipping. Pozostałe statki, w tym wszystkie „klasyczne” masowce przejmie Grieg.
Portal Morski: Stocznia Daehan przekazała pierwszy statek Opublikowano: 23 czerwca, 2008
Nowa, koreańska stocznia Daehan Shipbuilding przekazała pierwszy zbudowany statek.Masowiec cape – size Mystic o nośności 170 500 ton odebrał norweski armator Golden Ocean Group i jest to pierwsza jednostka z planowanych ośmiu.
Ku zaskoczeniu specjalistów z branży, pierwszy statek jaki kiedykolwiek powstał w tej stoczni powstał zgodnie z planem, bez najmniejszego opóźnienia!
Portal Morski: Wärtsilä zdobyła zamówienie na nowego typu katalizatory Opublikowano: 23 czerwca, 2008
Wärtsilä zdobyła zamówienia na dostawę pierwszych katalizatorów redukujących emisję tlenków azotu (Nitrogen Oxides Reducers – NOR). Sześć sztuk zostanie zainstalowane na statku mieszkalnym (jednostka wsparcia prac offshore) który dla Østensjø Group buduje hiszpańska stocznia.
Portal Morski: Donau Trader – kolejny kontenerowiec z niemieckiej stoczni dla niemieckiego armatora Opublikowano: 23 czerwca, 2008
Należąca do koncernu ThyssenKrupp Marine Systems kilońska stocznia HDW-Gaarden przekazała kontenerowiec Donau Trader. Jest to pierwszy z serii trzech kontenerowców o ładowności 2 700 TEU budowanych przez HDW dla niemieckiej grupy armatorskiej Buss Group. Statek opuści stocznię dzisiaj, 23 czerwca i rozpocznie obsługę serwisów niemieckiego Hamburg Süd.
Portal Morski: Kalmar dostarcza suwnice kontenerowe dla portu Vuosaari Opublikowano: 23 czerwca, 2008
Terminal kontenerowy w Vuosaari – nowym porcie Helsinek zostanie wyposażony w cztery suwnice kontenerowe które dostarczy Kalmar Industries. Będą to suwnice post-panamax o udźwigu 82 ton przystosowane do jednoczesnego przenoszenia dwóch kontenerów 20 lub 40 stopowych z zastosowaniem technologii opatentowanej przez Kalmara.
oficynamorska: Rhonestern
W dniach 10 - 20 czerwca br. w Suchym Doku SDI na terenie Stoczni Gdynia SA odbywał swój remont m/v Rhonestern. Statek ten, jako trzeci z serii 8189 został w 2000 roku przez gdyńską stocznię zbudowany i oddany armatorowi niemieckiemu (więcej o statku). Remont przeprowadzała Gdańska Stocznia REMONTOWA SA, która od stoczni gdyńskiej wynajmuje obecnie dok SDI. Dwa wcześniejsze statki tej serii - Wolgastern (kliknij) i Weichselstern (kliknij) oddane zostały w 1999 roku. (cs)
Głos Szczeciński: Zachodniopomorskie > Rybacy nie mogą łowić dorsza 22 czerwca 2008 - 15:45
Pierwszy weekend lata jest początkiem ochrony dorsza na Bałtyku zachodnim i wschodnim dla wszystkich statków połowowych pod polską banderą. Zakaz obowiązuje do 30 września. Resort rolnictwa nie wyklucza, że będzie wydłużony do końca 2008 roku. Dlaczego zakaz? Wprowadzając go, ministerstwo rolnictwa oparło się na danych z Systemu Informacji Rybołówstwa Morskiego. Na ich podstawie oszacowano, że nasi rybacy wykorzystali już 80 proc. kwoty przeznaczonej do odłowienia w br. Urzędnicy motywują też, że letni zakaz ma na celu uniknięcie sytuacji z ubiegłego roku, kiedy w wyniku przekroczenia przez Polskę kwoty połowowej dorszy Komisja Europejska wstrzymała jego połowy. Mimo, że mówi się o ewentualnych wydłużeniu restrykcji połowowych aż do 31 grudnia br., resort rolnictwa chce zarazem, by polscy rybacy mogli polować na dorsza w miesiącach październik-grudzień. Wtedy, ze względu na święta Bożego Narodzenia, zapotrzebowanie na ryby w naszym kraju jest największe.włod
Kurier Szczeciński: Komentarz Dorsz z kapelusza 2008-06-22 19:51:04
Ile jest dorszy w Bałtyku i jaka jest ich kondycja? Ostatnia rekomendacja Bałtyckiej Regionalnej Rady Doradczej (BS RAC) dotycząca wschodniego Bałtyku, pokazuje, że oceny tego co dzieje się w naszym morzu są rozbieżne. Co roku bowiem międzynarodowi naukowcy i ekolodzy apelują do Brukseli o obcinanie kwot połowowych. Mówią o zagrożeniach czyhających na dorsza: zbyt małych i rzadkich wlewach świeżej wody z Morza Północnego, powiększających się martwych strefach, które pogarszają rozród, czy żebropławach pożerających ikrę. Alarmują też o niezgłaszanych przez armatorów zaciągach, o które oskarżają głównie Polaków. Tymczasem rybacy upierają się, że ryby jest pod dostatkiem. Z kolei dziennikarze informują o zbyt małych dorszach, które można spotkać na bazarach. Limity zmniejszano a rybacy psioczyli i mówili o groźbie bankructwa. Tymczasem BS RAC, w której większość stanowią przedstawiciele sektora rybołówstwa, orzekła, że w 2009 r. we wschodniej części Bałtyku dorszy można odłowić o 15 procent więcej. Zwiększyła się bowiem liczba tych ryb. Ta zaskakująca ocena uzmysławia, że albo zwyciężyły interesy armatorów, albo morze jest skomplikowanym i nieobliczalnym ekosystemem, który jeszcze nie raz zaskoczy.Może więc nadszedł wreszcie czas na rzetelne badania biologiczne Bałtyku. Marek KLASA
Dziennik Bałtycki: Centrum Sprzedaży Ryb wreszcie otwarte
Minister Plocke (z lewej) życzył rybakom powodzenia Fot. Roman Kościelniak)
Na ten moment rybacy z Półwyspu Helskiego czekali cztery lata. Budynek, w którym niegdyś mieściła się sieciarnia, zmienił się w Lokalne Centrum Pierwszej Sprzedaży Ryb. - Lokalne centra są ważnym elementem rynku rybnego - uważa Kazimierz Plocke, wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi, który wziął udział w helskich uroczystościach. - Rybakom będzie teraz łatwiej wynegocjować cenę, za jaką sprzedadzą dorsze czy śledzie. Teraz złowione ryby prosto z kutra trafią do pomieszczeń helskiego centrum. Tu, w zależności od potrzeb, zostaną one zamrożone bądź poddane wstępnej obróbce. Centrum spełnia wszystkie unijne standardy sanitarne. - Oby tylko czas, w którym możemy łowić dorsze był coraz dłuższy - martwi się Piotr Necel, prezes Zrzeszenia Rybaków Morskich - Organizacji Producentów, które będzie zarządzać helskim centrum. - W ubiegłym roku staliśmy przez sześć miesięcy. Prognozy mówią, że w tym roku zakaz połowów też może zostać przedłużony. Tymczasem nasze kutry jeszcze nie wykorzystały przyznanego nam limitu. Będziemy musieli przestawić się na łowienie śledzi i szprot. Lokalne Centrum Pierwszej Sprzedaży Ryb w Helu powstawało z problemami. Cztery lata temu Ministerstwo Rolnictwa zawarło z władzami miasta umowę na realizację tego przedsięwzięcia. W późniejszym okresie zabrakło pieniędzy na wykończenie obiektu. Tymczasem wielu zakupionym już urządzeniom kończył się okres gwarancyjny. - Zdecydowaliśmy się wesprzeć finansowo inwestycję z kasy miejskiej - przypomina Jarosław Pałkowski p.o. burmistrz Helu. - Deklaruję, że rybacy mogą zawsze liczyć na pomoc z naszej strony. Z uruchomienia centrum zadowolony jest także prof. Krzysztof Skóra, szef Stacji Morskiej Uniwersytetu Gdańskiego w Helu. - Niegdyś Zatoka Pucka była istnym spichlerzem rybnym - przypomina prof. Skóra. - Chcemy, aby było tak ponownie, aby na wodzie było sporo łódek. Wiadomo, że nie będzie rybaków, jeśli nie będzie ryb. Deklaruję pomoc naszego zespołu naukowego, aby nasze ryby były najwyższej jakości. Prof. Krzysztof Skóra przekazał rybakom 1300 skrzynek na ryby, które zdobył dzięki wsparciu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Roman Kościelniak - POLSKA Dziennik Bałtycki
Gazeta Wyborcza: Muzeum Morskie po nowemu
mj, PAP 2008-06-22, ostatnia aktualizacja 2008-06-22 19:33
Obok Żurawia stanie nowy budynek Centralnego Muzeum Morskiego, stylizowany na gdańskie spichlerze
Rozbiórka budynków CMM stojących nad Motławą tuż obok Żurawia zacznie się jesienią. Ich pierwotnym przeznaczeniem była kotłownia. Po jej likwidacji, pod koniec lat 70., obiekt zaadaptowano na potrzeby muzeum. Brak możliwość rozbudowy i modernizacji skłonił władze do wybudowania w ich miejscu nowego obiektu. Budynek ma kosztować ok. 8,6 mln euro. Pieniądze pochodzić będą ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Część pieniędzy dołoży też minister kultury i dziedzictwa narodowego oraz Gdańsk. - Niestety, od momentu, gdy składaliśmy wniosek o fundusze, wartość euro spadła, a ceny robót budowlanych wzrosły i do realizacji projektu brakuje ok. 8-10 mln zł - wyjaśniał PAP Jerzy Litwin, dyrektor CMM w Gdańsku. Brakujące środki chce pozyskać z Ministerstwa Infrastruktury. Projekt architektoniczny nowego budynku został przygotowany w pracowni APA Mirosława Frąszczaka. Będzie stylizowany na cztery spichlerze, a fasada w większości będzie ze szkła. Dużą atrakcją mają być umieszczone za szklanymi ścianami łodzie, w nocy podświetlane. W nowych budynkach siedzibę będzie miał Ośrodek Kultury Morskiej.
Gazeta Wyborcza: Dotacja na tunel wypłynie ze Świnoujścia?
Mariusz Rabenda 2008-06-22, ostatnia aktualizacja 2008-06-22 19:51
Dwa miliony złotych budżetu państwa zagrożone. Pieniądze na studium wykonalności miały być wydane do końca czerwca. Teraz muszą wrócić do skarbu państwa. - Staramy się o to, by zaraz potem do nas wróciły - mówi Janusz Żmurkiewicz, prezydent Świnoujścia. - Już to kiedyś przerabialiśmy, gdy dostaliśmy dotację na oczyszczanie Mulnika. Też nie mogliśmy zdążyć z pracami, zwracaliśmy pieniądze, a potem dostaliśmy je ponownie. Chodzi o planowaną budowę tunelu pod Świną. Studium miało być pierwszym krokiem w tym kierunku, a zarazem wykazać, jaki rodzaj przeprawy powinien połączyć w przyszłości wyspy Wolin i Uznam - czy tunel, czy most. Rzecz w tym, że dotacja państwowa na ten cel była zapisana w budżecie państwa na 2007 r. Rozliczyć ją trzeba było do połowy tego roku. Tymczasem studium wykonalności jeszcze nie ma. - Zapłaciliśmy tylko pierwszą fakturę na 400 tys. zł. Dostaniemy jeszcze dwie, ale po zakończeniu kolejnych etapów prac nad studium - mówi Żmurkiewicz. - Nie możemy zaliczkowo zapłacić za pracę, która jeszcze nie została wykonana. Nie było fizycznej możliwości, by studium powstało do czerwca. Prezydent Świnoujścia jest już po rozmowach z wojewodą i marszałkiem województwa. Jest przekonany, że dotacja na prace wróci do miasta. Studium wykonuje konsorcjum założone przez szczecińską firmę Damart oraz dwie gdańskie firmy: Pont-Projekt i Kontrakt. Całość kosztować ma 1,2 mln zł. Oprócz dwóch milionów na studium w unijnym Programie Operacyjnym Infrastruktura i Środowisko zapisano 211,86 mln zł, nadając tunelowi rangę inwestycji o znaczeniu kluczowym. Według koncepcji, jaką w 2004 r. wykonała dla Świnoujścia firma Waga, tunel pod Świną miałby mieć 1820 m i byłby wywiercony na głębokości 12,5 m pod dnem cieśniny.
Kurier Szczeciński: Awans prezesa 2008-06-22 23:02:04
Rafał Zaczyk, dotychczasowy prezes PCC Port Szczecin (dawna Drobnica Port Szczecin), przeniósł się do centrali grupy PCC w Duisburgu w Niemczech, gdzie awansował na stanowisko menedżera projektów inwestycji strategicznych całego holdingu PCC. W skład grupy PCC wchodzi ponad 35 spółek działających m.in. w Polsce, Czechach, Niemczech, Rumunii, Rosji, Ukrainie, Stanach Zjednoczonych oraz Chinach. Specjalizują sie one w portowych przeładunkach, logistyce, przemyśle chemicznym i paliwowym. - Będę odpowiedzialny za strategiczne inwestycje wszystkich spółek grupy PCC w różnych krajach świata. Jest to dla mnie duże wyzwanie. Będzie wiązać się z olbrzymią odpowiedzialnością, ale da też mi możliwość sprawdzenia się w zupełnie nowej roli – wyjaśnia prezes. Rafał Zaczyk w 1997 r. ukończył Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Szczecińskiego. Jest też absolwentem studiów podyplomowych na kierunku finanse w Wyższej Szkole Bankowej w Poznaniu oraz studiów MBA w Wyższej Szkole Handlu i Finansów Międzynarodowych w Warszawie. W latach 2005–2006 był członkiem zarządu i dyrektorem finansowym Drobnicy Port Szczecin. Przez kolejne dwa lata był prezesem tej spółki. Stanowisko to pełnił nadal po jej kupieniu przez holding PCC i zmianie nazwy na PCC Port Szczecin. Zajmował się jej programem inwestycyjnym, który obejmuje m.in. budowę nowego magazynu na nabrzeżu Ewa oraz uruchomienie terminalu kontenerowego na Ostrowie Grabowskim. Po jego odejściu spółką kierują Artur Czyżewski, (członek zarządu i dyrektor naczelny) oraz Mark Nauwelaers (członek zarządu i dyrektor ds. handlowych).(mak)
Głos Szczeciński: Świnoujście > Kończą się ćwiczenia marynarzy 20 czerwca 2008 – 11:19
Dziś kończą się ćwiczenia taktyczne 8 Flotylli Obrony Wybrzeża. Brały w nich udział trałowce, okręty transportowo-minowe i kutry transportowe. - Wspierały je samoloty bojowe i śmigłowce Marynarki Wojennej - mówi kmdr ppor. Artur Wasiewski, rzecznik prasowy 8 FOW. - Wszyscy razem ćwiczyli działalność okrętową grupy taktycznej. Jednym z głównych etapów ćwiczenia było rozpoznawcze poszukiwanie min przy pomocy trałów i stacji hydrolokacyjnych.
- Okręty ORP "Sarbsko", ORP "Necko" i ORP "Hańcza" stawiały zagrody minowe, wykonały strzelania do celów nawodnych i powietrznych - mówią marynarze. - Natomiast okręty transportowo-minowe ORP "Gniezno" i ORP "Poznań" trenowały załadunek techniki wojskowej i desantu morskiego z nieprzygotowanego brzegu a także ćwiczyły strzelanie rakietowe. Jednym z ważniejszych zadań było też poszukiwanie rozbitków i ćwiczenie ratowania człowieka, który wypadł za burtę a także udzielanie pomocy uszkodzonej jednostce. I związane z tym holowanie i ewakuację rannych z pokładu, przy współpracy śmigłowca z 29 Eskadry Lotniczej w Darłowie. Asta
Gazeta Wyborcza: Holendrzy dołączyli do bałtyckiego gazociągu
Andrzej Kublik 2008-06-22, ostatnia aktualizacja 2008-06-22 20:22
Holenderski koncern Gasunie został formalnie akcjonariuszem konsorcjum Nord Stream, które chce zbudować gazociąg z Rosji do Niemiec omijający Polskę przez Bałtyk. Porozumienie o zakupie akcji Nord Stream Gasunie podpisało z Gazpromem w listopadzie zeszłego roku na Kremlu w obecności Putina i premiera Holandii Jana Petera Balkenende. Jednak dopiero 10 czerwca holenderska firma została formalnie akcjonariuszem Nord Stream - ogłosił w piątek Gazprom. Rosyjski koncern nie wyjaśnił, dlaczego sfinalizowanie umowy zajęło aż osiem miesięcy. Gazprom podał tylko, że sfinalizowanie umowy z Holendrami wymagało akceptacji władz Nord Stream oraz podpisania wielu dokumentów związanych z "kompleksowym porozumieniem" o inwestycji. Umowę o dołączeniu do Nord Stream Holendrzy podpisali z Gazpromem, ale rosyjski koncern nie sprzedał im własnych akcji konsorcjum, lecz akcje należące do niemieckich koncernów BASF i E.ON. Po sfinalizowaniu transakcji Gasunie ma 9 proc. Nord Stream, a BASF i E.ON - po 20 proc. Gazprom zachował kontrolny pakiet 51 proc. konsorcjum. Nie wiadomo, ile Holendrzy zapłacili za akcje Nord Stream - nie podał tego ani Gazprom, ani Gasunie. Z rejestrów w Szwajcarii, gdzie zarejestrowano Nord Stream, można się tylko dowiedzieć, że od połowy czerwca opłacony kapitał konsorcjum wzrósł z 310,5 do 553,5 mln franków szwajcarskich. Tydzień po dołączeniu do budowniczych bałtyckiej rury Gasunie dostało od władz Rosji nagrodę Rus Prix "za wyjątkowy wkład w rosyjsko-holenderskie stosunki gospodarcze". Dla Moskwy udział Holendrów w budowie bałtyckiej rury ma wielkie znaczenie polityczne i propagandowe. Teraz można tę inwestycję przedstawiać jako projekt "europejski", a nie tylko Rosji i Niemiec - oceniali jesienią zeszłego roku rosyjscy eksperci w dzienniku "Kommiersant". Umowa z Gasunie ułatwi też Rosjanom dostawy gazu do Wielkiej Brytanii. Holenderska firma dała Gazpromowi opcję na zakup 9 proc. udziałów w nowym gazociągu BBL przez Morze Północne. Tą rurą można transportować na Wyspy do 16 mld m sześc. gazu rocznie, zaspokajając jedną szóstą zapotrzebowania Brytyjczyków na ten surowiec.
Port Gdańsk: Transport Logistic China 2008 23.06.2008
W dniach 17-19 czerwca br. w Szanghaju odbyły się 3. międzynarodowe targi Transport Logistic China 2008. Zarząd Morskiego Portu Gdańsk SA uczestniczył w targach jako wystawca na wspólnym stoisku wraz z Zarządem Morskich Portów Szczecin i Świnoujście SA. ZMPG SA reprezentowany był przez wiceprezesa Zarządu ds. finansowych Sławomira Wrześniaka, dyrektora Pionu Rozwoju Ryszarda Mazura oraz z-cę kierownika Działu Marketingu i Promocji Magdalenę Obszarską. Ze strony największego operatora Portu Gdańsk - spółki Port Gdański Eksploatacja obecny był prezes Zarządu - Marek Frąckowski. W tym roku w Transport Logistic China udział wzięło 430 wystawców z 46 krajów świata. Na stoiskach narodowych zaprezentowali się przedstawiciele 8 państw: Belgii, Republiki Czeskiej, Francji, Hiszpanii, Holandii, Niemiec, Rosji i Włoch. Targi odwiedziło 11 tys. osób. Prezentowana w Szanghaju aktualna oferta i potencjał rozwojowy Portu Gdańsk spotkały się z dużym zainteresowaniem odwiedzających. Udział ZMPG SA w targach Transport Logistic China 2008 był okazją do promocji portu, jak również Gdańska i Polski. Na stoisku odbyło się wiele rozmów z kontrahentami Portu Gdańsk. Była to też okazja do nawiązania nowych kontaktów, które mogą zaowocować w przyszłości. Stoisko ZMPG SA odwiedziła m.in. wicekonsul ds. ekonomicznych Grażyna Godlewska-Łysiak z Konsulatu Generalnego RP w Szanghaju. Obecność przedstawicieli ZMPG SA w Chinach była również okazją do odwiedzenia najnowszego terminalu kontenerowego w Porcie Szanghaj oraz spotkania z prezesem Portu Szanghaj, którego zaproszono do złożenia wizyty w Porcie Gdańsk. Kolejna edycja targów odbędzie się w dniach 8-10 czerwca 2010 roku w Szanghaju.
MW: Dni Morza w Marynarce Wojennej Gdynia 2008-06-23 14:47
Przez cały tydzień, od wtorku do niedzieli (24-29 czerwca) marynarze uczestniczyć będą w obchodach Dni Morza. Najważniejszymi wydarzeniami tegorocznych obchodów będzie V Światowy Zjazd Marynarzy Polskich oraz Święto Marynarki Wojennej, które zgodnie z tradycją jest finałem Dni Morza. Główne obchody Święta MW odbędą się w piątek, 27 czerwca.
PROGRAM OBCHODÓW DNI MORZA w MW
Wtorek (24 czerwca)
18:00-19:15 – msza święta w intencji „Ludzi Morza” w Kościele Morskim (ul. Portowa) z udziałem wojskowej asysty honorowej Marynarki Wojennej;
* 19:15-19:30 – przemarsz uczestników mszy świętej, w asyście Kompanii i Orkiestry Reprezentacyjnej Marynarki Wojennej, pod Pomnik-Płytę Marynarza Polskiego;
* 19:35-19:45 – złożenie kwiatów i wiązanek na Pomniku-Płycie Marynarza Polskiego.
Środa (25 czerwca)
Udział wojskowej asysty honorowej w obchodach Dni Morza i Święta Marynarki Wojennej w Sieradzu.
Czwartek (26 czerwca)
09:00 – wręczenie odznaczeń marynarzom przez Dowódcę Marynarki Wojennej na pokładzie okrętu-muzeum ORP ‘Błyskawica”;
* 10:00-10:45 – msza święta w intencji uczestników V Światowego Zjazdu Marynarzy (kościół MW w Gdyni Oksywiu);
* 11:00-11:45 – apel poległych w hołdzie marynarzom, którzy odeszli na wieczną wachtę (Cmentarz MW w Gdyni Oksywiu).
Piątek (27 czerwca)
Główne obchody Święta Marynarki Wojennej
* 08:00 – podniesienie gali banderowej na okrętach Marynarki Wojennej;
* 09:00-10:00 – uroczysta msza święta w intencji Marynarki Wojennej w Kościele MW w Gdyni-Oksywiu;
* 10:30-11:00 – złożenie wiązanek kwiatów na Cmentarzu Marynarki Wojennej (Oksywie);
* 12:00-12:30 – złożenie wiązanek kwiatów pod Pomnikiem-Płytą Marynarza Polskiego (skwer Kościuszki w Gdyni), w tym:
- Odegranie hymnu państwowego;
- Odczytanie rozkazu okolicznościowego dowódcy Marynarki Wojennej;
- Złożenie wiązanek kwiatów;
- Przemówienie dowódcy Marynarki Wojennej;
- Defilada Kompanii i Orkiestry Reprezentacyjnej Marynarki Wojennej.
* 12:45-13:30 – widowisko plenerowe „Pod Biało-czerwoną Banderą” oraz pokaz musztry paradnej w wykonaniu Orkiestry oraz Kompanii Reprezentacyjnej Marynarki Wojennej na skwerze Kościuszki (obok miejsca cumowania okrętu-muzeum ORP ‘Błyskawica”).
* 16:00-17:45 – Koncert galowy z okazji Święta MW (dla zaproszonych gości).
Sobota (28 czerwca)
* 10:15-10:30 – wodowanie książki „Ocalić od zapomnienia” na pokładzie okrętu-muzeum ORP „Błyskawica” (książka poświęcona jest pokoleniu marynarzy, którzy walczyli podczas II wojny światowej);
* 19:00-20:00 – odsłonięcie tablic w Alei Zasłużonych Ludzi Morza w Rewie z udziałem Kompanii Reprezentacyjnej Marynarki Wojennej.
Niedziela (29 czerwca)
* 08:00 - podniesienie gali banderowej na okrętach Marynarki Wojennej.
Święto Marynarki Wojennej w Ustce
_________________________________________________
Tradycja obchodów święta morza sięga przełomu XVIII i XIX wieku i wywodzi się z obrzędów kaszubskich. Obrzędy te, podobnie takie jak rzucanie wianków, miały zawsze charakter ludowy, nigdy państwowy. Podkreślały jednak związek ludności polskiej z morzem. Jednakże pomysł obchodów Święta Morza zrodził się w 1932 roku w Gdyni. Jego autorem był Andrzej WACHOWIAK, członek gdyńskiego zarządu Ligi Morskiej i Kolonialnej, który zaproponował, aby pod koniec czerwca każdego roku, uroczyście święcić kutry i łodzie rybackie. Inicjatywa Andrzeja Wachowiaka, jak się później okazało, przerodziła się w obchodzone dorocznie uroczystości poświęcone morzu. Przed wybuchem II wojny światowej Święto Morza lub inaczej Dni Morza, obchodzone były ośmiokrotnie, przede wszystkim w Gdyni. W czasie wojny i okupacji tradycje obchodów kontynuowane były w tajemnicy, a na okrętach polskiej Marynarki Wojennej niekiedy dni te przypadały na okres wojennych zmagań na morzu. Po wojnie uroczystości odbywały się także w innych miastach polskiego wybrzeża, m.in. w Szczecinie, Kołobrzegu, Słupsku, Ustce, Władysławowie, Świnoujściu i Sopocie. Ostatnim dniem obchodów jest Święto Marynarki Wojennej RP przypadające co roku na ostatnią niedzielę czerwca.
kolobrzeg.pl: Latarnia Morska zyska nocą nowy wygląd
Dodano: piątek, 20 czerwca 2008 - 14:50 - 171 raz(y) oglądano. Autor: Admin Urząd Miasta
Iluminacja LatarniiLatarnia morska w Kołobrzegu zyska nocą nowy wygląd. Wszystko to za sprawą iluminacji - podświetlać ją będzie 20 projektorów. Firma, która wygrała przetarg zakończy prace montażowe do 25 lipca 2008 r. Koszt całej operacji to 64 tysiące złotych. Będzie to kolejny zabytkowy budynek, który zyska stosowną oprawę. Zgodę na iluminację musiał wydać zarówno Urząd Morski w Słupsku jak i Wojewódzki Konserwator Zabytków. Notatka: Admin Tomasz Kolasa Tekst: Michał Kujaczyński
2008-06-24 Wtorek
Gazeta Wyborcza: Czwartek ważnym dniem dla stoczni
akr 2008-06-23, ostatnia aktualizacja 2008-06-23 18:22
Plany restrukturyzacji Stoczni Szczecińskiej Nowa są już gotowe. W czwartek zostaną zaprezentowane Brukseli. Od tego, czy Komisja Europejska zaakceptuje pomysły potencjalnych kupców szczecińskiego zakładu, i tego, czy uda się firmę sprywatyzować do 15 lipca, zależy jej przyszłość. Najmniejsze potknięcie może oznaczać wydanie przez Brukselę nakazu zwrotu pomocy publicznej, którą polskie stocznie otrzymały w poprzednich latach. To oznacza ich upadek. Na razie wszystko idzie zgodnie z planem. - Mostostal Chojnice plan restrukturyzacji zakładu już przygotował - poinformował nas w poniedziałek Maciej Wewiór, rzecznik Ministerstwa Skarbu Państwa.
Kolejny inwestor - norweska stocznia Ulstein Verft AS plan też już ma gotowy, ale wprowadza do niego kosmetyczne poprawki. Oba dokumenty mają zostać przedstawione w czwartek Komisji Europejskiej. Resort skarbu zapewnia, że wie, co proponują inwestorzy, bo przedstawiciele ministerstwa uczestniczyli w pracach przygotowawczych.
Co zawierają plany inwestorów? Komisja Europejska stawia przed nimi dwa wymogi: programy muszą gwarantować rentowność stoczni, a także redukcję ich mocy produkcyjnych. Dla Szczecina oznacza to zamknięcie jednej z trzech pochylni. Zarówno Mostostal, jak i Norwegowie są jednak przekonani, że i bez pochylni stocznię uda się wyprowadzić na prostą. Plany zakładają, że na pewno utrzymana zostanie produkcja statków. Ulstein Verft chce ulokować u nas budowę niewielkich, specjalistycznych jednostek do obsługi platform wiertniczych. Z kolei Mostostal gwarantuje nie tylko utrzymanie produkcji statków, ale także utrzymanie samodzielności stoczni, której menedżerowie sami mają decydować, jakie statki opłaca się zbudować.
Jeśli Bruksela zaakceptuje chociaż jeden z planów jakiegoś inwestora, Ministerstwo Skarbu Państwa od razu zacznie z nim rozmowy na temat sprzedaży stoczni. Najpoważniejszym problemem jest wciąż to, kto weźmie na siebie straty, jakie stocznia poniesie przez najbliższe półtora roku z powodu realizacji nierentownych kontraktów (chodzi o 300-350 mln zł). Zobowiązania jest gotowe przejąć Ministerstwo Skarbu Państwa, ale Bruksela nie chce się na to zgodzić, uznając, że byłaby to kolejna forma pomocy publicznej.
Gazeta Wyborcza: Stocznie zostaną uratowane?
Konrad Niklewicz 2008-06-23, ostatnia aktualizacja 2008-06-23 20:56
Plany ratowania polskich stoczni już są gotowe, ale dopiero w czwartek trafią do ministra skarbu i Komisji Europejskiej.
Jak ustaliliśmy, jeden z inwestorów zainteresowany stocznią w Szczecinie już w poniedziałek był gotów złożyć swoją wersję planu restrukturyzacyjnego. - Chodzi o Mostostal Chojnice. Ale ostatecznie zrobi to w czwartek tak jak inni. Choć ich plany też już są gotowe - mówi nasz rozmówca w MSP proszący o anonimowość. Pozostali potencjalni oferenci to norweski Ulstein Verft (na szczecińską SSN) i ukraiński ISD (na Gdynię). Czwartkowy termin złożenia planów w ministerstwie może dziwić, bo tego dnia dokumentacja ma znaleźć się na biurku Nellie Kroes, unijnej komisarz ds. konkurencji. Jeżeli komisarz uzna, że te plany są gwarancją na to, że stocznie będą sprywatyzowane, staną się trwale rentowne i ograniczą produkcję, to nie wyda decyzji nakazującej zwrócić otrzymaną uprzednio pomoc publiczną (taki nakaz oznaczałby bankructwo gdyńskiej i szczecińskiej stoczni). Agencja Rozwoju Przemysłu odpowiedzialna za ratowanie Stoczni Szczecińskiej jest dobrej myśli. Nie zdradza szczegółów, ale zapewnia, że pomysły przedstawione przez Mostostal gwarantują, iż w ciągu dwóch lat Stocznia Szczecińska osiągnie dodatni wynik finansowy.
- Jeśli Komisja zatwierdzi ten plan, to ja do 15 lipca jestem w stanie podpisać umowę o sprzedaży stoczni - zapewnia "Gazetę" Wojciech Dąbrowski, prezes ARP. Każdy z planów restrukturyzacyjnych (dla Gdyni i Szczecina) zakłada, że stocznie ograniczą produkcję statków. W ten sposób zgodnie z prawem UE ma być zrekompensowane zakłócenie konkurencji rynkowej wywołane otrzymaniem pomocy publicznej. Tymczasem stoczniowi związkowcy znów zamierzają demonstrować. Po piątkowym proteście w Warszawie wystąpią w środę w Brukseli. Przed siedzibą Komisji Europejskiej ma pojawić się 350 osób z Gdańska, Gdyni i ze Szczecina. Będą żądać przedłużenia terminu prywatyzacji (przez KE wyznaczonego na połowę lipca). Przedłużenie jest konieczne, bo - jak podkreśla rzecznik stoczniowej "Solidarności" Marek Lewandowski - "dzisiaj prywatyzacja robiona jest na wariata, w pędzącym tempie".
Onet.pl: Powiększają się martwe pola na Bałtyku
Spośród 10 największych martwych rejonów w morzach świata aż siedem, stale powiększających się, znajduje się w Bałtyku. Bałtyckie martwe obszary obejmują ponad 42 tys. kilometrów kwadratowych. Zdarzają się jednak lata, gdy ich powierzchnia zwiększa się czasowo do 100 tys. kilometrów kwadratowych, m.in. za sprawą mniejszego dopływu wód z Morza Północnego, wysokich temperatur oraz niewystępowania sztormów powodujących mieszanie się i dotlenianie wód. Jak doniósł sztokholmski dziennik "Svenska Dagbladet" te siedem największych martwych pól znajduje się w cieśninach Skagerrak i Kattegat, w rejonie szwedzkiej wyspy Gotlandii, w centralnej części Zatoki Ryskiej, w Zatoce Fińskiej, Zatoce Botnickiej oraz na wodach w pobliżu archipelagu fińskich Wysp Alandzkich. Podstawową przyczyną powstawania martwych rejonów morza jest napływ związków azotu i fosforu emitowanych głównie przez rolnictwo oraz miasta. Także zmiany klimatyczne (wzrost temperatury, mniej opadów itp.) wywierają znaczący wpływ. W pierwszych dziesięcioleciach XX wieku powierzchnia martwych bałtyckich rejonów wynosiła ok. 10 tys. kilometrów kwadratowych. Plany ratowania Bałtyku, nakreślone w ubiegłym roku na konferencji państw nadbałtyckich w Krakowie, przewidują ograniczenie w 2016 roku powierzchni takich stref do 30 tys. km kw. Chce się to osiągnąć przez ograniczenie emisji fosforu i azotu. W opinii szwedzkich ekspertów, na których powołuje się "Svenska Dagbladet", jest to jednak mało realny program. Przypominają oni, że ustalenia, poczynione w Krakowie, nie mają charakteru obligatoryjnego i niektóre państwa będą je ignorowały.
Gazeta Wyborcza: Sceny jak z "Rejsu", czyli wycieczka stateczkiem Odra Queen
Adam Zadworny 2008-06-23, ostatnia aktualizacja 2008-06-23 18:30
Niedziela to dzień rodzinnych wycieczek. Dzieciaki od rana pytały mnie o stateczek białej floty, którym mieliśmy pływać po Odrze. Sprawdziłem w necie - o 12.30 jeden z dwóch stateczków (Odra Queen i Peene Queen) odbije od brzegu. Przezornie na nabrzeżu pojawiłem się pół godziny wcześniej. Taka piękna pogoda, może zabraknąć miejsc - myślałem. Reklama zachęcała do wykupienia biletu rodzinnego. Dwójka dorosłych i dwoje dzieci za jedyne 49 zł. - Poproszę jeden rodzinny - powiedziałem do pani siedzącej w budce. - Nie mogę panu sprzedać. Widząc moją zdziwioną minę, tłumaczyła: - Muszę mieć 300 zł z biletów, aby wypuścić statek. Jakby była grupa dwudziestu osób, to co innego - pani bezradnie rozłożyła ręce. - Mamy jeszcze pół godziny, na pewno zbierze się więcej osób. Pani znów bezradnie rozłożyła ręce. Zaproponowałem jej, że poczekam. Powiedziała, że to dobry pomysł. Kiedy siedzieliśmy na ławeczce, do kasy podchodziły kolejne osoby. I dowiadywały się, że potrzebne jest 300 zł... Niektórzy postanowili czekać, inni nie chcieli ryzykować - zbierze się odpowiednia liczba osób, czy nie - i rezygnowali z wycieczki. Niemcy nie rozumieli dlaczego nie można kupić biletów, skoro miejsca na statku są. Co innego, gdyby wolnych miejsc już nie było. Trudno zrozumieć Polaków. W końcu Agnieszka nie wytrzymała. - Gdyby pani zaczęła sprzedawać bilety, to może by zebrała pani te 300 zł – zasugerowała. Pani z kasy poradziła uzbroić się w cierpliwość. Po kolejnych kilku minutach, kiedy zebrał się tłumek, sprzedaż biletów ruszyła. Utworzyła się długa kolejka. Pokład statku wypełnił się po brzegi. W czasie rejsu zastanawiałem się, dlaczego pani z kasy zakłada, że nie sprzeda biletów. I jeszcze jedno - jeśli 300 zł gwarantuje rentowność rejsu, to znaczy, że zostanie ona osiągnięta, gdy jeden rejs przyniesie 500 zł, a drugi 100 zł. I dlaczego nikt aktywnie nie sprzedaje tych biletów? Wystarczyłby jeden "naganiacz" na Wałach Chrobrego (nieraz widziałem takich na południu Europy). Chciałem coś powiedzieć Jasiowi, który pojął, że coś jest nie tak i oczekiwał wytłumaczenia. - To dlatego, że stateczki należą do firmy, która należy do PŻM, a to przedsiębiorstwo państwowe, a nie prywatne – rzekłem. Trochę to dla niego za skomplikowane, więc ugryzłem się w język. Bo chciałem dodać, że będzie lepiej, gdyż posłowie przegłosowali ustawę zezwalającą na komercjalizację i prywatyzację PŻM. Ale partia braci Kaczyńskich była przeciw. Może oni lepiej czują się w klimatach rodem z Barei?
Kurier Szczeciński: Stoczniowcy wyjeżdżają pikietować w Brukseli 2008-06-23 18:07:15
W poniedziałek wieczorem do Brukseli wyjedzie pierwszy autobus ze związkowcami z „Solidarności” stoczni w Gdańsku. W środę w stolicy Belgii planowana jest pikieta polskich stoczniowców. Jak poinformował w poniedziałek rzecznik prasowy Sekcji Krajowej Przemysłu Okrętowego NSZZ „S” Marek Lewandowski, we wtorek wyruszą do Brukseli kolejne autobusy z Gdyni i Szczecina. W sumie w Belgii ma zjawić się około 350 związkowców z trzech polskich stoczni.
W środę planują oni dwugodzinną pikietę przed siedzibą Komisji Europejskiej w Brukseli za przedłużeniem terminu na prywatyzację polskich stoczni. - Otrzymaliśmy też potwierdzenie spotkania z zastępcą komisarza ds. konkurencji pani Nelli Kroes - powiedział Lewandowski. Pikieta i spotkanie w Brukseli są próbą wsparcia starań polskiego rządu przed zaplanowanymi na 26 czerwca rozmowami z KE. Tego dnia do stolicy Belgii przyjedzie minister skarbu Aleksander Grad, aby przedłożyć Komisji Europejskiej ostateczne programy restrukturyzacji stoczni w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie oraz inwestorów dla dwóch ostatnich zakładów. Komisja chce, aby umowy prywatyzacyjne stoczni Gdynia i Szczecin były podpisane do 15 lipca br. Jeżeli Polska nie wypełni tego zobowiązania, KE ma wydać decyzję o zwrocie pomocy publicznej, szacowanej na ok. 5 mld zł. Konieczność zwrotu wsparcia przyznanego przez rząd od 2004 roku polskim zakładom może oznaczać ich upadłość. (PAP)
Kurier Szczeciński: Skania później na linię 2008-06-23 23:45:46
Remont i przebudowa zakupionego niedawno przez PŻM promu „Skania” potrwają dłużej niż pierwotnie planowano. Armator zdecydował się rozszerzyć zakres prac, tak żeby wszystkie przeprowadzić za jednym zamachem. „Skania” stoi obecnie na doku w Szczecińskiej Stoczni Remontowej Gryfia. Dziś wiadomo już jednak, że jej remont nie zakończy się tak jak wcześniej planowano ok. 20 lipca.
- Zdecydowaliśmy, że nie warto wypływać w rejs i niedługo potem wracać z powrotem do stoczni - wyjaśnia Piotr Waszczenko, wiceprezes Unity Line, promowej spółki PŻM. - Dlatego drugi etap prac zostanie wykonany od razu. Myślę, że jeszcze w lecie prom wejdzie na linię Świnoujście - Ystad.
Gruntowną przebudowę przejdą pokłady pasażerskie. Zlikwidowany ma zostać basen znajdujący się w rufowej części pokładu nr 8. W jego miejsce zbudowana zostanie sala konferencyjna i lunch bar, które będą mogły pomieścić po 120 osób. Zamiast kuszetek pojawią się znacznie wygodniejsze fotele lotnicze. Wyremontowane mają zostać też silniki. Na dziobie zamontowany zostanie dodatkowy ster strumieniowy. - Port w Ystad jest bardzo trudny dla statków, a „Skania” jest o 4 metry dłuższa od „Polonii”. Dzięki temu zwiększy się jej manewrowość i poprawi poziom bezpieczeństwa - uważa Piotr Waszczenko.
Podkreśla on, że znaczny zakres prac wcale nie świadczy o tym, że statek jest wyeksploatowany. - Był on używany w zupełnie innych warunkach klimatycznych i służył do innych celów. Po Morzu Śródziemnym przewoził głównie młodzieżowe grupy turystyczne. Jest to naturalne, że trzeba go doczyścić, odmalować i doposażyć. Noszący do niedawna nazwę „Eurostar Roma” prom został kupiony przez PŻM od włoskiego armatora Grimaldiego za prawie 70 mln euro. W 1995 r. wybudowała go niemiecka stocznia Seebeckwerft w Bremerhaven. Ma 23,7 tys. ton wyporności i ponad 173 m długości. Potrafi osiągać prędkość do 27 węzłów. Znajdować się będzie na nim 200 kabin pasażerskich, zewnętrznych i wewnętrznych, wyposażonych w 626 łóżek. Promem będzie mogło płynąc 1300 pasażerów i 85 członków załogi oraz ok. 80 samochodów osobowych i 90 zestawów samochodów ciężarowych. Kubera
TVN24.pl: Filipiny: prom pełen ciał. SETKI OFIAR KATASTROFY MORSKIEJ 08:12, 24.06.2008 /PAP
Tragiczny finał akcji ratunkowej na Filipinach. Ratownicy przeszukujący zatopiony w sobotę prom "Princess of Stars" odnaleźli uwięzione wewnątrz ciała pasażerów. Statek poszedł na dno po przejściu tajfunu. Płetwonurkowie dostrzegli ciała wewnątrz promu, który zatonął w nocy z soboty na niedzielę podczas silnego sztormu w środkowej części Filipin z ponad 800 osobami na pokładzie - poinformował we wtorek rzecznik filipińskiej Marynarki Wojennej płk. Edgard Arevalo. Pasażerowie nie mieli szans na ewakuację po tym jak statek w błyskawicznym tempie przewrócił się dnem do góry. - Ofiary zostały uwięzione wewnątrz kiedy statek nagle przechylił się i przewrócił do góry dnem - powiedział Arevalo. Nieznana jest jednak liczba odnalezionych zwłok. Prom "Princess of Stars" zatonął niedaleko od wybrzeży wyspy Sibuyan. Przyczyną katastrofy były wyjątkowo silne i wysokie fale oraz gwałtowny wiatr spowodowany zbliżaniem się cyklonu Fengshen, który w ostatnich dniach pochłonął co najmniej 163 ofiary śmiertelne na południu i w centralnej części Filipin. Na pokładzie zatopionego promu znajdowało się w sumie ponad 800 osób. Tylko 38 przeżyło morską katastrofę. kj/pra
Gazeta Wyborcza: Nurkowie znaleźli ciała pasażerów promu. Na pokładzie było 800 osób
mm, PAP 2008-06-24, ostatnia aktualizacja 2008-06-24 13:39
Płetwonurkowie dostrzegli ciała wewnątrz promu, który zatonął w nocy z soboty na niedzielę podczas silnego sztormu w środkowej części Filipin. Na pokładzie było ponad 800 osób. Wiadomo jedynie o 38 pasażerach, którym udało się uratować.
- Ofiary zostały uwięzione wewnątrz kiedy statek nagle przechylił się i przewrócił do góry dnem - powiedział płk. Edgard Arevalo. Nie ujawnił ile zwłok dostrzeżono. Wcześniej podawano, że ocalało jedynie 38 pasażerów. Prom "Princess of Stars" zatonął niedaleko od wybrzeży wyspy Sibuyan. Przyczyną katastrofy były wyjątkowo silne i wysokie fale oraz gwałtowny wiatr, spowodowany zbliżaniem się cyklonu Fengshen, który w ostatnich dniach pochłonął co najmniej 163 ofiary śmiertelne na południu i w centralnej części Filipin.
Portal Morski: 15 lat forum okrętowego Opublikowano: 24 czerwca, 2008
Mija właśnie 15 lat od utworzenia Związku Pracodawców FORUM OKRĘTOWE, jednej z najbardziej znaczących organizacji tego typu na Pomorzu.
17 maja 1993r. Sąd Wojewódzki w Gdańsku na wniosek uprzednio powołanego Komitetu Założycielskiego zarejestrował Z.P. FORUM OKRĘTOWE i zaakceptował jego statut zaś 21 czerwca 1993r. odbyło się pierwsze Walne Zgromadzenie Członków, które dokonało wyboru władz Związku i zaaprobowało program na pierwszy rok działania.
Głównymi celami FORUM OKRĘTOWEGO, zapisanymi w jego statucie jest „… promowanie, ochrona i reprezentowanie interesów zrzeszonych członków w krajowych organach władzy i administracji państwowej, organach samorządu terytorialnego, związkach zawodowych pracowników a także w organizacjach międzynarodowych, współdecydujących o kształtowaniu warunków gospodarczych, politycznych i społecznych funkcjonowania przemysłu okrętowego. (…)”
Okres, który upłynął skłania do refleksji, w jakim stopniu udało się zrealizować cele i zadania FORUM OKRĘTOWEGO. Łatwiej zdefiniować naszą partycypację w organizacji międzynarodowych, gdyż wchodziliśmy tam w struktury ukształtowanego partnerskiego, chociaż konkurencyjnego, współdziałania w biznesie oraz w obszarze społeczno-politycznym. Pojawialiśmy się w nich jako pożądany partner z Nowej Europy. W 1995 r. zostaliśmy przyjęci do europejskiego stowarzyszenia producentów okrętowych, funkcjonującego obecnie pod nazwą Community of European Shipyards Associations – CESA z Sekretariatem z siedzibą w Brukseli, zaś w 2003 przyłączyliśmy się do European Marine Equipment Council – EMEC – stowarzyszenia producentów wyposażenia okrętowego, (struktura FORUM OKRĘTOWEGO integruje oba obszary).
CESA i EMEC są uznanymi i respektowanymi reprezentantami europejskiego przemysłu okrętowego wobec organów Unii Europejskiej, organizacji międzynarodowych (IMO, OECD). Wspólnie z przedstawicielstwami Japonii, Korei i Chin są partnerami światowego dialogu o sprawach przemysłu okrętowego.
FORUM OKRĘTOWE, od chwili przystąpienia do CESA i EMEC jako pełnoprawny członek, współuczestniczy w ich działaniach, pozyskuje wszelkie informacje tam gromadzone oraz wiedzę o skomplikowanej grze interesów rynkowych i politycznych w zglobalizowanym środowisku. Najbardziej znaczącym osiągnięciem współpracy z CESA jest program LeadersSHIP 2015 kreślący cele i metody rozwoju i wzrostu efektywności europejskiego przemysłu okrętowego, zaaprobowany przez Komisję, Radę i Parlament Unii Europejskiej. Dokument ten jest inicjatorem szeregu działań legislacyjnych, prawnych, organizacyjnych i finansowych służących celowi programu.
CESA, a więc i FORUM OKRĘTOWE, wspólnie z Europejską Federacją Metalowców – EMF i administracją Unii współuczestniczy w Komitecie Dialogu Społecznego w przemyśle okrętowym (Social Dialogue Committee. on Shipbuilding) – respektowanym forum dyskusji stron przemysłu okrętowego. Komitet Dialogu Społecznego jest m.in. inicjatorem organizacji Europejskiego Tygodnia Stoczniowego – cyklu imprez służących promocji sektora, ukazywania jego gospodarczego znaczenia, nowoczesności i perspektyw rozwojowych, mających przede wszystkim na celu kształtowanie pozytywnej percepcji społecznej oraz zmotywowaniu i pozyskaniu młodych adeptów. Obchody Tygodnia Stoczniowego przeprowadzane były w r. 2006 i obecnym z pozytywną oceną skutków i zamiarem kontynuowania.
Powstanie FORUM OKRĘTOWEGO związane było ze szczególną sytuacją sektora stoczniowego w Polsce. Stocznie i przedsiębiorstwa wytwarzające wyposażenie okrętowe działały w organizacyjnym rozproszeniu (po likwidacji wszelkich form podporządkowania jak zjednoczenia, zrzeszenia). Znajdowały się na ogół w złej sytuacji rynkowej (upadek dotychczasowych odbiorców, poszukiwanie nowych i wyrobów dla nich) i finansowej (brak środków własnych, wysokie koszty kredytu, niska wiarygodność i dotkliwe skutki bankowych postępowań ugodowych i układów wierzycielskich). Interesy firm były zróżnicowane i nieraz przeciwstawne. Nie ukształtowały się jeszcze wówczas żadne formy integracji kapitałowej. Pojawienie się FORUM OKRĘTOWEGO jako płaszczyzny wspólnych spotkań, dyskusji i uzgadniania stanowisk tylko w cząstce spełniało przestrzeń oczekiwań, prawdopodobnie w stopniu niewspółmiernym do życzeń. Formuła FORUM OKRĘTOWEGO jako organizacji dobrowolnej i usprawnienia formalno-prawne związku pracodawców nie pozwalały na szerszą realizację potrzeb. Ważną sprawą jest miejsce takich organizacji pozarządowych w społeczno-gospodarczym porządku w Polsce, ale refleksja na ten temat później..
Ubiegłe 15 lat to okres szczególnej intensywności zmian w przemyśle okrętowym naszego kraju jak i globalizującego się świata. W Polsce w tym czasie z jednej strony miały miejsca upadłości Stoczni Gdańskiej i Stoczni Szczecińskiej Porta Holding, kryzys w Stoczni Gdynia, prywatyzacje i reprywatyzacje tych stoczni zaś z drugiej prywatyzacja Gdańskiej Stoczni Remontowa i utworzenie Grupy Remontowa oraz ubiegłoroczna sprzedaż Stoczni Gdańskiej ukraińskiemu inwestorowi ISD. Przystąpienie do Unii Europejskiej w 2004 zaowocowało wzmocnieniem złotówki (dolar amerykański jest obecnie niemal dwukrotnie tańszy w stosunku do jego ceny w r. 2000) oraz ułatwioną migracją kwalifikowanych pracowników do przemysłów okrętowych Starej Unii oraz Norwegii.
W ślad za sytuacją na rynkach światowych cena stali wzrosła ponad dwukrotnie, silnie podrożały też inne surowce ważne w okrętownictwie a wraz z nimi wyroby z nich produkowane. Otwartość rynku pracy wymusiła znaczny wzrost wynagrodzeń. W sumie czynniki te powodowały wzrost kosztów wytwarzania, wyrażonych w złotówkach przy relatywnie malejących przychodach z zawartych kontraktów – także przy obowiązkowym przeliczeniu na złotówki.
Na świecie szczególne znaczenie dla przemysłu okrętowego miał kryzys finansowy Korei w r. 1997 i interwencja ratunkowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego w r. 1998, pojawienie się Chińskiej Republiki Ludowej, jako istotnego gracza na rynku okrętowym, falowanie koniunktury na statki – od spadku w latach 1999-2002 do ciągłego wzrostu zamówień i produkcji poczynając od r. 2003 połączonego z dużym wzrostem cen nowych statków, ale też nie mniejszym – kosztów surowców i produktów, przy dolarze słabnącym wobec głównych walut światowych. Znacznie wzrosła waga i znaczenie wymagań środowiskowych i zrównoważonego rozwoju (wprowadzenie zbiornikowców dwukadłubowych, bezpieczeństwo promów, europejskie pakiety bezpieczeństwa morskiego Erika I, II i III, ograniczenie emisji zanieczyszczeń do morza i powietrza, powołanie Port State Control i European Maritime Safety Agency).
W tych warunkach krajowych i otoczeniu międzynarodowym prowadzenie w Polsce efektywnego biznesu w przemyśle okrętowym wymagało szczególnej wiedzy i umiejętności. W minionym 15-leciu dokonało się istotne przewartościowanie wagi czynników decydujących o prowadzeniu w biznesie okrętowym. Pamiętamy jeszcze okres przed transformacją w r., 1989 kiedy to decydowało posiadanie rzeczowych środków produkcji (materiałów, maszyn) i możliwość ich pozyskiwania. W okresie, kiedy powstawało FORUM OKRĘTOWE wydawało się, że decydujące znaczenie ma dostępność środków finansowych, umożliwiające nabycie wszelkich środków rzeczowych oraz umiejętności. W dłuższym horyzoncie czasowym okazało się jednak, że najważniejszy dla firmy jest jej potencjał intelektualny w wiedzy, umiejętnościach i doświadczeniu jej kierowników, świadomie budowany w wieloletnim procesie przy dbałości o jego rozwój i pomnażanie.
Przy ograniczonej znajomości istoty i możliwości działania FORUM OKRĘTOWEGO istnieje upraszczająca skłonność do oceny organizacji przez pryzmat aktualnej kondycji firm okrętowych – członków FORUM. Jeśli tak to obraz jest silnie zróżnicowany. Z jednej strony jest cała Grupa Remontowa licząca 29 firm, która odnosi sukcesy ekonomiczne i marketingowe, znaczące w świecie, będąca ważnym i wartościowym pracodawcą Pomorza Gdańskiego. Są też producenci urządzeń okrętowych i dostawcy specjalistycznych usług wywodzący się z grupy dawnych kooperantów stoczni produkcyjnych. którzy usamodzielnili się i wyemancypowali rynkowo i technicznie, weszli do światowej ligi dostawców morskich oraz w atrakcyjne nisze potrzeb lądowych (hotele, szpitale). O tej grupie firm okrętowych z pewnością można powiedzieć, że sprostała tempu zmian, dobrze zdiagnozowała wyzwania i znalazła przed wszystkim intelektualne umiejętności sprostania im.
Z drugiej strony są największe stocznie produkcyjne – Stocznia Gdynia i Stocznia Szczecińska Nowa, które choć budują statki o uznanej renomie, nowatorskich rozwiązaniach technicznych i wyróżniającej się jakości, przynoszą straty finansowe, są na skraju upadłości w wyniku przewlekłych i niesprawnych procedur prywatyzacyjnych oraz wymagań Komisji Europejskich w stosunku do stoczni otrzymujących pomoc publiczną. Upadek tych stoczni pogrążyłby także grono ich bezpośrednich kooperantów i dostawców i silnie zaważył na pozycji i kondycji całego sektora okrętowego w Polsce. Nie miejsce tu na ocenę całej sekwencji czynników i zdarzeń, które doprowadziły te stocznie do obecnej kondycji, głównie leżących na płaszczyźnie współzależności firm i dzierżącej kompetencje administracji. Szczególna refleksja wydaje się być oczywista. Procesy w przemyśle okrętowym wymagają wieloletniej perspektywy. Budowa statku od uzgodnienia założeń z zamawiającym armatorem do przekazania mu gotowej jednostki to okres 3-ch a nieraz 4-ch lat. Strategiczne planowanie stoczni powinno mieć 10-letnie wyprzedzenie, umożliwiające przygotowanie techniczne i kwalifikacyjne do wytwarzania a także analogiczne zapewnienie ze strony całego wysoce wyspecjalizowanego łańcucha kooperantów i dostawców, których udział w wartości budowanych statków wynosi od 60% przy prostszych konstrukcjach do nawet 80% przy najbardziej zaawansowanych (np. wycieczkowce). W Stoczni Gdynia w ostatnim 10-leciu średni czasokres funkcjonowania zarządu wynosił nieco ponad 1,5 roku. Nawet przy najwyższej kompetencji trudno tak kierowanej firmie zapewnić stabilizację konieczną do rozwoju. Trudno też mówić aby w Stoczni Gdynia i Stoczni Szczecińskiej istniały warunki do utrzymywania i pomnażania ich potencjału intelektualnego,.
Stawiane jest też pytanie czy FORUM OKRĘTOWE nie było w stanie wcześniej i silniej sygnalizować zagrożenia wobec tych stoczni. Dotyczy ono kompetencji i pozycji organizacji pracodawców w Polsce. FORUM OKRĘTOWE nie posiada żadnych uprawnień właścicielskich ani organizacyjnych i nie aspiruje do takowych. Z pewną zazdrością można było jednak obserwować jak dalece partnerska może być współpraca administracji i analogicznych do naszej organizacji pracodawczych w państwach Starej Unii. Proces konsultacji przygotowanych aktów legislacyjnych i decyzji uznaje kompetencje i wiedzę środowiska biznesu, którą należy wykorzystać. Dochodzenie do takiego standardu współpracy przedstawicielstw pracodawców oraz administracji w warunkach polskich prawdopodobnie potrwa jeszcze jakiś czas. Trzeba skonstatować, że potencjał intelektualny organizacji pracodawców wiedza i umiejętności skupionych w nich ludzi nie są przez administrację wykorzystywane. Także prawna pozycja organizacji pracodawców jest znacznie słabsza niż związków zawodowych a możliwości ich oddziaływania ograniczone z przyczyn społecznych i politycznych.
Stocznie w Gdyni i Szczecinie znajdują się w przededniu zdarzeń rozstrzygających o ich przyszłości. Trzeba wyrazić przekonanie, że umiejętności i kompetencje ich zespołów kierowniczych i pracowniczych - czynnik, którego waga była już podkreślana - jest na tyle silny, aby przekonać potencjalnych inwestorów do zaangażowania a administrację do zapewnienia warunków powodzenia prywatyzacji tych stoczni.
Po 15-tu latach od założenia, FORUM OKRĘTOWE pozostaje organizacją potrzebną dla polskiego środowiska okrętowego i użyteczną dla jego członków, którzy potwierdzają to angażując się w jego działalność i łożąc na nią. Jest jedyną reprezentacją pracodawców tego sektora gospodarki. Skład członkowski FORUM OKRĘTOWEGO obejmuje 37 organizacji, w tym:
- wszystkie duże stocznia budujące (5) i remontujące statki (4),
- 25 głównych wytwórców wyposażenia morskiego i kooperantów stoczni, - 3-ch członków stowarzyszonych (uczelnie, bank).
Udział członków FORUM OKRĘTOWEGO w krajowym rynku budownictwa okrętowego, remontów i przebudów przekracza 90%. Łącznie zatrudnienie w firmach członkowskich wynosi ok. 22,5 tyś pracowników. Poza FORUM pozostają małe stocznie budujące i remontujące, zakłady wytwarzające kadłuby i konstrukcje stalowe dla stoczni zagranicznych, Stocznia Marynarki Wojennej oraz cały rozwijający się sektor produkcji jachtów, łodzi i pływającego sprzętu turystycznego. Kierownictwo FORUM liczy na współudział części tych firm i kieruje do nich taką ofertę. Ważnym kryterium jest zbliżanie się standardów działania firm i dobra praktyka w biznesie.
W bieżącej praktyce funkcjonowania FORUM OKRĘTOWEGO z satysfakcją trzeba zaznaczyć pozytywny stosunek nowego kierownictwa Stoczni Gdańsk (po przejęciu stoczni przez ISD-Polska) do naszego związku, jego miejsca i znaczenia w strukturach krajowych i zagranicznych oraz pełną wolę uczestnictwa w działaniach FORUM.
FORUM OKRĘTOWEMU przewodzili i swojej wiedzy oraz autorytetu udzielali czołowi luminarze polskiego sektora okrętowego. Przez pierwsze 10 lat funkcję prezesa piastował prof. Jerzy Doerffer. Obecnie jest nim Piotr Soyka, niekwestionowany lider w biznesie stoczniowym, twórca sukcesu Grupy Remontowa. Radę FORUM tworzy grupa osób wybrana spośród grona prezesów zarządów – stoczni i ich głównych dostawców oraz ze środowiska nauki. Zawsze było i jest to ciało kompetentne i reprezentacyjne dla całego sektora.
Cele FORUM OKRĘTOWEGO ustalone w statucie w 1993 pozostają ważne i nadal aktualne. Bieżące zadania i sposoby ich osiągania muszą być jednak dostosowywane do potrzeb i możliwości. Sławomir Skrzypiński FORUM OKRĘTOWE
Portal Morski: Jak ciepłe bułeczki Opublikowano: 24 czerwca, 2008
Do stoiska „Naszego MORZA” na Światowym Dniu Hydrografii w Gdyni wprost nie można się było dopchać. Wszyscy chcieli wyjść z imprezy z egzemplarzem naszej gazety w ręce.Hydrografowie zajmują się badaniem morza i sporządzaniem map morskich oraz przygotowywaniem innych publikacji nautycznych, takich jak np. locje. Tradycje polskiej hydrografii sięgają okresu przedwojennego. Pierwszym okrętem wojennym po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku był okręt hydrograficzny – Pomorzanin. Światowy Dzień Hydrografii obchodzony jest od trzech lat, zawsze 21 czerwca. Z tej okazji przy Skwerze Kościuszki w Gdyni, tuż obok okrętu-muzeum Błyskawica zacumowały: okręt hydrograficzny MW ORP Heweliusz oraz statek hydrograficzny Urzędu Morskiego w Gdyni Zodiak. Obie jednostki można było zwiedzać. Chętnych do ich obejrzenia były setki. Obok statków otwarto wystawę poświęconą osiagnięciom polskich hydrografów, a specjalistyczne firmy prezentowały najnowszy sprzęt do badania podmorskich głębin. Wśród stoisk nie zabrakło także „Naszego MORZA”. Światowy Dzień Hydrografii nasza redakcja uczciła darmowym rozdawaniem archiwalnych egzemplarzy gazety i firmowych gadżetów. W niespełna cztery godziny udało się nam obdarować blisko tysiąc osób!
Z wielką radością przywitaliśmy też kilkunastu znakomitych gości, którzy nas tego dnia odwiedzili. Największą przyjemność sprawiła nam niewątpliwie wizyta dowódcy MW RP wiceadmirała Andrzeja Karwety. Wśród osób, które tego dnia pojawiły się przy naszym stoisku znaleźli się jeszcze także m.in. wiceminister infrastruktury do spraw gospodarki morskiej Anna Wypych-Namiotko, poseł Prawa i Sprawiedliwości Zbigniew Kozak, dowódca Dywizjonu Zabezpieczenia Hydrograficznego MW kmdr Dariusz Kolator, dowódca ORP Arctowski kmdr ppor. Artur Grządziel i legenda polskiej branży morskiej prof. Daniel Duda.
Światowy Dzień Hydrografii obchodzony był nie tylko w Polsce, ale także w osiemdziesięciu innych krajach morskich zrzeszonych w Międzynarodowej Organizacji Hydrograficznej. Święto ustanowione zostało przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych. W Polsce organizowało je Biuro Hydrograficzne MW, we współpracy z Urzędem Morskim w Gdyni oraz przy udziale Akademii Marynarki Wojennej. Tomasz Falba
Szczegółową relację z obchodów Światowego Dnia Hydrografii zamieścimy w lipcowym numerze „Naszego MORZA”. W nim też znaleźć będzie można artykuł opisujący rejs jaki nasi dziennikarze odbyli na pokładzie okrętu hydrograficznego MW ORP Heweliusz obserwując codzienne życie i pracę jego załogi. Zapraszamy do lektury.
Portal Morski: Filipińska administracja zawiesza kursowanie promów Sulpicio Lines Opublikowano: 24 czerwca, 2008
Filipińska administracja, po katastrofie promu Princess of the Stars zawiesiła kursowanie wszystkich promów armatora Sulpicio Lines. Przed zatonięciem prom zgłaszał kłopoty z silnikiem, co uniemożliwiło sztormowanie, a w efekcie doprowadziło to przewrócenia promu przez fale. Z 845 osób na pokładzie, przeżyły tylko 32 osoby. Warto przypomnieć, że w 1987 roku, w zderzeniu, także należącego do Sulpicio Lines promu Doña Paz ze zbiornikowcem zginęło ponad 4 tysiące pasażerów – była to największa katastrofa morska w czasie pokoju.
Portal Morski: STX coraz bliższy całkowitego przejęcia Aker Yards Opublikowano: 24 czerwca, 2008
Koreański koncern stoczniowy STX ogłosił zamiar zakupienia za 100 mln $ do 7,92% udziałów w norweskim koncernie stoczniowym Aker Yards. Jeśli plany zostaną zrealizowane, to Koreańczycy będą w posiadaniu 47,15% udziałów i zgodnie z norweskim prawem będą zobowiązani do ogłoszenia wykupu pozostałych udziałów, co oznacza przejęcie pełnej kontroli nad Aker Yards.
Portal Morski: Patrolowce SWATH dla łotewskiej Straży Wybrzeża Opublikowano: 24 czerwca, 2008
Niemiecka stocznia Abeking & Rasmussen zdobyła kontrakt na dostawę pięciu patrolowców dla łotewskiej Straży Wybrzeża. 25metrowe jednostki zostaną zbudowane w dwukadłubowym układzie SWATH, bazując na projekcie wcześniej budowanych przez tą stocznię dwukadłubowych pilotówek (pracują na stacji pilotowej Elbe i w Rotterdamie). Konstrukcja kadłubów będzie identyczna, na patrolowcach zmienione zostaną nadbudówki i napęd. Wybór konstrukcji SWATH wynika przede wszystkim ze znakomitej dzielności morskiej jednostek budowanych w tym układzie. Dostawę pierwszej jednostki zaplanowano na grudzień 2010 roku, a w budowie znacząco ma kooperować łotewska stocznia Riga Shipyard.
Kurier Szczeciński: UE zdecydowana rozprawić się z nielegalnymi połowami ryb 2008-06-24 19:01:05
W trosce o ochronę zasobów mórz i oceanów kraje Unii Europejskiej zdecydowały we wtorek rozprawić się z kłusownictwem na morzu, wzmacniając kontrole i wprowadzając „czarne listy” statków i krajów trzecich łamiących prawo. Przyjęte jednomyślnie przepisy, które wejdą w życie w 2010 roku, to „przykład dla reszty świata” - podkreślił minister ds. rolnictwa Iztok Jarc w imieniu słoweńskiego przewodnictwa w UE. Zaproponowane przez Komisję Europejską w zeszłym roku przepisy zmierzają przede wszystkim do pozbawienia kłusowników ich zysków, szacowanych rocznie na świecie na co najmniej 10 mld euro. Przepisy dotyczą zarówno statków pod banderą krajów członkowskich, jak i pozostałych, ale główny nacisk położony jest na walkę z importem ryb łowionych nielegalnie poza UE. Rozporządzenie uniemożliwi kłusownikom sprzedaż złowionych nielegalnie ryb. Ma temu służyć wprowadzany stopniowo system certyfikatów, które będą musiałby towarzyszyć na każdym etapie transportu wszystkim produktom rybnym (świeżym, mrożonym, przetworzonym) sprowadzanym do UE. Na władzach kraju, pod którego banderą pływa dany statek, będzie spoczywał obowiązek zagwarantowania, że ryby zostały złowione legalnie, rybacy mają wszystkie niezbędne pozwolenia, a połowy mieszczą się w przyznanych kwotach połowowych. Kraje członkowskie UE będą miały prawo odmówić przyjęcia do swojego portu statku i wyładunku towaru, jeśli nie będzie opatrzony odpowiednim certyfikatem. W razie wątpliwości, czy certyfikaty są przyznawane zgodnie z ustalonymi kryteriami, interweniować mają unijni inspektorzy. W ostateczności statki służące kłusownictwu znajdą się na „czarnej liście” i nie będą przyjmowane w żadnym z unijnych portów. W przypadku uporczywego łamania przepisów możliwa będzie konfiskata statków, a grzywny będą mogły sięgać nawet ośmiokrotnej wartości towaru. Na takie kary będą narażeni także europejscy rybacy. Krajom, które tolerują działalność kłusowników pod swoją banderą, także będzie grozić znalezienie się na „czarnej liście”. Poza bojkotem swoich statków, będą się musiały liczyć np. z embargiem na handel produktami rybnymi. Odpowiedzialność za egzekwowanie tych przepisów będzie spoczywała na krajach członkowskich, które same powinny świecić przykładem. Dlatego KE oczekuje, że będą surowo karały swoich rybaków, odpowiedzialnych za kłusownictwo na wodach poza UE, ale także unijnych.W zeszłym roku z powodu przekroczenia kwot KE zamknęła łowiska dorszy dla polskich rybaków; teraz jest w konflikcie z rybakami z Włoch i Francji, podejrzewając ich, że nie zgłaszają wszystkich połowów tuńczyków na Morzu Śródziemnym i przekraczają przyznane im limity. Co roku na unijny rynek - i unijne stoły - trafiają nielegalnie złowione ryby o ostrożnie szacowanej wartości co najmniej 1,1 mld euro. To nieuczciwa konkurencja wobec europejskich rybaków, którzy są ograniczeni surowymi przepisami wspólnej unijnej polityki rybackiej. Poza tym cierpią zasoby mórz i oceanów, ponieważ kłusownictwo oznacza, że łowi się ryby zbyt młode, niedozwolonymi metodami, podczas okresów ochronnych, na zamkniętych łowiskach czy ponad dopuszczalny limit, gwarantujący biologiczne przetrwanie gatunku. Cały rynek ryb i owoców morza szacuje się w UE na ok. 14 mld euro rocznie. (PAP)
Komentarz
Krzysztof, 2008-06-25 06:59:37
Pracuje na statku rybackim i dwa lata temu byl przypadek, ze na lowisku pojawil sie "pirat". Byl to statek pod bandera gruzinska. Na wszystkie pytania kontrolerow odpowiadal, ze nie moe podac odpowiedzi, bo armator mu zabronil. Musze dodac, ze lowil na wodach miedzynarodowych, ale objetych kontrola UE. Statek ten mial problem z wyladunlim ryby w Europie, ale poplynal do Afryki i tam go wyladowali bez problemu. Moze konfiskata, lub tak wysokie grzywny ogranicza to klusownictwo.
MW: Światowy Zjazd Marynarzy Polskich Gdynia 2008-06-24 14:29
W środę, 25 czerwca, rozpoczyna się V Światowy Zjazd Marynarzy Polskich. Do Gdyni, z różnych zakątków świata, przybędą marynarze-weterani, walczący na polskich okrętach na morzach i oceanach podczas II wojny światowej. Zobaczą współczesną Marynarkę Wojenną, zwiedzą miejsca pamięci i spotkają się z obecnym pokoleniem marynarzy. Zjazd potrwa do poniedziałku, 30 czerwca. Jest to najważniejsze wydarzenie obchodów roku jubileuszu 90-lecia Marynarki Wojennej.
W V Światowym Zjeździe udział weźmie około 75 marynarzy-weteranów. Będą uczestniczyć w uroczystych obchodach Dni Morza oraz Święta Marynarki Wojennej. Zobaczą okręty w porcie wojennym w Gdyni-Oksywiu, Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej w Ustce, a także wspólnie ze współczesnym pokoleniem marynarzy oddadzą hołd tym, którzy odeszli na wieczną wachtę.
PROGRAM V ŚWIATOWEGO ZJAZDU MARYNARZY
Środa (25 czerwca)
* 18:00-20:00 – przyjazd i powitanie uczestników Zjazdu. Czwartek (26 czerwca) 10:00-10:45 – msza święta w intencji uczestników V Światowego Zjazdu Marynarzy (kościół MW w Gdyni Oksywiu);
* 11:00-11:45 – apel poległych w hołdzie marynarzom, którzy odeszli na wieczną wachtę (Cmentarz MW w Gdyni Oksywiu);
* 12:00-12:40 – udział uczestników Zjazdu w uroczystej przysiędze wojskowej słuchaczy kursu oficerskiego dla kandydatów na kapelanów;
* 15:15 – 16:45 – zwiedzanie Westerplatte, złożenie wiązanki kwiatów.
Piątek (27 czerwca)
Udział uczestników Zjazdu w głównych obchodach
Święta Marynarki Wojennej
* 09:00-10:00 – uroczysta msza święta w intencji Marynarki Wojennej w Kościele MW w Gdyni-Oksywiu;
* 12:00-12:30 – złożenie wiązanek kwiatów pod Pomnikiem-Płytą Marynarza Polskiego (skwer Kościuszki w Gdyni);
* 12:45-13:30 – widowisko plenerowe „Pod Biało-czerwoną Banderą” oraz pokaz musztry paradnej w wykonaniu Orkiestry oraz Kompanii Reprezentacyjnej Marynarki Wojennej na skwerze Kościuszki (obok miejsca cumowania okrętu-muzeum ORP ‘Błyskawica”);
* 14:35-15:10 – spotkanie z Ministrem Obrony Narodowej;
* 16:00-17:45 – koncert galowy z okazji Święta MW.
Sobota (28 czerwca)
* 09:45-10:15 – spotkanie z dowódcą Marynarki Wojennej (okręt-muzeum ORP „Błyskawica”)
* 10:15-10:30 – wodowanie książki „Ocalić od zapomnienia” na pokładzie okrętu-muzeum ORP „Błyskawica” (książka poświęcona jest pokoleniu marynarzy, którzy walczyli podczas II wojny światowej);
* 11:30-12:15 – zwiedzanie okrętu-muzeum ORP „Błyskawica”;
* 12:30-13:45 – zwiedzanie Muzeum Marynarki Wojennej.
Niedziela (29 czerwca)
* 11:30-12:30 – spotkanie z Komendantem Centrum Szkolenia MW w Ustce;
* 12:30-13:45 – zwiedzanie Centrum Szkolenia MW w Ustce.
Poniedziałek (30 czerwca)
* 09:00-10:00 – Zakończenie V Światowego Zjazdu Marynarzy Polskich.
________________________________________________
Światowy Zjazd Marynarzy Polskich organizowany jest co kilka lat od 1993 roku. Jest wyrazem szacunku współczesnego pokolenia marynarzy wobec tych marynarzy, którzy podczas II wojny światowej walczyli na okrętach i w jednostkach brzegowych Marynarki Wojennej. Integruje środowiska marynarzy wielu pokoleń, ich rodzin oraz potomków. Podkreśla także ciągłość historii i tradycji polskich sił morskich.
Portal Morski / Głos Szczeciński: Polonez po 20 latach na wodzie Opublikowano: 24 czerwca, 2008
Już 18 niemieckich kapitanów zgłosiło swój udział w ósmych regatach Unity Line, które odbędą się w dniach 15-17 sierpnia na Bałtyku. Niektóre ze zgłoszeń są naprawdę bardzo interesujące. Wśród zgłoszonych jest jacht „Polonez” z kapitanem Bruno Salcewiczem. To jacht ściśle związany ze Szczecinem, tu został zbudowany w Morskiej Stoczni Jachtowej. Stąd też wyruszył w swój największy rejs, z kapitanem Krzysztofem Baranowskim samotnie dookoła świata w latach 1972-1973. Rejs ten to jedno z największych osiągnięć polskiego żeglarstwa, a powitanie przez tysiące szczecinian na Wałach Chrobrego po rejsie godne było rangi tego wydarzenia. Powrót „Poloneza” po bardzo długim, 20-letnim postoju w hangarze, to ogromne osiągnięcie kapitana Salcewicza, znakomitego szczecińskiego żeglarza, który swoim zaangażowaniem uratował jacht dla polskich żeglarzy. W tym roku po raz pierwszy wystartuje samotnie żeglarka - Monika Matis. Aktualnie przygotowuje się ona do startu w transatlantyckich regatach samotnych żeglarzy Transat 650 w roku 2011. Jest to jedna z czołowych imprez regatowych na świecie. W regatach Unity Line wystartuje na... 102-letnim „Nadirze”. Organizatorzy regat oczekują na kolejne zgłoszenia. Obecnie jest ich 32 i można sądzić że podobnie jak w 2007 roku wystartuje co najmniej 66 jachtów. Zgłoszenia można składać lub przesyłać do Jacht Klubu AZS w Szczecinie lub mailem na adres pstelmarczyk@tstd.pl. Bliższe informacje na stronie www.regatyunityline.pl.
Kurier Szczeciński: Prom pełen ciał 2008-06-24 21:25:02
MANILA. Płetwonurkowie (na zdjęciu) dostrzegli ciała wewnątrz promu, który zatonął w nocy z soboty na niedzielę podczas silnego sztormu w środkowej części Filipin z ponad 800 osobami na pokładzie - poinformował we wtorek rzecznik. ”Ofiary zostały uwięzione wewnątrz kiedy statek nagle przechylił się i przewrócił do góry dnem” - powiedział płk. Edgard Arevalo. Nie ujawnił ile zwłok dostrzeżono. Prom „Princess of Stars” zatonął niedaleko od wybrzeży wyspy Sibuyan. Przyczyną katastrofy były wyjątkowo silne i wysokie fale oraz gwałtowny wiatr, spowodowany zbliżaniem się cyklonu Fengshen, który w ostatnich dniach pochłonął co najmniej 163 ofiary śmiertelne na południu i w centralnej części Filipin. (PAP)
2008-06-25 Środa
Pożegnanie kolegi (25.06.2008r) :
Po intensywnie wyniszczającej chorobie nowotworowej w wieku 55 lat zmarł dziś kolega Wiesław Grzesznik absolwent Wydz. Ekonomiki i Organizacji Transportu Morskiego Uniwersytetu Gdańskiego w Sopocie (1977), wieloletni szef portu handlowego w Kołobrzegu. Całe swoje aktywne życie zawodowe poświęcił Polskiej Żegludze Bałtyckiej w Kołobrzegu. Cześć jego pamięci.
Dziennik Bałtycki: Bój o czas
Artur Kiełbasiński 2008-06-24, aktualizacja: 2008-06-24 23:43:01
Polacy najlepiej pracują pod presją. Gdy jest czas, "luzik", nie ma szans na jakąkolwiek mobilizację. Widać to idealnie na przykładzie polskich stoczni. Sprawy idą wtedy zbyt wolno, w szeregi wkrada się chaos. Jedynym ratunkiem jest presja - najlepiej potężna i zewnętrzna. Widać to idealnie na przykładzie polskich stoczni. Dawno nie było tylu dyskusji, spekulacji, rozmów. Dowodzi to także przykrej prawdy, że w Polsce każdy kolejny rząd widzi tylko te problemy, o których głośno jest na ulicach. Nie ma planowania strategicznego, nie ma systemu monitoringu zagrożeń. Wszystko działa na zasadzie - jakoś to będzie. Nie ma co kryć - "jakoś to będzie" także ze stoczniami. Wprawdzie przekroczyliśmy wszelkie terminy wyznaczone do prywatyzacji, wprawdzie nikt dokładnie nie wie, jaka była realna wartość pomocy publicznej, ale "jakoś to będzie". Unia odpuści z terminami (bo nikt normalny nie doprowadzi do zwolnienia kilkudziesięciu tysięcy osób), pomoc publiczną jakoś się doszacuje. Problem w tym, że wszystko jest robione na ostatnią chwilę, bez czasu na głębszą refleksję, bez szansy na wizję sięgającą dalej niż pół roku. W efekcie grozić może nam byle jaka i ekspresowa prywatyzacja, na zasadzie - byle sprzedać. I w tym miejscu trzeba zadać pytanie najważniejsze - czy z tego pośpiechu wyciągniemy wnioski na przyszłość. Czy będziemy "gasić pożary", czy raczej im zapobiegać? Bo za którymś razem gaszenie w ostatniej chwili może się nie udać. I wówczas wszyscy będą się temu dziwić... W sumie nie wiadomo czemu.
Rzeczpospolita: Jest plan restrukturyzacji stoczni w Szczecinie
Beata Chomątowska 25-06-2008, ostatnia aktualizacja 25-06-2008 04:44
Mostostal Chojnice, jedna z firm zainteresowanych zakupem Stoczni Szczecińska Nowa, złożył plan restrukturyzacji spółki. – Plan wpłynął do nas w poniedziałek – mówi „Rz” Wojciech Dąbrowski, prezes Państwowej Agencji Rozwoju Przemysłu, która razem z Korporacją Polskie Stocznie jest większościowym udziałowcem zakładu. – Czekamy wciąż na inne oferty. Inwestorzy mają czas do czwartku. Mamy nadzieję, że plan złoży też norweski Ulstein Werft. Naszym priorytetem jest, by w planach znalazły się gwarancje utrzymania rentownej produkcji – dodaje prezes ARP. Zanim akcjonariusze SSN zadecydują o wyborze jej przyszłego właściciela, spółka musi zostać dokapitalizowana zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami Skarbu Państwa: jej dziura kapitałowa wynosi – wg różnych szacunków – 0,3 – 0,5 mld zł. Dziś w Brukseli przed siedzibą Komisji Europejskiej będą pikietować związkowcy ze stoczni w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie, domagając się przedłużenia terminu prywatyzacji polskich stoczni. KE szacuje pomoc publiczną udzieloną trzem polskim stoczniom na ok. 5,2 mld zł. Jeśli do 26 czerwca polski rząd nie przedstawi zadowalających KE programów ich restrukturyzacji wraz z ofertami prywatyzacyjnymi, będą musiały zwrócić pomoc. Michał Boni, szef doradców premiera, zapowiedział w TVN CNBC, że w takim przypadku rząd odwoła się do Rady UE i Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.
wp.pl: "Konferencja PiS w sprawie stoczni była skandaliczna"
Zdaniem szefa klubu PO, Zbigniewa Chlebowskiego, konferencja prezesa PiS poświęcona sytuacji w polskich stoczniach była "wydarzeniem skandalicznym" i może zaszkodzić toczącym się tego dnia negocjacjom w sprawie stoczni. J.Kaczyński zarzucił Platformie i premierowi Donaldowi Tuskowi, że "zawalili" sprawę stoczni. Komisja Europejska zakwestionowała przedstawiony przez ministra skarbu Aleksandra Grada plan ratowania razem stoczni Gdańsk i Gdynia. Do czwartku Polska ma czas, aby przesłać poprawiony program restrukturyzacji obu zakładów, a także stoczni Szczecin. Tymczasem w Brukseli przed siedzibą KE trwa demonstracja polskich stoczniowców z Gdańska, Gdyni i Szczecina, którzy apelują, by Komisja wstrzymała się z decyzją o zwrocie pomocy, jaką stocznie dostały od 2004 roku. Dzisiaj do północy polski rząd dostał czas od KE prowadzenia bardzo poważnych negocjacji dotyczących potencjalnych inwestorów dla stoczni w Szczecinie i Gdyni. Dzisiaj nieodpowiedzialne wypowiedzi byłego premiera J.Kaczyńskiego, to działanie na szkodę tych negocjacji, to działanie na szkodę państwa - oświadczył Chlebowski. Chlebowski: My chcemy, rząd PO-PSL, uratować polskie stocznie, chcemy, aby politycy PiS nie przeszkadzali w negocjacjach. A premier Kaczyński powinien w tej sprawie wykazać przynajmniej odrobinę pokory, czyli powinien tak naprawdę milczeć - dodał Chlebowski. Przypomniał także, że NIK zbada przekształcenia w stoczniach w latach 2005-2007. Już dzisiaj mamy bardzo wiele poważnych zarzutów, jeżeli one potwierdzą się wynikami kontroli NIK, to już dzisiaj zapowiadamy, że b. minister skarbu Wojciech Jasiński będzie pierwszym, który stanie przed Trybunałem Stanu - zapowiedział Chlebowski. (mg)
tvbiznes.pl: Demonstracja polskich stoczniowców w Brukseli 25.06 || 16:20
Stu kilkudziesięciu polskich stoczniowców z Gdańska, Gdyni i Szczecina demonstrowało w środę pod sztandarami "Solidarności" przed siedzibą Komisji Europejskiej (KE). Wyszła do nich unijna komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes. Stoczniowcy apelowali, by KE wstrzymała się z nakazem oddania pomocy, jaką stocznie dostały od 2004 roku. Zwrot szacowanej przez KE na 5 mld zł pomocy może bowiem oznaczać upadłość stoczni. Domagali się też, by KE przesunęła wyznaczony na 15 lipca termin prywatyzacji stoczni Gdynia i Szczecin (stocznia Gdańsk jest już sprywatyzowana).
"Pomimo naszej krytycznej oceny działań rządu, dzisiaj z rządem gramy w jednej drużynie. Prosimy, żeby KE zaakceptowała plany rządu, a jeśli nie chce tego robić, to żeby dała jeszcze trochę czasu" - tłumaczył Marek Lewandowski, rzecznik prasowy Sekcji Krajowej Przemysłu Okrętowego NSZZ "Solidarność". "To, co Moskwa nie zdążyła, Bruksela dokończy?", "Nasze stocznie, nasze życie", "Żądamy utrzymania obecnych miejsc pracy. Dość cudów Donalda Tuska" - głosiły transparenty stoczniowców rozwieszone przy ogłuszającym hałasie syren, trąbek i gwizdków przed Komisją Europejską. Przed południem delegacja "Solidarności" z przewodniczącym Januszem Śniadkiem na czele została przyjęta przez Neelie Kroes, która jednak nie złagodziła swojego stanowiska. Komisarz przypomniała, że KE od trzech lat domaga się od polskiego rządu wiarygodnych planów restrukturyzacji stoczni, od których uzależnia zatwierdzenie pomocy. Najnowszy, ostateczny termin przekazania planów upływa w czwartek.
Komisarz Kroes jasno wskazała, że jeśli plany przedstawione przez polskie władze nie będą w pełni zgodne z jej wymaganiami, KE nie będzie miała wyboru i wyda negatywną decyzję. "Chcę znaleźć rozwiązanie, ale polski rząd wciąż nie dostarczył tego, co obiecał. Niepewność co do dalszego losu jest dla stoczni i ich załóg gorsza niż pewność" - powiedziała stoczniowcom, do których - ku zaskoczeniu członków swojego gabinetu - już po spotkaniu ze Śniadkiem zgodziła się wyjść przed siedzibę KE. "Używając języka piłkarskiego: gramy już po czasie, to dogrywka, a może nawet karne" - podkreśliła komisarz. Warunki, jakie mają spełnić przedstawione przez Polskę plany restrukturyzacji stoczni w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie, to: zapewnienie długoterminowej rentowności stoczni, redukcja mocy produkcyjnych, która będzie rekompensatą za udzieloną pomoc oraz sfinansowanie restrukturyzacji "w znacznym stopniu" ze środków prywatnych inwestorów, a nie budżetu państwa. "Znalezienie wiarygodnego i solidnego inwestora wymaga czasu. Naszym atutem jest wykwalifikowana kadra specjalistów, nowoczesne technologie, specjalistyczne konstrukcje. Jedna decyzja wystarczy, aby to wszystko zostało zlikwidowane, aby znikło 80 tysięcy miejsc pracy (...). Na to nigdy się nie zgodzimy!" - napisali stoczniowcy w przekazanej Neelie Kroes petycji. Stoczniowcy z "Solidarności" Stoczni Gdańsk byli niezadowoleni, że ich delegacja nie wzięła udziału w spotkaniu z komisarz Kroes. Domagając się wysłuchania swoich postulatów przez przedstawicieli KE, odłączyli się od reszty protestujących i podeszli pod wejście do gmachu KE. Wejść broniła belgijska policja, która zablokowała dostęp, zabraniając także komukolwiek opuszczania gmachu. Po mediacji z policją, która nie użyła siły, stoczniowcy sami odstąpili do blokady, a po dalszych kilkudziesięciu minutach, delegacja "Solidarności" Stoczni Gdańsk weszła do KE, gdzie została przyjęta przez Kroes. Potem komisarz, trzymając za rękę Karola Guzikiewicza, wiceprzewodniczącego "S" w Stoczni Gdańskiej, wyszła do demonstrujących stoczniowców z Gdańska. Na placu nie było już wówczas związkowców ze Szczecina i Gdyni. "Nie może być rozmów o Stoczni Gdańskiej bez Stoczni Gdańskiej" - argumentował Guzikiewicz. W bezpośredniej rozmowie tłumaczył komisarz Kroes, że stocznia "wykonała zadanie", jakim było znalezienie inwestora. Protestował jednak przeciwko połączeniu ze Stocznią Gdyńską, która ma zostać sprzedana temu samemu inwestorowi - ukraińskiej firmie ISD. "Nie jesteśmy przeciwko prywatyzacji Stoczni Gdynia również przez ukraińskiego inwestora, ale nie na zasadzie połączenia ze Stocznią Gdańską" - powiedział Guzikiewicz. "Koledzy ze Stoczni Gdańskiej to trochę syndrom starszego brata, który obawia się, że w oczach rodziców kolejne dziecko odsunie trochę to pierwsze na dalszy plan" - ocenił Janusz Śniadek. Zapewniał jednak, że choć brukselska manifestacja rozbiła się w pewnej chwili na dwie osobne grupy, "+Solidarność+ jest jedna, niepodzielona", a związkowcy przyjechali w obronie wszystkich trzech stoczni. "Nie ulega dla nas wątpliwości, że nałożenie sankcji (przez KE) będzie oznaczało upadek wszystkich polskich stoczni i będzie to koniec polskiego przemysłu stoczniowego" - powiedział Śniadek. "Na spotkaniu z Neelie Kroes usłyszeliśmy, że nie ma zmiłuj. To kwestia tego, czy będziemy istnieć, czy nie" - dodał Lewandowski. "Solidarność" grozi eskalacją protestu w przypadku fiaska rozmów polskiego rządu w Komisji Europejskiej. Planowane są m.in. kolejne pikiety, manifestacje, blokady, a w ostateczności - strajk generalny branży stoczniowej.
TVN24.pl: PiS: Platforma zawaliła sprawę stoczni "SYTUACJA JEST BARDZO KRYZYSOWA"
12:37, 25.06.2008 /TVN24 PAP
- PO zawaliła sprawę stoczni całkowicie, chociaż zapewne będzie głosiła, że to nasza wina - powiedział na konferencji prasowej prezes PiS Jarosław Kaczyński. Jak dodał, bezczynność Platformy sprawia, że obecna sytuacja jest "bardzo kryzysowa".
"Stoczniom grozi bankructwo"
- Zabieramy głos, bo rzecz dotyczy bardzo ważnej kwestii gospodarczej i społecznej, ale także dlatego, że stocznie polskie mają wymiar szczególny i symboliczny – mówił Jarosław Kaczyński. - Stocznia Gdańska jest przecież symbolem „Solidarności” – zaznaczył.
Według PiS-u, Platforma ma znakomitą sytuację w parlamencie, ale nie potrafi w sprawie stoczni niczego załatwić. – PO ratuje jedną stocznię kosztem drugiej – mówił Kaczyński. - Mamy do czynienia z biernością, która jest cechą tego rządu w ogóle, ale w tej sprawie bije w oczy – dodał.
Przypomniał też, że sam wielokrotnie rozmawiał z Komisją Europejską o sytuacji stoczni, natomiast minister skarbu Aleksander Grad pojechał do Brukseli po raz pierwszy dopiero po ośmiu miesiącach.
Platforma ma znakomitą sytuację w parlamencie, ale nie potrafi w sprawie stoczni niczego załatwić i ratuje jedną stocznię kosztem drugiej.
„Stoczniom grozi bankructwo”
Jak przypomniał Paweł Poncyljusz, trzy warunki, jakie muszą spełnić stocznie, by otrzymać pomoc, to gwarancja rentowności, ograniczenie mocy produkcyjnej i prywatyzacja. – Gdy rząd PiS kończył kadencję, osiągnął dwie rzeczy, ale pozostały jeszcze procedury prywatyzacyjne – powiedział Poncyljusz, wiceminister gospodarki w rządzie PiS.
- Komisja Europejska uruchomiła procedurę decyzji negatywnej jeśli chodzi o zatwierdzenie pomocy dla stoczni, co może oznaczać, że będzie trzeba zwrócić pieniądze, a to oznacza bankructwo – mówił Poncyljusz. Jego zdaniem, KE domaga się redukcji mocy stoczni, a to grozi zamknięciem zakładów, także Stoczni Gdańskiej. – PO jest w tym temacie bezczynna – dodał.
Komisja Europejska uruchomiła procedurę decyzji negatywnej, w sprawie pomocy dla stoczni, co może oznaczać, że będzie trzeba zwrócić pieniądze, a to oznacza bankructwo.
Solidarni ze stoczniowcami
- Solidaryzujemy się z pikietującymi w Brukseli – powiedział Jacek Kurski. Podkreślił, że PiS chce ratować wszystkie trzy stocznie, a nie jedną kosztem drugiej. - Żądamy wyjaśnienia przez rząd kwestii pomocy publicznej dla stoczni, dokończenia prywatyzacji, a także doprowadzenia do wydania przez KE pozytywnej decyzji dotyczącej zatwierdzenia pomocy publicznej – oświadczył. Zapowiedział też, że jeszcze na środowym posiedzeniu Sejmu PiS złoży wniosek o nadzwyczajne połączone posiedzenie komisji skarbu i komisji gospodarki w sprawie stoczni.
"Jesteśmy solidarni ze stoczniowcami"
W środę w Brukseli przed siedzibą Komisji Europejskiej, pod sztandarami "Solidarności", polscy stoczniowcy z Gdańska, Gdyni i Szczecina zorganizowali demonstrację. Apelują, by KE wstrzymała się z decyzją o zwrocie pomocy, jaką stocznie dostawały od 2004 roku. (CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT)
O co chodzi ws. stoczni?
Do 26 czerwca Polska ma przesłać Komisji Europejskiej poprawiony program restrukturyzacji trzech stoczni. Komisja chce, aby umowy prywatyzacyjne stoczni Gdynia i Szczecin były podpisane do 15 lipca br. Jeżeli Polska nie wypełni tego zobowiązania, KE ma wydać decyzję o zwrocie pomocy publicznej dla trzech stoczni, szacowanej na ok. 5 mld złotych. Konieczność zwrotu tego wsparcia może oznaczać upadłość wszystkich trzech zakładów. W piątek minister skarbu zapewnił w Szczecinie, że programy restrukturyzacyjne stoczni - przedstawione 26 czerwca KE - będą gwarantowały rentowność zakładów oraz redukcję ich produkcji. Zdaniem Grada, po zatwierdzeniu przez KE tych programów, resort skarbu będzie w stanie zakończyć negocjacje prywatyzacyjne z inwestorami stoczni Szczecin i Gdynia. Stocznia Gdańsk została już sprywatyzowana.
Minister przyznał, że w negocjacjach z Unią jest spór dotyczący pokrycia przez państwo "starych zobowiązań" wobec stoczni. Ostateczne rozstrzygnięcie tego problemu będzie w umowach prywatyzacyjnych – zapewnił Grad. - Chcemy pokazać w KE, że nie ma mowy o nowej pomocy, ale jedynie o realizacji wcześniejszych zobowiązań" – podkreślił Grad.
jk/tr
Dziennik: Kto odpowiada za stoczniowy kryzys? Kaczyński: Stocznie padają przez Tuska Przez kogo padają stocznie? środa 25 czerwca 2008 15:25
Stoczniowcy demonstrują w Brukseli, a w Polsce trwa przerzucanie się odpowiedzialnością za dramat polskich stoczni. "Są w kryzysowej sytuacji z winy Donalda Tuska" - grzmiał dziś Jarosław Kaczyński. Paltforma oskarża, że mówienie takich słów, gdy ważą się losy zakładów, to działanie na szkodę państwa. I grozi Trybunałem Stanu dla odpowiedzialnych za przemysł stoczniowy w rządzie PiS. "Platforma Obywatelska całkowicie zawaliła tę sprawę. Wszystko wskazuje na to, że stocznie znalazły się naprawdę w bardzo kryzysowej sytuacji z winy obecnego rządu, z winy Platformy Obywatelskiej, z winy Donalda Tuska" - mówił Jarosław Kaczyński na konferencji prasowej w Sejmie. Prezes PiS twierdzi, że rządzący nie zrobili nic, by uratować stoczniowców. Ci mają nóż na gardle, bo Bruksela chce ich ukarać za łamanie praw wolnego rynku. Stocznie bowiem korzystały z miliardowych dotacji rządu. Tymczasem Komisji Europejskiej nie bardzo się to podoba. Eurokraci przymknęliby na tę państwową pomoc oko, gdyby stocznie faktycznie się zreformowały. Tak się jednak nie stało. Teraz grozi im decyzja o zwrocie około 5 miliardów złotych. To z kolei oznacza ich bankructwo. "Dzisiaj do północy polski rząd dostał od Komisji Europejskiej czas na prowadzenie bardzo poważnych negocjacji dotyczących potencjalnych inwestorów dla stoczni w Szczecinie i Gdyni. Dzisiaj nieodpowiedzialne wypowiedzi byłego premiera Kaczyńskiego to działanie na szkodę tych negocjacji, to działanie na szkodę państwa" - odpowiadał prezesowi PiS Zbigniew Chlebowski z PO. "Już dzisiaj mamy bardzo wiele poważnych zarzutów (...), jeżeli one potwierdzą się wynikami kontroli NIK, to już dzisiaj zapowiadamy, że były minister skarbu Wojciech Jasiński będzie pierwszym, który stanie przed Trybunałem Stanu" - zapowiedział Chlebowski. Tymczasem przed gmachem Komisji Europejskiej w Brukseli protestowali związkowcy z "Solidarności" Stoczni Gdańsk. Żądali spotkania z unijną komisarz do spraw konkurencji Neelie Kroes lub innym przedstawicielem Komisji w sprawie ratowania ich zakładu.
TVN24.pl: PO: Kaczyński powinien milczeć KŁÓTNIA Z PIS O STOCZNIE
14:45, 25.06.2008 /TVN24
- Jarosław Kaczyński powinien zachować pokorę i milczeć w sprawie stoczni - powiedział Zbigniew Chlebowski z PO. Według niego, PiS jest odpowiedzialny za złą sytuację w stoczniach i zostanie z tego rozliczony. - Jeśli wykryjemy nieprawidłowości, były minister skarbu (Wojciech Jasiński - red.) stanie przed Trybunałem Stanu - zapowiedział.
- To były premier ponosi odpowiedzialność za sytuację w polskich stoczniach – powiedział Zbigniew Chlebowski z PO. Jego zdaniem, Jarosław Kaczyński swoją środową konferencją zaszkodził państwu polskiemu i stoczniom. - Dzisiaj do północy mamy czas dany przez Komisję Europejską, dlatego taka konferencja dzisiaj to działanie na szkodę tych negocjacji– podkreślił. Szef klubu PO przypomniał, że premier Kaczyński do końca czerwca 2007 roku powinien rozwiązać kwestie dotyczące Stoczni Gdynia. - Dzisiaj minister Grad i premier Tusk zostali postawieni w trudnej sytuacji – uważa Chlebowski. - Trwają negocjacje z KE i mamy nadzieję, że dzisiejszy dzień szansy dla stoczni Gdynia skończy się pomyślnie – dodał. Według niego, rządy PiS to „ciąg ogromnych zaniechań w sprawie stoczni”. – Powtarzam, to PiS jest odpowiedzialny za złą sytuację w stoczniach - dodał.
Jasiński przed Trybunał?
Chlebowski zapowiedział również, że na wniosek komisji skarbu państwa NIK zbada przekształcenia i restrukturyzacje w stoczniach w latach 2005-2007. - Już dzisiaj mamy bardzo wiele poważnych zarzutów dotyczących tych procesów. Jeśli one się potwierdzą, to były minister skarbu państwa pan Jasiński stanie przed Trybunałem Stanu – oświadczył Chlebowski. – Odpowiedzą za swoje decyzje, a raczej za ich brak. Chcemy uratować polskie stocznie i chcemy, by PiS w tym nie przeszkadzał - dodał.
- Jeszcze stocznie nie zginęły, gra się toczy dalej, chociaż PiS już odtrąbił porażkę - zawtórował mu Tomasz Aziewicz.
Przewodniczący klubu Platformy przypomniał, że Polsce grozi zwrot ogromnych kwot z pomocy publicznej. - Nie rozmawialibyśmy o tym dzisiaj, gdyby nie oburzająca konferencja Jarosława Kaczyńskiego – zaznaczył. Podkreślił też, że PO nie mogła nic zmienić w programie restrukturyzacji stoczni, bo musiała kontynuować proces rozpoczęty przez PiS.
Chlebowski pytany przez dziennikarzy dlaczego od czasu gdy przejęli władzę Platforma nie zrobiła nic w sprawie stoczni oburzył się: - Nie jest tak, że nic nie robiliśmy. Musieliśmy kontynuować to, co rozpoczął PiS. Nie mogliśmy nic zmieniać. jk//mat
TVN24.pl: Tematy: stocznie "Co Moskwa nie skończyła, Bruksela dokończy" MANIFESTACJA POLSKICH STOCZNIOWCÓW W BRUKSELI 16:35, 25.06.2008 /PAP
Stu kilkudziesięciu polskich stoczniowców demonstrowało w środę w Brukseli. Domagali się by Komisja Europejska dała więcej czasu na restrukturyzację stoczni Gdańsk, Gdynia i Szczecin. Komisarz ds. konkurencji pozostała jednak nieugięta: polskie władze muszą szybko przedstawić wiarygodne plany ratowania stoczni. "To, co Moskwa nie skończyła, Bruksela dokończy", "Nasze stocznie, nasze życie" - głosiły transparenty stoczniowców. Związkowcy z "Solidarności" apelowali, by KE wstrzymała się z decyzją o zwrocie pomocy, jaką stocznie dostały od 2004 roku. Zwrot 5 miliardów złotych może bowiem oznaczać upadłość stoczni. Około południa przed siedzibą KE było już kilkudziesięciu stoczniowców. Ich liczba stopniowo się zwiększała, ale ostatecznie przed siedzibą KE pojawiło się tylko stu kilkudziesięciu związkowców. Wcześniej zapowiadali przyjazd do Brukseli 350 demonstrantów.
Komisarz ds. konkurencji nieugięta
Przed południem delegacja stoczniowców, z Januszem Śniadkiem na czele spotkała się z unijną komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes, która jednak nie złagodziła swojego stanowiska. Komisarz przypomniała, że KE od trzech lat domaga się od polskiego rządu wiarygodnych planów restrukturyzacji stoczni, od których uzależnia zatwierdzenie pomocy. Najnowszy, ostateczny termin przekazania planów upływa w czwartek. "Komisarz Kroes jasno wskazała, że jeśli plany przedstawione przez polskie władze nie będą w pełni zgodne z wymaganiami, nie będzie miała wyboru, jak tylko zaproponować przyjęcie negatywnej decyzji i zażądać zwrotu otrzymanej pomocy" - głosi oficjalny komunikat KE wydany po spotkaniu. Później sama Kroes wyszła do demonstrantów. - Chcę znaleźć rozwiązanie, ale polski rząd wciąż nie dostarczył tego, co obiecał. Niepewność co do dalszego losu jest dla stoczni i ich załóg gorsza niż pewność - mówiła. - Używając języka piłkarskiego: gramy już po czasie, to dogrywka, a może nawet karne - podkreśliła komisarz. Także związkowcy sięgnęli po piłkarskie porównania. - Pomimo naszej krytycznej oceny działań rządu, dzisiaj z rządem gramy w jednej drużynie. Prosimy, żeby KE zaakceptowała plany rządu, a jeśli nie chce tego robić, to żeby dała jeszcze trochę czasu - tłumaczył Marek Lewandowski, rzecznik prasowy Sekcji Krajowej Przemysłu Okrętowego NSZZ "Solidarność". Warunki, jakie mają spełnić przedstawione przez Polskę plany restrukturyzacji Gdańska, Gdyni i Szczecina, to: zapewnienie długoterminowej rentowności stoczni i redukcja mocy produkcyjnych, która będzie rekompensatą za udzieloną pomoc oraz sfinansowanie restrukturyzacji "w znacznym stopniu" ze środków prywatnych inwestorów, a nie budżetu państwa.
Stoczniowcy: potrzebujemy czasu
Stoczniowcy apelowali, by KE dała Polsce więcej czasu na prywatyzację stoczni Gdynia i Szczecin (stocznia Gdańsk jest już sprywatyzowana). Zapewniali, że chcą przyspieszenia prywatyzacji, a nie dalszej pomocy publicznej.
- Znalezienie wiarygodnego i solidnego inwestora wymaga czasu. Naszym atutem jest wykwalifikowana kadra specjalistów, nowoczesne technologie, specjalistyczne konstrukcje. Jedna decyzja wystarczy, aby to wszystko zostało zlikwidowane, aby znikło 80 tysięcy miejsc pracy. Na to nigdy się nie zgodzimy! – napisali stoczniowcy w przekazanej Neelie Kroes petycji. - Wielokrotnie uspokajano nas, że wszystko jest w porządku. Okazało się, że nie jest, dlatego przyjechaliśmy do Brukseli. Chcemy dialogu, bo na to zapracowaliśmy - apelowali związkowcy.
Demonstracja podzielona
W spotkaniu z Kroes nie wzięła delegacja "Solidarności" Stoczni Gdańsk. Niezadowolenia z tego faktu stoczniowcy z Gdańska, odłączyli się od reszty protestujących i podeszli pod wejście do gmachu KE. Wejść broniła belgijska policja, która zablokowała dostęp, zabraniając także komukolwiek opuszczania gmachu. Po mediacji z policją, która nie użyła siły, stoczniowcy sami odstąpili do blokady, a po dalszych kilkudziesięciu minutach, delegacja "Solidarności" Stoczni Gdańsk weszła do KE, gdzie została przyjęta przez Kroes. Potem komisarz, trzymając za rękę Karola Guzikiewicza, wiceprzewodniczącego "S" w Stoczni Gdańskiej, wyszła do demonstrujących stoczniowców z Gdańska. Na placu nie było już wówczas związkowców ze Szczecina i Gdyni. - Nie może być rozmów o Stoczni Gdańskiej bez Stoczni Gdańskiej - argumentował Guzikiewicz. W bezpośredniej rozmowie tłumaczył komisarz Kroes, że stocznia "wykonała zadanie", jakim było znalezienie inwestora. Protestował jednak przeciwko połączeniu ze Stocznią Gdyńską, która ma zostać sprzedana temu samemu inwestorowi - ukraińskiej firmie ISD.
- Koledzy ze Stoczni Gdańskiej to trochę syndrom starszego brata, który obawia się, że w oczach rodziców kolejne dziecko odsunie trochę to pierwsze na dalszy plan - ocenił Janusz Śniadek. Zapewniał jednak, że choć brukselska manifestacja rozbiła się w pewnej chwili na dwie osobne grupy, ">>Solidarność<<>
- Nie ulega dla nas wątpliwości, że nałożenie sankcji (przez KE) będzie oznaczało upadek wszystkich polskich stoczni i będzie to koniec polskiego przemysłu stoczniowego - dodał Śniadek.
Będzie strajk?
Demonstrację zorganizowała Sekcja Krajowa Przemysłu Okrętowego NSZZ "Solidarność", przekształcona 11 czerwca w Komitet Protestacyjny Branży Stoczniowej. Związkowcy grożą eskalacją protestu w przypadku fiaska rozmów polskiego rządu w Komisji Europejskiej. Planowane są m.in. kolejne pikiety, manifestacje, blokady, a w ostateczności - strajk generalny branży stoczniowej. kaw, bgr//mat
Gazeta Wyborcza: Chlebowski: Kaczyński swoimi wypowiedziami szkodzi polskim interesom
cheko, PAP 2008-06-25, ostatnia aktualizacja 2008-06-25 15:17
Prezes PiS Jarosław Kaczyński zarzucił PO i premierowi Donaldowi Tuskowi, że "zawalili" sprawę polskich stoczni. Jego zdaniem, to właśnie z winy obecnego rządu znalazły się one w "kryzysowej sytuacji". Zbigniew Chlebowski wypowiedź byłego premiera nazwał skandaliczną i działającą na szkodę państwa polskiego.
- Platforma Obywatelska całkowicie zawaliła tę sprawę i wszystko wskazuje na to - choć to bardzo zła wiadomość i może będzie jeszcze jakiś cud i tak się nie stanie - że stocznie znalazły się naprawdę w bardzo kryzysowej sytuacji z winy obecnego rządu, z winy Platformy Obywatelskiej, z winy Donalda Tuska - powiedział J.Kaczyński na konferencji prasowej w Sejmie.
"Rząd Tuska zawalił sprawę stoczni"
Szef PiS skrytykował "bierność" Platformy, która - jak mówił - jest "cechą tego rządu w ogóle, ale w tej sprawie - bije w oczy". W środę w Brukseli przed siedzibą Komisji Europejskiej, pod sztandarami "Solidarności", trwa demonstracja polskich stoczniowców z Gdańska, Gdyni i Szczecina. Stoczniowcy apelują, by KE wstrzymała się z decyzją o zwrocie pomocy, jaką stocznie dostały od 2004 roku. Zwrot szacowanej przez KE na 5 mld złotych pomocy może bowiem oznaczać upadłość stoczni.
PO: skandaliczna konferencja PiS w sprawie stoczni
Zdaniem Zbigniewa Chlebowskiego, wypowiedź prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego poświęcona sytuacji w polskich stoczniach była "wydarzeniem skandalicznym" i może zaszkodzić toczącym się tego dnia negocjacjom w sprawie stoczni.
"Kaczyński szkodzi Polsce..."
Szef klubu PO podkreślił na konferencji prasowej w Sejmie, że to właśnie były premier ponosi "absolutną odpowiedzialność" za sytuację w polskich stoczniach. "A dzisiaj swoimi wypowiedziami działa na szkodę stoczni i państwa polskiego" - dodał.
- Dzisiaj do północy polski rząd dostał czas od KE prowadzenia bardzo poważnych negocjacji dotyczących potencjalnych inwestorów dla stoczni w Szczecinie i Gdyni. Dzisiaj nieodpowiedzialne wypowiedzi byłego premiera J.Kaczyńskiego, to działanie na szkodę tych negocjacji, to działanie na szkodę państwa - oświadczył Chlebowski.
Przypomniał także, że NIK zbada przekształcenia w stoczniach w latach 2005-2007. "Już dzisiaj mamy bardzo wiele poważnych zarzutów (...), jeżeli one potwierdzą się wynikami kontroli NIK, to już dzisiaj zapowiadamy, że b. minister skarbu Wojciech Jasiński będzie pierwszym, który stanie przed Trybunałem Stanu" - zapowiedział Chlebowski.
Gazeta Wyborcza: Pawlak: Za kłopoty stoczni odpowiada PiS
ms, IAR 2008-06-25, ostatnia aktualizacja 2008-06-25 15:05
Wicepremier-minister gospodarki Waldemar Pawlak obarczył Prawo i Sprawiedliwość odpowiedzialnością za problemy polskich stoczni.
Waldemar Pawlak powiedział na konferencji prasowej, że przez zaniedbania w latach 2005-2007 spadła atrakcyjność stoczni, a ich stan się pogorszył. Wicepremier wyjaśniał, że to dlatego obecny gabinet aż pół roku szukał inwestora dla Stoczni Gdańskiej. Przez dwa lata wzrosło także zadłużenie polskich stoczni.
Waldemar Pawlak poinformował, że wczoraj klub PSL przedłożył wniosek o zmiany w ustawie o Kasy Rolniczych Ubezpieczeń Społecznych. Jak podkreślił, dotyczą one rolników posiadających duże gospodarstwa oraz zatrudnionych w innych zawodach, poza rolnictwem. Waldemar Pawlak wyraził przekonanie, że jeszcze w czerwcu projekty te zostaną rozpatrzone przez rząd. Waldemar Pawlak poinformował również, że zdymisjonował prezesa Agencji Rezerw Materiałowych Józefa Aleszczyka. Zapewnił, że ta decyzja nie jest związana ze sprawą spółki J&S. W kwietniu agencja nałożyła na spółkę karę w wysokości 462 milionów złotych. Waldemar Pawlak uznał, że kara została źle wyliczona i obniżył ją o 10 milionów.
Dziennik: Bruksela zadecyduje o losie polskich stoczni Co z przemysłem okrętowym?
środa 25 czerwca 2008 00:51
Jutro zapadną decyzje przesądzające o losie polskich stoczni. 26 czerwca mija bowiem ostateczny termin, który Komisja Europejska wyznaczyła na przygotowanie dla zakładów w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie programów restrukturyzacji. Jeśli plany nie spodobają się Brukseli, stocznie będą musiały zwrócić szacowaną na 5 mld zł pomoc publiczną i zbankrutują. W dokumentacji, która w czwartek znajdzie się na biurku unijnej komisarz ds. konkurencji Nellie Kroes, jeszcze wczoraj dopinano ostatnie szczegóły. Unia domaga się wypełnienia dwóch podstawowych warunków: zredukowania mocy produkcyjnych oraz zagwarantowania rentowności. Według resortu skarbu propozycje inwestorów deklarujących chęć przejęcia stoczni powinny teraz pozwolić na ich spełnienie.
Najpoważniejszym kandydatem do przeprowadzenia restrukturyzacji w Gdyni jest ukraiński Donbas. Ten stalowy koncern w ubiegłym roku stał się właścicielem Stoczni Gdańsk. Nieoficjalnie mówi się, że Ukraińcy chcą połączyć oba zakłady, by mogły realizować wspólną politykę biznesową. Ich zadania produkcyjne zostałyby jednak podzielone.
Budowa statków mogłaby zostać ograniczona do dwóch doków w Gdyni. W Gdańsku natomiast ruszyłaby budowa konstrukcji stalowych lub gotowych elementów okrętowych. Jest jednak problem: o ile w Gdyni byliby zadowoleni z takiego rozwiązania, to stoczniowcy z Gdańska już nie. "To może doprowadzić do likwidacji zakładu" - uważa Roman Gałęzewski, przewodniczący gdańskiej "Solidarności".
W przypadku Stoczni Szczecińska Nowa nie ma takich problemów. Tu w grę wchodzą dwaj inwestorzy. Pierwszy to pomorska spółka Mostostal Chojnice, która deklaruje utrzymanie produkcji statków. Drugi inwestor - norweska stocznia Ulstein Verft - zakłada rozpoczęcie budowy jednostek obsługujących platformy wiertnicze.
Czy akceptacja planów restrukturyzacji przez Brukselę może definitywnie zakończyć problemy stoczni? MSP przyznaje, że to dopiero krok w tym kierunku. "Trzeba jeszcze podpisać umowy prywatyzacyjne" - wyjaśnia Maciej Wewiór, rzecznik resortu. Czasu zostało niewiele, bo Komisja chce sfinalizowania prywatyzacji do połowy lipca. Tymczasem wcześniej trzeba się uporać z nieopłacalnymi kontraktami z przeszłości, które stocznie muszą zrealizować. Inwestorzy chcą, by wynikłe z nich straty pokrył Skarb Państwa. Bruksela się temu sprzeciwia. Adam Woźniak
Uszczypliwy komentarz LS : Po co się licytować ? Jak tak dalej pójdzie okaże się, że Rakowski miał rację a rozstrzygnie o tym Komisja Europejska w Brukseli - po wielu bezpowrotnie straconych latach i miliardach z kieszeni podatników ! Wszystkie rządy naszej Najjaśniejszej dały pokaz karygodnej nieskuteczności i co więcej braku strategii dla gałęzi przemysłu , która przeżywa najdłuższy boom w swojej powojennej historii.
Dziennik Bałtycki / NaszeMiasto.pl: Być albo nie być dla stoczni
Aleksander Grad, minister skarbu państwa, leci jutro do Brukseli, by przedstawić komisarzom Unii Europejskiej plan restrukturyzacji polskich stoczni. Jeżeli program prywatyzacji nie spodoba się komisarzom, wówczas mogą nakazać zwrot pomocy publicznej, udzielonej polskim stoczniom, która wynosi, zdaniem UE, 700 mln zł. Oznaczałoby to upadek polskiego przemysłu stoczniowego.
Związkowcy z "Solidarności" nie wierzą w pomyślność misji ministra w Brukseli i dzisiaj organizują tam pikietę, podczas której będą prosić komisarzy o wydłużenie terminu na przedstawienie ostatecznego planu restrukturyzacji Stoczni Gdynia i Stoczni Novej ze Szczecina. Plan ministra dotyczy ponownego połączenia Stoczni Gdynia i Gdańsk w jeden organizm. Za tym rozwiązaniem są stoczniowcy z Gdyni, a sprzeciwiają się mu stoczniowcy z Gdańska. Zainteresowana nabyciem akcji Stoczni Gdynia jest firma ISD, która jest właścicielem Stoczni Gdańsk.
- Tylko połączenie obu stoczni zapewni przedsiębiorstwom rentowność - mówił podczas spotkania ze związkowcami ze Stoczni Gdynia Aleksander Grad. - Tylko w ten sposób uda się uratować obie firmy. Wiem, że ISD, która jest zainteresowana nabyciem Stoczni Gdynia przygotowuje taki program restrukturyzacyjny, który spodoba się komisarzom unijnym. Po połączeniu firm będzie można ograniczyć moce produkcyjne, bez wyraźnych strat dla obu stoczni z 500 tys. GTC do 400 tys. GTC, a tego życzy sobie Unia Europejska. Jeżeli ten program zaakceptują komisarze unijni, wówczas Stocznia Gdynia zostanie sprywatyzowana, a Stocznia Gdańsk nie będzie musiała zwracać pomocy publicznej.
Minister Grad nazwał rozłączenie obu stoczni ogromnym grzechem poprzedniego rządu.
Zgodnie z programem restrukturyzacyjnym przygotowywanym przez ISD, w Stoczni Gdańsk zostaną zlikwidowane trzy pochylnie. Dzięki temu nie trzeba będzie zamykać małego suchego doku w Stoczni Gdynia. W obu firmach nadal będzie funkcjonowała produkcja stoczniowa, ale nie tylko.
- Musimy być przygotowani na każdą ewentualność także na taką, że kiedyś boom na statki skończy się - dodaje Grad.- Dlatego w stoczniach powinna zostać uruchomiona produkcja dodatkowa. Wiem, że ISD zamierza budować platformy i wieże wiertnicze. Dodatkowa produkcja to więcej miejsc pracy.
Związkowcy z "Solidarności" nie wierzą, że ministrowi uda się przekonać do swojego planu komisarzy z Unii Europejskiej, dlatego polecieli do Brukseli, by wspierać działania polskiego rządu.
- 350 związkowców z "Solidarności" ze stoczni w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie będzie pikietowało w środę za przedłużeniem terminu na prywatyzację polskich stoczni przed siedzibą Komisji Europejskiej w Brukseli - mówi mówi Marek Lewandowski, rzecznik Sekcji Krajowej Przemysłu Okrętowego NSZZ "Solidarność". - Pikieta rozpocznie się o godz. 10 i potrwa dwie godziny.
Pozostali związkowcy ze Stoczni Gdynia wierzą, że mnistrowi uda się przekonać komisarzy do swojego planu.
Mariusz Jabłoński - POLSKA Dziennik Bałtycki
WNP.pl: Państwo przykręciło kurek z poręczeniami dla firm
Puls Biznesu 25.06.2008 05:23
Do 2040 r. za rządowe gwarancje podatnicy zapłacą 8 mld zł. Spłacanie nierzetelnych firm kosztuje nas coraz mniej. Wyraźnie też gaśnie zapał państwa do udzielania poręczeń i gwarancji - pisze "Puls Biznesu".
Temat gwarancji skarbu państwa i zagrożeń dla budżetu z nich płynących powrócił wraz z informacjami o zastrzeżeniach Komisji Europejskiej wobec polskich stoczni. Pomoc publiczną, która do nich trafiła, szacuje ona na 1,3 mld EUR. Jej cofnięcie to niechybne bankructwo stoczni, a wtedy państwo, czyli wszyscy podatnicy, będzie musiało spłacić 460 mln zł poręczonego kredytu dla Stoczni Gdynia oraz prawie 600 mln zł długu Stoczni Szczecińskiej Nowej. Jednak nie tylko kredyty tych stoczni, gwarantowane przez rząd, wiszą nad budżetem.
Rząd udziela gwarancji na wielomilionowe kredyty zaciągane przez przedsiębiorstwa na restrukturyzację lub inwestycje. Jeżeli firma wpadnie w tarapaty finansowe, to jej długi wobec banków spłaca skarb państwa. "Puls Biznesu" sprawdził, ile z naszych kieszeni idzie na kredyty nierentownych przedsiębiorstw.
W 2007 r. na spłatę kredytów dla firm, na które gwarancji udzielił skarb państwa, poszło z budżetu tylko 15 mln zł. To rekordowo mało. Rok wcześniej podatnicy musieli zapłacić ponadsiedmiokrotnie więcej, a w 2005 r. kredyty nierzetelnych firm kosztowały nas 279 mln zł — wynika z danych Ministerstwa Finansów. Resort zauważa, że maleje ryzyko portfela udzielanych gwarancji, ale wyraźnie przystopowała także działalność poręczeniowo-gwarancyjna państwa. Szczególnie za rządów partii Jarosława Kaczyńskiego - pisze dziennik.
Na koniec 2007 r. wartość całego portfela udzielonych przez państwo gwarancji i poręczeń została oszacowana na 31,5 mld zł (zobowiązania jeszcze niewymagalne). W dwóch poprzednich latach, gdy rządziło PiS, skarb państwa udzielił tylko po 3 mld zł gwarancji rocznie. To najsłabszy wynik od co najmniej 10 lat. W 2005 r., czyli w ostatnim roku rządów SLD, wartość gwarancji wyniosła 6,7 mld zł, a w 2004 r. 7 mld zł. W rekordowym 2001 r. było to aż 11 mld zł.
— Poprzedni rząd zacieśnił politykę poręczeniowo-gwarancyjną. To wynik nagłośnienia afery związanej z niedoszłą inwestycją Laboratorium Frakcjonowania Osocza (rząd SLD poręczył wielomilionowe kredyty, a inwestycja okazała się totalną klapą). Budżet, czyli podatnicy, musiał oddać bankom około 60 mln zł. To był wstrząs dla opinii publicznej. PiS postanowiło dmuchać na zimne i znacznie ograniczyło gwarancje dla przedsiębiorstw. I bardzo dobrze — tłumaczy Andrzej Sadowski, wiceprezes Centrum im. Adama Smitha.
Jego zdaniem, zasadne jest pytanie o sens dalszego istnienia gwarancji skarbu państwa, gdyż beneficjenci nierzadko okazują się bankrutami lub nie są w stanie zrealizować inwestycji, na którą wzięli wielkie kredyty. Skarb państwa walczy o odzyskanie 910 mln zł, które musiał w ostatnich latach wypłacić bankom. Na koniec 2006 r. było to jeszcze 1,7 mld zł, lecz w ubiegłym roku prawie 700 mln zł oddał największy dłużnik, czyli Agencja Rynku Rolnego. Obecnie liderem dłużników państwa jest FSM-Wytwórnia Wyrobów Różnych w likwidacji. Jej dług wynosi 186,5 mln zł. Na drugim miejscu jest Huta Baildon w upadłości — 133 mln zł. Trzecim dłużnikiem są PKP, które muszą oddać budżetowi 95 mln zł - wylicza "Puls Biznesu". Ministerstwo Finansów szacuje, że do 2040 r. budżet państwa będzie zmuszony wyłożyć 8 mld zł za podmioty, którym udzielił (lub udzieli) gwarancji i poręczeń.
Kurier Szczeciński: Demonstracja polskich stoczniowców w Brukseli - ze zgrzytem 2008-06-25 17:59:08
Stu kilkudziesięciu polskich stoczniowców z Gdańska, Gdyni i Szczecina demonstrowało w środę pod sztandarami „Solidarności” przed siedzibą Komisji Europejskiej (KE). Wyszła do nich unijna komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes. Doszło też do zgrzytu między protestującymi z Trójmiasta. Stoczniowcy apelowali, by KE wstrzymała się z nakazem oddania pomocy, jaką stocznie dostały od 2004 roku. Zwrot szacowanej przez KE na 5 mld zł pomocy może bowiem oznaczać upadłość stoczni. Domagali się też, by KE przesunęła wyznaczony na 15 lipca termin prywatyzacji stoczni Gdynia i Szczecin (stocznia Gdańsk jest już sprywatyzowana).
- Pomimo naszej krytycznej oceny działań rządu, dzisiaj z rządem gramy w jednej drużynie. Prosimy, żeby KE zaakceptowała plany rządu, a jeśli nie chce tego robić, to żeby dała jeszcze trochę czasu - tłumaczył Marek Lewandowski, rzecznik prasowy Sekcji Krajowej Przemysłu Okrętowego NSZZ „Solidarność”.
”To, co Moskwa nie zdążyła, Bruksela dokończy?”, „Nasze stocznie, nasze życie”, „Żądamy utrzymania obecnych miejsc pracy. Dość cudów Donalda Tuska” - głosiły transparenty stoczniowców rozwieszone przy ogłuszającym hałasie syren, trąbek i gwizdków przed Komisją Europejską.
Przed południem delegacja „Solidarności” z przewodniczącym Januszem Śniadkiem na czele została przyjęta przez Neelie Kroes, która jednak nie złagodziła swojego stanowiska. Komisarz przypomniała, że KE od trzech lat domaga się od polskiego rządu wiarygodnych planów restrukturyzacji stoczni, od których uzależnia zatwierdzenie pomocy. Najnowszy, ostateczny termin przekazania planów upływa w czwartek. Komisarz Kroes jasno wskazała, że jeśli plany przedstawione przez polskie władze nie będą w pełni zgodne z jej wymaganiami, KE nie będzie miała wyboru i wyda negatywną decyzję.
- Chcę znaleźć rozwiązanie, ale polski rząd wciąż nie dostarczył tego, co obiecał. Niepewność co do dalszego losu jest dla stoczni i ich załóg gorsza niż pewność - powiedziała stoczniowcom, do których - ku zaskoczeniu członków swojego gabinetu - już po spotkaniu ze Śniadkiem zgodziła się wyjść przed siedzibę KE.
- Używając języka piłkarskiego: gramy już po czasie, to dogrywka, a może nawet karne - podkreśliła komisarz.
Warunki, jakie mają spełnić przedstawione przez Polskę plany restrukturyzacji stoczni w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie, to: zapewnienie długoterminowej rentowności stoczni, redukcja mocy produkcyjnych, która będzie rekompensatą za udzieloną pomoc oraz sfinansowanie restrukturyzacji „w znacznym stopniu” ze środków prywatnych inwestorów, a nie budżetu państwa.
”Znalezienie wiarygodnego i solidnego inwestora wymaga czasu. Naszym atutem jest wykwalifikowana kadra specjalistów, nowoczesne technologie, specjalistyczne konstrukcje. Jedna decyzja wystarczy, aby to wszystko zostało zlikwidowane, aby znikło 80 tysięcy miejsc pracy (...). Na to nigdy się nie zgodzimy!” - napisali stoczniowcy w przekazanej Neelie Kroes petycji.
Stoczniowcy z „Solidarności” Stoczni Gdańsk byli niezadowoleni, że ich delegacja nie wzięła udziału w spotkaniu z komisarz Kroes. Domagając się wysłuchania swoich postulatów przez przedstawicieli KE, odłączyli się od reszty protestujących i podeszli pod wejście do gmachu KE.
Wejść broniła belgijska policja, która zablokowała dostęp, zabraniając także komukolwiek opuszczania gmachu. Po mediacji z policją, która nie użyła siły, stoczniowcy sami odstąpili do blokady, a po dalszych kilkudziesięciu minutach, delegacja „Solidarności” Stoczni Gdańsk weszła do KE, gdzie została przyjęta przez Kroes. Potem komisarz, trzymając za rękę Karola Guzikiewicza, wiceprzewodniczącego „S” w Stoczni Gdańskiej, wyszła do demonstrujących stoczniowców z Gdańska. Na placu nie było już wówczas związkowców ze Szczecina i Gdyni.
- Nie może być rozmów o Stoczni Gdańskiej bez Stoczni Gdańskiej” - argumentował Guzikiewicz. W bezpośredniej rozmowie tłumaczył komisarz Kroes, że stocznia „wykonała zadanie”, jakim było znalezienie inwestora. Protestował jednak przeciwko połączeniu ze Stocznią Gdyńską, która ma zostać sprzedana temu samemu inwestorowi - ukraińskiej firmie ISD.
- Nie jesteśmy przeciwko prywatyzacji Stoczni Gdynia również przez ukraińskiego inwestora, ale nie na zasadzie połączenia ze Stocznią Gdańską - powiedział Guzikiewicz.
- Koledzy ze Stoczni Gdańskiej to trochę syndrom starszego brata, który obawia się, że w oczach rodziców kolejne dziecko odsunie trochę to pierwsze na dalszy plan - ocenił Janusz Śniadek. Zapewniał jednak, że choć brukselska manifestacja rozbiła się w pewnej chwili na dwie osobne grupy, „”Solidarność” jest jedna, niepodzielona”, a związkowcy przyjechali w obronie wszystkich trzech stoczni.
- Nie ulega dla nas wątpliwości, że nałożenie sankcji (przez KE) będzie oznaczało upadek wszystkich polskich stoczni i będzie to koniec polskiego przemysłu stoczniowego - powiedział Śniadek.
- Na spotkaniu z Neelie Kroes usłyszeliśmy, że nie ma zmiłuj. To kwestia tego, czy będziemy istnieć, czy nie - dodał Lewandowski.
”Solidarność” grozi eskalacją protestu w przypadku fiaska rozmów polskiego rządu w Komisji Europejskiej. Planowane są m.in. kolejne pikiety, manifestacje, blokady, a w ostateczności - strajk generalny branży stoczniowej. (PAP)
Rzeczpospolita: Ostatni bój o stocznie
Anna Słojewska, Beata Chomątowska 26-06-2008, ostatnia aktualizacja 26-06-2008 14:32
Skarb wysłał trzy programy restrukturyzacji polskich stoczni. Teraz dalszy los zakładów w rękach Komisji Europejskiej, która oceni przesłane dokumenty.
– Ze względu na umowę o poufności nie możemy ujawnić programów. Zawierają m.in. deklaracje ograniczenia produkcji i minimum 320 mln zł udziału własnego inwestora – mówił minister skarbu Aleksander Grad.
Jeszcze przed południem wydawało się, że do Brukseli trafią tylko dwa programy restrukturyzacji. Jeden łączny dla Stoczni Gdynia i Stoczni Gdańsk przygotowany przez ISD Polska, inwestora tej ostatniej, i drugi dla Stoczni Szczecińskiej Nowej autorstwa Mostostalu Chojnice. Ostatecznie do Brukseli trafił też program dla Gdyni przygotowany przez Polish Shipping Building: spółkę trójmiejskiego przedsiębiorcy Janusza Barana, właściciela stoczni Maritime Shipyard.
Wyznaczony przez Komisję Europejską termin nadesłania planów restrukturyzacji i prywatyzacji polskich stoczni mijał o północy. I nie mógł tego zmienić nawet Sejm, który przegłosował apel do Komisji w sprawie wydłużenia okresu negocjacji. – O uchwale nie słyszeliśmy. Minister Grad obiecał wcześniej, że 26 czerwca dokumenty zostaną dostarczone – mówił Jonathan Todd, rzecznik Komisji Europejskiej. I przypomniał, że KE czeka na plany ratowania stoczni od ponad czterech lat i dawała już wielokrotnie polskim rządom "dodatkowy czas". – A one nie honorowały złożonych przez siebie zobowiązań – mówił rzecznik.
Komisja Europejska nie będzie rozstrzygać skarg Stoczni Gdańskiej, która twierdzi, że nie dostała takich sum pomocy publicznej, o jakich mówi rząd. – To jest sprawa polskiego rządu – powiedział Todd. Dodał jednak, że trudno mu sobie wyobrazić, by rząd zawyżał kwoty udzielonej pomocy.
– Choć wolałbym mieć więcej czasu na negocjacje, do 15 lipca złożymy umowy prywatyzacyjne z inwestorami dla stoczni. Będą one jawne. Przedstawimy je opinii publicznej – zapowiedział Grad. Umowy będą też zawierać nowy element: deklarację inwestorów, że jeśli przekroczą in plus wskaźniki zwrotu z kapitału, to tymi zyskami będą musieli się podzielić ze Skarbem Państwa. – Chcemy uniknąć sytuacji, jaka miała miejsce w Polskich Hutach Stali, które po sprzedaży stały się z dnia na dzień rentowne – mówił Grad.
Komisja Europejska będzie analizowała przesłane jej dokumenty przez co najmniej kilka tygodni.
Portal Morski: 18 kontenerowców dla Maerska Opublikowano: 25 czerwca, 2008
A.P. Moller Maersk podpisał kontrakt z koreańską stocznią Hyundai Heavy Industries na dostawę 18 kontenerowców o ładowności 4 500 TEU. Dostawa statków planowana jest w latach 2011 – 12.
Portal Morski: Stocznia w Murmańsku ostatecznie dostarczy dwie platformy dla Gazpromu Opublikowano: 25 czerwca, 2008
Gazprom podpisał kontrakt z murmańską stocznią Sevmorput na ostateczny montaż i dostawę dwóch platform wydobywczych przeznaczonych na pole Shtokman. Kadłuby platform buduje inna rosyjska stocznia - Vyborg Shipyard, a nadbudowę (topsides) dostarczy koreański Samsung. Montaż i dostawa obydwu platform ma nastąpić w 2010 roku.
Portal Morski: Fairplay wziął Pomorze Zachodnie Opublikowano: 25 czerwca, 2008
Według niepotwierdzonych informacji, kilkanaście dni temu została sfinalizowana operacja sprzedaży świnoujskiego armatora holowników, spółki Port – Hol. Nowym właścicielem świnoujskiego armatora została szczecińska firma holownicza Project Żegluga. W praktyce jest ona polskim oddziałem niemieckiego potentata na europejskim rynku usług holowniczych – Fairplay Towage. Tym samym niemiecki armator zdobył większościowy udział w usługach holowniczych w portach Pomorza Zachodniego. Obecnie jedynym jego konkurentem jest szczeciński, szwedzko – polski Zakład Usług Żeglugowych (ZUŻ), który jednak przegrywając konkurencję w holowaniach portowych skupia się na holowaniach morskich, w szczególności przy obsłudze barek głównego udziałowca szwedzkiego MP Bolagen.
Wraz z Port-Holem Fairplay przejął także całą flotę czterech holowników świnoujskiej spółki. Jedną z pierwszych decyzji nowego właściciela było ściągnięcie do kraju najnowocześniejszego, świnoujskiego holownika Uran. Będąc holownikiem portowym był on w ostatnich latach eksploatowany, niegodnie z przeznaczeniem, jako holownik morski, co doprowadziło to kompletnej dewastacji układu napędowego. Obecnie Uran przechodzi kapitalny remont w gdyńskiej Naucie, po którym powróci do holowań portowych; nie wiadomo jeszcze, czy w portach Pomorza Zachodniego, czy też w innych portach w których pracują holowniki Fairplaya. Dwa bliźniacze, duże holowniki typu H2500, Atlant i Argus, mało przydatne w holowaniach potowych zostaną skierowane przez nowego właściciela do holowań morskich. Nieznane są plany w stosunku do najstarszego Samsona. Zamiana właściciela zapewne pociągnie wkrótce także zmianę barw – w miejsce tradycyjnych, czarnych holowników pojawią się jednostki z niebieskimi kadłubami – typowymi dla Fairplaya. Project Żegluga poprzez którą Fairplay Towage jest obecny na Pomorzu Zachodnim powstała na bazie spółki Porta – Żegluga należącej do upadłego Holdingu Porta – Stocznia Szczecińska. W 2003 roku spółka została wykupiona przez Fairplay Towage, który agresywną polityką cenową zdobył dominującą pozycję w portach Szczecin i Police, a obecnie także w Świnoujściu. Jeszcze przed zakupem świnoujskiego Port-Holu, Project Żegluga obsługiwała statki w Świnoujściu, zarówno samodzielnie jak i we współpracy z Port Holem, który realizując holowania morskie nie był w stanie zapewnić właściwej obsługi statków w Świnoujściu.
Obecnie Fairplay w portach Pomorza Zachodniego, oprócz holowników Port-Holu dysponuje pięcioma holownikami (własnymi i czarterowanymi): Serwal (jedna śruba nastawna w dyszy Korta), Serwal 2 (pędniki cykloidalne Voith-Schneidera w układzie „traktor”), Serwal 3 („combi” – śruba nastawna w dyszy Korta + dziobowy pędnik azymuntalny), Fairplay XI (dwie stałe śruby w dyszach Korta) i Fairplay IV (pędniki azymuntalne Schottel w układzie „traktor”). Project – Żegluga jest także właścicielem dwóch rzecznych pchaczy: Wezyr 1 i Wezyr 2.
Fairplay Towage to obecnie jeden z największych operatorów floty holowników, pracujących w Rotterdamie, Hamburgu, w rejonie Kanału Kilońskiego, we wszystkich portach wschodnich Niemiec (Wismar, Rostok, Stralsund itd.), oraz w polskich portach Pomorza Zachodniego. Oprócz holowań portowych, Fairplay oferuje także holowania morskie, ratowanie mienia, prace na rzecz sektora offshore oraz transport przy pomocy pontonów. Cześć holowników wyczarterowana przez niemiecką administrację pełni stałe dyżury w systemie ochrony wybrzeża Niemiec.AW
MW: Święto Marynarki Wojennej Gdynia 2008-06-25 14:44
Światowy Zjazd Marynarzy Polskich, zwiedzanie okrętów, pokaz musztry paradnej, uroczystości upamiętniające historię polskiego oręża na morzu – to najważniejsze wydarzenia tegorocznego Święta Marynarki Wojennej. Główne obchody odbędą się w piątek, 27 czerwca, w Gdyni. Weźmie w nich udział minister Obrony Narodowej Bogdan Klich.
Zgodnie z tradycją obchody Święta Marynarki Wojennej zainauguruje podniesienie wielkiej gali banderowej o godzinie 08:00 (w piątek, 27 czerwca, na wszystkich okrętach w bazach morskich MW). W ten sposób marynarze podkreślają uroczysty charakter święta. Następnie o godzinie 09:00, w kościele MW w Gdyni-Oksywiu, odprawiona zostanie uroczysta msza święta w intencji Marynarki Wojennej, po której, o godzinie 10:30, na Cmentarzu MW (Oksywie) złożone zostaną wiązanki kwiatów na płytach upamiętniających twórców Marynarki Wojennej. Główne uroczystości rozpoczną się o godzinie 12:00 przy Płycie-Pomniku Marynarza Polskiego na skwerze Kościuszki w Gdyni, gdzie zostaną złożone wiązanki kwiatów. Uroczystość zakończy defilada Kompanii i Orkiestry Reprezentacyjnej Marynarki Wojennej. Zaraz po defiladzie, o godzinie 12:45, na skwerze Kościuszki (obok miejsca cumowania okrętu-muzeum ORP ‘Błyskawica”) będzie można zobaczyć widowisko plenerowe „Pod Biało-Czerwoną Banderą” oraz pokaz musztry paradnej w wykonaniu Orkiestry oraz Kompanii Reprezentacyjnej Marynarki Wojennej.
Święto MW jest finałem corocznych obchodów Dni Morza (zgodnie z kalendarzem przypada na ostatnią niedzielę czerwca). Obchody odbędą się w Gdyni, w Ustce, gdzie mieści się Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej oraz w Świnoujściu, gdzie stacjonuje 8 Flotylla Obrony Wybrzeża. Będzie można zwiedzić okręty, zobaczyć sprzęt wojskowy, wziąć udział w konkursach i wspólnie świętować z marynarzami.
Szczegółowy program obchodów Święta MW i Dni Morza.
Marynarka Wojenna została utworzona 28 listopada 1918 roku przez marszałka Józefa Piłsudskiego, już 17 dni po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Polska czekała jeszcze prawie półtora roku na uzyskanie formalnego dostępu do morza. Rozwój floty przerwał na krótko wybuch II wojny światowej. Polska MW przeniosła i odbudowała swoje struktury w Wielkiej Brytanii i uczestniczyła w działaniach bojowych od chwili wypowiedzenia przez Aliantów wojny hitlerowskim Niemcom. Podczas działań wojennych polskie okręty walczyły nieprzerwanie od pierwszego do ostatniego dnia wojny, wnosząc znaczny wkład w ostateczne zwycięstwo. Były jedynym niepodległym terytorium Polski i stanowiły o ciągłości istnienia państwa i jego oręża na morzu. Na morskim teatrze II wojny światowej polskie okręty przepłynęły łącznie milion dwieście tysięcy mil morskich, eskortowały 787 konwojów, przeprowadziły 1162 patrole i operacje bojowe, zniszczyły 45 jednostek nieprzyjaciela i 20 samolotów. Podczas działań bojowych zginęło 450 marynarzy.
Po wojnie Marynarka Wojenna, chociaż w znacznym stopniu oparta o sprzęt i wyposażenie produkcji b. ZSRR lub pochodzący z kontyngentu aliantów, rozbudowywała flotę w oparciu o krajowy przemysł stoczniowy. Po przemianach przełomu lat 80-tych i 90-tych i zmianie polityki obronnej kraju Marynarka Wojenna zintensyfikowała współdziałanie z flotami państw Sojuszu Północnoatlantyckiego, które realizowano pod auspicjami Partnerstwa dla Pokoju oraz na mocy międzynarodowych porozumień. Pierwszym sprawdzianem polskich sił morskich był udział dwóch okrętów w operacji „Pustynna Burza”. Okręt szpitalno-ewakuacyjny ORP „Wodnik” i okręt ratowniczy ORP „Piast” jako pierwsze polskie okręty w powojennej historii Polski uczestniczyły w działaniach z państwami Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Najnowsza historia MW to okres transformacji, modernizacji i zwiększania mobilności. W 1993 roku Marynarka Wojenna zainicjowała obecność polskich sił zbrojnych w ćwiczeniach z państwami NATO biorąc udział w największym na Bałtyku ćwiczeniu „Baltops”. Od tego czasu siły MW uczestniczyły w kilkuset manewrach państw NATO i Partnerstwa dla Pokoju. Od marca 1999 roku, kiedy Polska weszła w skład Sojuszu Północnoatlantyckiego, polskie okręty obecne były we wszystkich manewrach NATO na Bałtyku, a także uczestniczyły w istotnych operacjach w Cieśninach Bałtyckich, na Morzu Północnym, Norweskim, na Oceanie Atlantyckim, w operacjach antyterrorystycznych na Morzu Śródziemnym oraz w misji irackiej na Zatoce Perskiej (2002 – 2003). Od 2002 roku polska Marynarka Wojenna jest na stałe obecna w elitarnych Siłach Odpowiedzi NATO.
Dzisiaj, w jubileuszowy rok 90-lecia odtworzenia Marynarki Wojennej, flota polska dysponuje ponad czterdziestoma okrętami oraz ponad czterdziestoma samolotami i śmigłowcami. Jako jedyny rodzaj sił zbrojnych Marynarka Wojenna prowadzi działania we wszystkich środowiskach – morskim, lądowym i powietrznym.
Współczesna Marynarka Wojenna liczy 12,5 tysiąca marynarzy. Główne jej siły to: dwie fregaty rakietowe, jedna korweta, pięć okrętów podwodnych, pięć okrętów rakietowych, pięć okrętów transportowo-minowych, trzy niszczyciele min, kilkanaście trałowców, jednostki ratownicze i zabezpieczenia. Operują one z baz morskich w Gdyni i Świnoujściu, a także z portów w Helu i Kołobrzegu. Marynarka Wojenna dysponuje lotnictwem morskim operującym z lotnisk w Gdyni Babich Dołach, Darłowie i Siemirowicach, w tym także lotnictwem pokładowym startującym z pokładów fregat rakietowych. Komponent lotniczy Marynarki Wojennej to przede wszystkim samoloty patrolowo-rozpoznawcze, śmigłowce zwalczania okrętów podwodnych, ratownicze, a także lotnictwo transportowe. Wzdłuż polskiego wybrzeża rozlokowane są specjalistyczne jednostki brzegowe.
Obecnie Marynarka Wojenna przechodzi kolejne etapy unowocześniania floty zgodnie ze współczesnymi trendami i wyzwaniami, jakie stoją przed siłami morskimi. Okręty rakietowe typu „Orkan” zostały gruntownie zmodernizowane i wyposażone w nowoczesny system dowodzenia i kierowania uzbrojeniem oraz rakiety przeciwokrętowe RBS 15 Mk.II. W kolejnych latach trafią na nie jedne z najnowocześniejszych rakiet na świecie RBS 15 Mk. III. W trakcie modernizacji jest okręt wsparcia logistycznego ORP „Kontradmirał X. Czernicki”, który uzyska dodatkowe możliwości operowania w składzie sił obrony przeciwminowej. Budowana jest korweta wielozadaniowa, trwają także prace przygotowawcze do budowy nowych niszczycieli min. Unowocześniany jest również portowy system zabezpieczenia logistycznego, infrastruktura baz morskich oraz lotnisk.
Gazeta Wyborcza: Włosi ułożą migiem bałtycką rurę?
Andrzej Kublik 2008-06-24, ostatnia aktualizacja 2008-06-24 20:56
Nie ma jeszcze zgody na budowę gazociągu z Rosji do Niemiec, a inwestorzy już uzgodnili z włoskim koncernem Saipem, że zacznie on układać rurę na początku. W październiku państwa nad Morzem Bałtyckim dostaną od konsorcjum Nord Stream szczegółowy raport o ekologicznych skutkach budowy gazociągu, który to konsorcjum chce ułożyć z Rosji do Niemiec pod dnem Bałtyku. Raport będzie omawiany co najmniej przez rok, a przypomnijmy, że dotąd Szwecja, Finlandia i Estonia nie godziły się na inwestycję z obawy przed katastrofą ekologiczną. Jednak konsorcjum Nord Stream postępuje tak, jakby miało już wszystkie zgody w kieszeni. Układanie rury zacznie się w pierwszych miesiącach 2010 r. - przewiduje kontrakt podpisany wczoraj, dwa dni przed szczytem UE – Rosja. Lukratywne zlecenie o wartości ponad 1 mld euro dostała firma Saipem. Jej głównym akcjonariuszem jest włoski państwowy koncern paliwowy Eni, jeden z głównych partnerów Gazpromu w Europie Zachodniej. Włosi będą musieli pracować w stachanowskim tempie. Rurę o długości 1220 km mają ułożyć do połowy 2011 r., a całą robotę wykonać w niespełna półtora roku. Daje to średnio (po odliczeniu sztormowych dni, które uniemożliwią pracę) tempo około 3-4 km gazociągu na dobę, co prawdopodobnie byłoby rekordem świata. Już w 2011 r. Saipem ma w takim samym tempie rozpocząć układanie drugiej nitki gazociągu przez Bałtyk, aby ukończyć pracę w 2012 r. - Partnerzy projektu są przekonani, że gazociąg zostanie uruchomiony jesienią 2011 r. - powiedział wczoraj agencji Interfax Bernhard Reutersberg, prezes niemieckiego koncernu E.ON, który jest udziałowcem Nord Stream. Konsorcjum jest tak pewne, że rozpocznie inwestycję na początku 2010 r., że już w listopadzie zeszłego roku zamówiło na ten termin warte 1 mld euro rury do gazociągu od niemieckich stalowni Europipe. Rury przed ułożeniem pokryje betonem francuska firma EUPEC Pipecoatings, która za swoje usługi dostanie sowitą zapłatę 650 mln euro.
Kurier Szczeciński: Jachtem zbudowanym w Szczecinie w samotny rejs dookoła świata 2008-06-24 22:11:42
We wtorek kpt. Joanna Pajkowska wystartowała z Panamy w samotny rejs dookoła świata bez zawijania do portów. Warszawianka, która płynie na 8,5-metrowym jachcie „Mantra Asia” planuje powrócić do Panamy za ok. pół roku i poprawić polski rekord prędkości opłynięcia globu solo. Trasa rejsu, licząca ok. 30 tys. mil morskich, wiedzie przez Pacyfik, Cieśninę Torresa na północy Australii, Ocean Indyjski, wokół Przylądka Dobrej Nadziei i przez Atlantyk z powrotem do Panamy. Z polskich żeglarzy tylko dwóch opłynęło samotnie glob non-stop: urodzony w Radziszowie Henryk Jaskuła na „Darze Przemyśla” w 344 dni (1979/1980) oraz Tomasz Lewandowski z Iławy na „Luce” w 392 dni (2007/2008). Rok temu, na jachcie „Mantra Asia”, Pajkowska startowała w dwuosobowych, kobiecych regatach dookoła świata, wygrywając etap z Darwin w Australii do Salvadoru w Brazylii. Przed startem z Panamy powiedziała: - Wiem, że rejs wymagać będzie ode mnie dużo wysiłku, jako że żegluga, zwłaszcza samotna, na oceanach to zadanie nader wymagające. Jednak uważam, że rekord jest w moim zasięgu, gdyż aktualny wynosi 344 dni. Ustanowiony został w roku 1980 przez kpt. Henryka Jaskułę, na jachcie o parametrach i możliwościach daleko odbiegających od obecnych konstrukcji. - Ja planuję opłynięcie globu w ok. 6 miesięcy. Przez wiele lat nabrałam doświadczenia, na „liczniku” mam ponad 120 tysięcy mil morskich, z których wiele to żegluga w rejsach i regatach samotnych lub dwu-osobowych. W 2000 r. na 40-stopowym jachcie „Ntombifuti” zajęłam czwarte miejsce w klasie w najbardziej prestiżowych na świecie samotnych regatach transatlantyckich OSTAR. Za ten wyczyn otrzymałam Honorową Nagrodę Polskiego Związku Żeglarskiego Rejs Roku 2000 - dodała żeglarka. - W latach 1995-2002, mieszkając w Anglii, byłam członkiem załogi statku ratownictwa morskiego Salcombe Lifeboat, będąc jedną z nielicznych kobiet w załodze renomowanej brytyjskiej organizacji ratownictwa morskiego. Brałam udział w szeregu akcjach ratowniczych. Wart podkreślenia jest też fakt, że jacht na którym płynę zaprojektowany został w Polsce, przez konstruktora inż. Andrzeja Armińskiego, i wybudowany w jego stoczni w Szczecinie. Za projekt tej jednostki - Mantra28, otrzymał prestiżową nagrodę Konstruktor Roku 2007” - mówiła Pajkowska.(PAP)
TVN24.pl:Zabiła robaki i płynie dalej. NATASZA CABAN OPUSZCZA NAJNIEBEZPIECZNIEJSZĄ STOLICĘ ŚWIATA 11:36, 25.06.2008 /tvn24.pl
Natsza Caban dla tvn24.pl
Natasza Caban najmłodsza Polka, która chce opłynąć glob zaczyna kolejny etap rejsu. Gdy przypłynęła do Papui Nowej Gwinei na czołówkach gazet witały ją dwie odrąbane ręce: jedną mąż odrąbał siekierą żonie, drugą w starciu z porywaczami stracił czołowy polityk. Żeglarki nikt nie zabił - ona zabiła na jachcie karaluchy.
Zobacz infografikę "Pomimo tych wszystkich historii o zabijaniu ludzi przeżyłam. Wszystko jest tu bardzo drogie i jest mało warzyw. Czas spadać". Papua Nowa Gwinea to trzeci przystanek Nataszy w samotnym rejsie dookoła świata. Od kilku miesięcy jej domem jest "Tanasza Polska", niepozorny jacht, którym przemierza wody Atlantyku, Oceanu Indyjskiego i Pacyfiku. - Ta łódź udowodniła światu swoją dzielność - tłumaczy żeglarka. Na trasie wciąż przed nią Australia, Wyspy Kokosowe, Mauritis, RPA, Wyspa świętej Heleny, Wyspy Kanaryjskie i Panama.
Remont generalny
Gdy żeglarka czekała, aż skończy się na Oceanie Spokojnym sezon tajfunów, jej jacht przeszedł generalny remont. Papuascy przyjaciele pomogli pomalować dno, wyczyścić wał silnika i śrubę. Burty zmieniły kolor na czerwony. Na maszcie jest nowy kabel elektryczny i nowe światła nawigacyjne z diodami. - Mają ponoć żreć mniej energii - tłumaczy nam Natasza. Poprzednie światła szybko zużywały cały akmulator. Znajomi z mariny zorganizowali też dodatkowa kotwicę i naprawili odtwarzacz cd.
Turystów rzadko widuje się na ulicach
Port Moresby uznawany jest za najniebezpieczniejszą stolicę świata. - Wcale nie mnie to nie zadziwia. - mówi portalowi tvn24.pl Natasza Caban. - Podróżuje już od ponad 10 lat i nigdy czegoś takiego nie widziałam. Niedawno porywcze powiesili dwóch chińskich piekarzy. Kiedy znajomy Nataszy wybrał się na niedzielną przebieżkę, znalazł przy drodze trupa z roztrzaskaną głową. Ale furorę na wyspie robi inna historia: jeden z lokalnych bandytów przywiązał za szyję cztery osoby do haka swojego samochodu i przejechał triumfalnie przez miasto. Miasto zawdzięcza złą sławę bardzo częstym porwaniom dla okupu, nie tylko białych. W Papui Nowej Gwinei żyje ponad 800 plemion, które toczą miedzy sobą nieustanną walkę. Przeciętna płaca niewykwalifikowanych robotników to około 30 centów na godzinę. Wiele osób pracuje słabo zabezpieczonych kopalniach złota, srebra i miedzi.
Papuasi plują na czerwono
Większość mieszkańców wyspy ma czerwone zęby i spluwa czerwoną śliną. Tubylcy uwielbiają żuć orzechy rośliny nazywanej „buai”. Miesza się ją w ustach z korzeniem rośliny „daka” posypanym pyłem ze zmielonych muszli. Papka w konsystencji i kolorze przypomina krew. Proszek ze startych muszli pełni rolę zagęszczacza tego specjału. Tubylcy spluwają czerwoną cieczą dookoła, co sprawia upiorne wrażenie, tym bardziej, że ich zęby i usta stają się „krwiste”. W wersji oficjalnej papka ma działanie wzmacniające i gasi pragnienie. Znajomy lekarz Nataszy opowiada jednak, że substancja działa jak narkotyk, a częste jej żucie sprawia, że ludzie stają się bardzo agresywni. Prowadzone przez lekarza badania wykazały, że papka wywołuje w Papuasów raka jamy ustnej.
Eksterminacja karaluchów
Bezpośrednio przed wypłynięciem w kierunku Australii bardzo ważna sprawa: trzeba koniecznie zabić wszystkie robaki i owady. To dal żeglarzy jazda obowiązkowa. Choć na pierwszy rzut oka nie widać, by na jachcie, poza jego kapitanem w spódnicy, istniało jakieś życie, może ich być mnóstwo. Przepisy w Australii są tak restrykcyjne, że wielu żeglarzom zabroniono zatrzymać się w porcie, jeśli na pokładzie znaleziono choćby jednego insekta. boy//mat
Gazeta Wyborcza: Trzęsacz bez głównego zejścia na plażę
Marcin Górka 2008-06-24, ostatnia aktualizacja 2008-06-24 19:59
Turyści nie mogą dostać się na plażę głównym zejściem koło ruin kościółka w Trzęsaczu. Kolejnemu opóźnieniu budowy nowych schodów z tarasem widokowym winien jest "odpływający" klif. - Trzeba było poczekać, aż przyroda się uspokoi. Dopiero niedawno firma wykonawcza mogła powrócić na budowę - mówi wójt gminy Rewal Robert Skraburski. Chodzi o główne zejście na plażę w Trzęsaczu, tuż przy ruinach kościoła - słynnej turystycznej atrakcji rewalskiego wybrzeża. Przedłużeniem wiodącej nad morze uliczki wypełnionej kafejkami i straganami miały być schody z tarasem widokowym, z którego można obserwować ostatnią zachowaną ścianę gotyckiego kościółka, plażę i morze. Sam taras ma kosztować 2,5 mln zł. Kolejne dwa miliony to pieniądze, które gmina wydała na umocnienie klifu, na którym stoją zabytkowe ruiny. Budowa trwa już ponad dwa lata. Zejście miało być gotowe najpierw w ubiegłe wakacje, potem w kwietniu tego roku. Nie można z niego korzystać do dziś. Żeby dostać się na plażę, turyści muszą przemierzyć dodatkowe kilkaset metrów, do bocznego zejścia. Z powodu poślizgu inwestycji tracą miejscowi handlowcy i sama gmina Rewal. - Opóźnienie pojawiło się na kilku etapach tej inwestycji - wyjaśnia wójt Skraburski. - Najpierw na etapie planistycznym. Ze względu na ruchome klify ta budowa jest na tyle skomplikowana, że projekty były kilka razy poprawiane. Drugi poślizg był już w tym roku. Wójt informuje, że klify zaczęły "odpływać" [tj. osypywać się, wskutek podmywania - przyp. red.], co spowodowało zagrożenie całej budowy. Kiedy nowe zejście będzie oddane do użytku? Robert Skraburski zapewnia, że jeszcze w te wakacje. - Otworzymy je na koniec lipca - zapowiada. - Potem, w drugim etapie, rozpoczniemy budowę windy dla niepełnosprawnych i rodziców z wózkami, umożliwiającej zjazd na plażę.
2008-06-26 Czwartek
Gazeta Wyborcza: Ratunkowy mejl do Brukseli w sprawie stoczni
akr, nik 2008-06-26, ostatnia aktualizacja 2008-06-26 19:14
Tylko Mostostal Chojnice dostarczył na czas do Ministerstwa Skarbu Państwa plan restrukturyzacji Stoczni Szczecińskiej Nowa. Tylko Mostostal Chojnice dostarczył na czas do Ministerstwa Skarbu Państwa plan restrukturyzacji Stoczni Szczecińskiej Nowa. Nie wiadomo na razie, dlaczego nie zrobił tego drugi zainteresowany stocznią inwestor - norweska stocznia Ulstein. - Resort skarbu przekaże w czwartek drogą elektroniczną Komisji Europejskiej programy restrukturyzacji polskich stoczni - zapewnił na czwartkowej konferencji prasowej minister skarbu Aleksander Grad. Posłużenie się mejlem było jedynym sposobem, by wymagane przez Brukselę dokumenty dotarły na czas. W czwartek o północy upływał bowiem ostateczny termin, jaki KE wyznaczyła na ich dostarczenie. Grad zaapelował także do unijnej komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes o szybką ocenę programów restrukturyzacyjnych dla polskich stoczni. Pozwoli to - jego zdaniem - szybko sfinalizować umowy prywatyzacyjne.
Gazeta Wyborcza: Stocznie w Brukseli
Konrad Niklewicz 2008-06-26, ostatnia aktualizacja 2008-06-26 20:08
Minister skarbu przesłał wczoraj do Komisji Europejskiej plany restrukturyzacji i prywatyzacji polskich stoczni. Teraz losy zakładów są już tylko w rękach unijnych urzędników. Minister Aleksander Grad wysłał trzy plany restrukturyzacyjne: jeden dla stoczni szczecińskiej, dwa dla stoczni gdyńskiej. Plan dla Szczecina przewiduje, że inwestorem w stoczni byłaby spółka Mostostal Chojnice, potencjalnie we współpracy z norweską stocznią Ulstein Verft. Mostostal budowałby w Szczecinie wielkogabarytowe konstrukcje stalowe, a Ulstein - statki specjalistyczne. Gdynią zainteresowanych jest dwóch inwestorów. Pierwszy z nich to ukraiński ISD, który napisał wspólny plan restrukturyzacji dla stoczni gdyńskiej oraz stoczni gdańskiej, której jest właścicielem. Drugi potencjalny inwestor dla Gdyni to Polish Shipbuilding Company (PSC), spółka kontrolowana przez Janusza Barana. Grad nie ukrywał, że faworyzuje plan, który przygotowali Ukraińcy. - Zdecydowanie opowiadam się za tym, żeby stocznie w Gdańsku i Gdyni były razem - powiedział "Gazecie". - Wielkim błędem było to, że doszło do ich rozdarcia. Ale nie potrafił precyzyjnie odpowiedzieć, co się stanie, jeśli Komisja lepiej oceni plan PSC. Bo w takim scenariuszu Ukraińcy byliby w tarapatach. Komisja domaga się, by także Stocznia Gdańsk miała swój plan restrukturyzacji. A takiego planu - odrębnie napisanego - ISD nie ma. Fakt przesłania wczoraj planów restrukturyzacyjnych do Brukseli nie oznacza jeszcze, że stocznie są uratowane. KE musi teraz ocenić, czy te plany spełniają wymogi, które postawiła. Po pierwsze, nowi inwestorzy muszą zagwarantować, że stocznie staną się trwale rentowne. Po drugie, stocznie muszą zredukować moce produkcyjne - bo taką "karę" przewiduje unijne prawo dla spółek, które dostają pomoc publiczną. Po trzecie, dalsza naprawa spółek musi być finansowana z prywatnych pieniędzy. Jeśli Komisja uzna, że plany nie spełniają choćby jednego z tych warunków - wyda katastrofalną w skutkach decyzję o nakazie zwrotu pomocy publicznej, jaką stocznie dostały od 1 maja 2004 r. A że w grę wchodzi nawet 5 mld zł, taka decyzja doprowadziłaby do bankructwa stoczni. Grad nie chciał ujawnić wczoraj szczegółów planów, zasłaniając się tajemnicą handlową. Zapewnił, że propozycje złożone przez inwestorów są takie, jakich oczekiwała Bruksela. - Oczekiwania Komisji, aby ograniczyć moce produkcyjne stoczni do 400 tys. GTC [stoczniowa jednostka miary, określająca wielkość produkcji statków - red.] będą spełnione. Spełniony będzie warunek zamknięcia trzech pochylni w stoczniach oraz warunek 320 mln euro wkładu własnego ze strony inwestorów - powiedział Grad. Przyznał jednocześnie, że nadal nie ustalono, czy Skarb Państwa będzie mógł wziąć na siebie część zobowiązań publiczno-prawnych, jakie wiszą nad stoczniami. To byłaby dodatkowa pomoc publiczna. Grad nie ukrywał satysfakcji z tego, że udało mu się dotrzymać terminu: - Nikt nie wierzył, że w ciągu 5 miesięcy uda się nadrobić czteroletnie zaniedbania w przemyśle stoczniowym, a szczególnie w procesach jego prywatyzacji i restrukturyzacji. Późnym popołudniem Bruksela potwierdziła, że dostała plany emailem. Ale nie poinformowała, kiedy ogłosi, czy dokumenty ją satysfakcjonują.
Dziennik : Grad: Kaczyński będzie czerwony ze wstydu czwartek 26 czerwca 2008 12:05
Tego na Wiejskiej dawno nie było. Wszyscy posłowie byli za uchwałą, wzywającą Komisję Europejską do przedłużenia okresu, w którym polski rząd ma sprywatyzować stocznie. Ale potem było już jak zwykle - minister skarbu, Aleksander Grad, przyganiał byłemu premierowi, a poseł Kurski ministrowi. O podjęcie specjalnej uchwały w sprawie polskich stoczni wnioskował klub Lewicy. Za chwilę na mównicę wyszła posłanka PiS Aleksandra Natalli-Świat i zapowiedziała, że wniosek poprze. Wtedy było już wiadomo, że cały Sejm będzie za.
W uchwale posłowie zaapelowali do Komisji Europejskiej o przedłużenie czasu, jaki ma polski rząd na sprywatyzowanie i restrukturyzację stoczni. Ma to uchronić je przed upadkiem. Ale atmosfera popsuła się tuż po głosowaniu. Minister skarbu Aleksander Grad, który wyszedł na mównicę, by podziękować za przyjęcie uchwały, zapowiedział, że poprosi marszałka Sejmu, aby w lipcu odbyła się debata na temat prywatyzacji polskich stoczni i tego, co działo się w tej sprawie w ciągu ostatnich czterech lat.
"Jestem pewien, że wiele osób na sali, w tym nieobecny pan premier Jarosław Kaczyński, będzie czerwonych ze wstydu" - powiedział Grad.
Nie trzeba było długo czekać na ripostę. Jacek Kurski z PiS przypomniał, że uchwała poparcia dla działań rządu w sprawie stoczni miała połączyć posłów ponad podziałami. "Zamiast gestu wspólnego wsparcia, działania wspólnie ponad partyjnymi podziałami, pan minister Grad wykorzystał tę mównicę do zepsucia efektu tej uchwały i do walki politycznej w momencie, kiedy trzeba się jednoczyć" - powiedział Kurski.
Komisja Europejska zakwestionowała dwa tygodnie temu przedstawiony przez ministra skarbu plan ratowania stoczni Gdańsk i Gdynia. Do dziś Polska miała czas, aby przesłać poprawiony program restrukturyzacji obu zakładów, a także stoczni Szczecin. Minister Grad zapowiedział w Sejmie, że jeszcze dziś przekaże Komisji Europejskiej plan restrukturyzacji Stoczni Szczecińskiej, plan połączenia stoczni w Gdyni i Gdańsku oraz plan restrukturyzacji stoczni w Gdyni. W Brukseli demonstrowali wczoraj stoczniowcy, którzy oczekują, że Komisja wstrzyma się z decyzją o zwrocie pomocy, jaką stocznie dostały od 2004 roku.
Dziennik: Bruksela zlekceważyła polski Sejm czwartek 26 czerwca 2008 13:46
Nic nie dała specjalna uchwała, którą przyjął polski Sejm. Na Komisji Europejskiej żadnego wrażenia nie zrobiło to, że posłowie wznieśli się ponad polityczne podziały, by ratować polskie stocznie. Nic z tego. "Nie damy więcej czasu na prywatyzację zakładów" - mówi twardo rzecznik Komisji. "My już działamy w doliczonym czasie" - mówił Jonathan Todd. Rzecznik komisji dodał, że nikt nie poinformował jej o uchwale polskiego Sejmu. Ale i tak decyzja w sprawie zwrotu przez polskie stocznie gigantycznych pieniędzy przeznaczonych na pomoc zależy od dokumentów, które do północy mają trafić do Brukseli. Komisja Europejska zakwestionowała dwa tygodnie temu przedstawiony przez ministra skarbu plan ratowania stoczni Gdańsk i Gdynia. Dziś ma trafić do Brukseli poprawiony program restrukturyzacji obu zakładów, a także stoczni Szczecin. Jeśli się nie spodoba, zakłady będą musiały zwrócić pieniądze wpompowane w ich restrukturyzację - 5,5 miliarda złotych. Komisja żąda też, by najpóźniej do 15 lipca były podpisane umowy prywatyzacyjne stoczni w Gdyni i Szczecinie. Sprawa stoczni zjednoczyła polskich posłów. Wszyscy byli za uchwałą, wzywającą Komisję Europejską do przedłużenia okresu, w którym polski rząd ma sprywatyzować stocznie. W Brukseli demonstrowali wczoraj stoczniowcy, którzy oczekują, że Komisja wstrzyma się z decyzją o zwrocie pomocy, jaką stocznie dostały od 2004 roku.
Dziennik: Bruksela dostała plany restrukturyzacji stoczni. Termin upływał o północy
czwartek 26 czerwca 2008 18:27
Mieli czas do północy, zdążyli kilka godzin przed czasem. Minister Grad kliknął "wyślij" i Komisja Europejska otrzymała programy restrukturyzacji stoczni: Gdańsk, Gdynia i Szczecin. Dzisiaj upływał ostateczny termin wyznaczony przez Brukselę. Ale Komisja na plany może się nie zgodzić. To oznaczałoby upadłość stoczni. To gra o bardzo wysoką stawkę. Gdyby Polska nie dostarczyła Brukseli planów restrukturyzacji, stocznie by upadły. Musiałyby zwrócić 5 miliardów złotych publicznej pomocy, którą dostały od rządu. To byłby dla nich wyrok śmierci. Dostarczenie planów restrukturyzacji to jednak dopiero połowa sukcesu. Komisja Europejska musi je jeszcze zaakceptować. Plany obejmują trzy stocznie: Gdańsk, Gdynia i Szczecin. Unia stawiała trudne warunki: zapewnienie długoterminowej rentowności stoczni, redukcja mocy produkcyjnych, która będzie rekompensatą za udzieloną pomoc oraz sfinansowanie restrukturyzacji. Decyzję, czy polskie plany są je w stanie spełnić, Komisja podejmie w ciągu kilku tygodni. Jaka przyszłość może czekać stocznie? Do ministra Skarbu Aleksandra Grada wpłynęły trzy oferty w ich sprawie. Prywatyzacją stoczni Szczecin jest zainteresowana firma z Pomorza - Mostostal Chojnice. Stocznię Gdynia chce kupić Janusz Baran, właściciel stoczni Maritim Shipyard w Gdańsku. Natomiast połączenia stoczni Gdynia i Gdańsk chce ukraiński inwestor ISD. To obecny właściciel stoczni Gdańsk. Czas mocno goni Polskę, bo poprzednie rządy unikały decyzji w sprawie stoczni. Posłowie chcieli dzisiaj dać trochę więcej czasu rządowi. Przyjęli wniosek do Komisji, by przedłużyć ostateczny termin na zakończenia restrukturyzacji przedsiębiorstw. To jednak spotkało się z ostrą odpowiedzią rzecznika Komisji Jonathana Todda. "Polskie władze niestety nie dochowały już w przeszłości własnych zobowiązań w sprawie stoczni. Z tego powodu Komisja Europejska nie może dać Polsce dodatkowego czasu" - mówił Todd. "Już teraz jest dodatkowy czas" – podkreślił. Dlatego rząd ma bardzo mało czasu na negocjacje z inwestorami zainteresowanymi prywatyzacją stoczni. Do 15 lipca musi podpisać umowy. To niecałe trzy tygodnie na doprowadznie do finału bardzo trudnych rozmów. PW
Puls Biznesu: MSP przekazało KE trzy programy restrukturyzacyjne dla stoczni
PAP 26.06.2008 18:32
W czwartek po południu minister skarbu Aleksander Grad przesłał drogą elektroniczną do Komisji Europejskiej (KE) trzy programy restrukturyzacyjne dla stoczni: Gdańsk, Gdynia i Szczecin. "Mam bardzo dobrą wiadomość dla naszych stoczniowców, Wybrzeża, polskiej gospodarki i dla nas samych. Dzisiaj przekazujemy do Komisji Europejskiej trzy programy restrukturyzacyjne dla stoczni: Gdańsk, Gdynia i Szczecin" - mówił w czwartek na konferencji prasowej minister skarbu. "Nikt nie wierzył, że w ciągu 5 miesięcy naszemu rządowi, Ministerstwu Skarbu Państwa i mnie osobiście uda się nadrobić czteroletnie zaniedbania w przemyśle stoczniowym, a szczególnie w procesach jego prywatyzacji i restrukturyzacji" - dodał Grad.
Wyraził nadzieję, że KE przyjmie programy, które - jak podkreślił - zostały przygotowane przez samych inwestorów.
Pierwszy z nich dotyczy restrukturyzacji stoczni Gdańsk i Gdynia przez ukraińską firmę ISD (właściciela stoczni Gdańsk). "Jest to program najbardziej optymalny dla tych dwóch stoczni" - uważa minister. Program ten spełnia żądanie KE m.in. o ograniczeniu mocy produkcyjnych do 400 tys. CGT i likwidacji trzech pochylni. Ponadto spełnione jest także wymaganie o minimalnym udziale kapitału własnego inwestora, czyli 320 mln euro. "Wielkim błędem było to, że doszło do rozdarcia dwóch stoczni (Gdynia i Gdańsk - PAP) jako organizmu gospodarczego. Obecne kłopoty tych dwóch zakładów wynikają m.in. z nieprzemyślanych decyzji gospodarczych, biznesowych, podyktowanych tylko i wyłącznie względami politycznymi" - powiedział Grad. Poinformował, że firma z Pomorza Mostostal Chojnice przygotowała plan restrukturyzacji stoczni Szczecin, a Polish Shipbuilding Company - stoczni Gdynia. Inwestorzy zaproponowali, aby zobowiązania publiczno-prawne trzech stoczni (podatkowe oraz wobec ZUS-u), które nie mogą być umorzone zgodnie z polskim prawem, zostały pokryte w części przez Skarb Państwa. "Ta sprawa jest otwarta; chcemy, żeby ona była ostatecznie przesądzona w toku oceny tych programów i rozmów trójstronnych: Komisja Europejska, inwestor, Skarb Państwa" – powiedział. Zdaniem ministra, programy "wychodzą naprzeciw oczekiwaniom" KE, czyli zakładają ograniczenie mocy produkcyjnych, likwidację pochylni, zaangażowanie kapitału własnego inwestora, a także trwałą rentowność zakładów. Grad poinformował, że w pismach do KE prosi o szybką ocenę programów. Podkreślił, że to pozwoli, przy pozytywnej ocenie KE, sfinalizować i przygotować umowy prywatyzacyjne dla stoczni Gdynia i Szczecin. Dodał, że muszą być one gotowe na 15 lipca br.
"Wolałbym, żebyśmy mieli trochę dłuższy termin na ich negocjacje. Jeżeli nie uzyskamy tego, to wywiążemy się z terminu" – zapewnił. Zapowiedział, że umowy prywatyzacyjne zakładów będą jawne. Ponadto inwestorzy będą musieli zgodzić się w umowach na podział zysków ze Skarbem Państwa, jeżeli będą one wyższe niż przewidują programy restrukturyzacyjne. Grad mówił o zaniedbaniach w sektorze stoczniowym. "Przygotowujemy +czarną księgę+ prywatyzacji. Z tej księgi mogą wynikać - a jestem przekonany, że będą wynikały - wnioski, będące podstawą wystąpienia do Trybunału Stanu, prokuratury. Za tymi zaniedbaniami stoi: taki czy inny minister, wiceminister, takie czy inne zarządy spółek, niektórzy kontrahenci tych stoczni. Za to ktoś musi ponieść odpowiedzialność i poniesie. Niektórzy politycy powinni być ukarani nie za to, że coś robili i się pomylili, ale za to, że niczego nie zrobili - za zaniechania" – podkreślił. "Będę chciał zrobić to jak najszybciej. Być może zdążymy zrobić to do końca lipca" - poinformował minister w czwartek wieczorem na antenie TVN24. Jeżeli KE nie zaakceptuje planów restrukturyzacyjnych, stoczniom grozi zwrot pomocy publicznej, szacowanej na ok. 5 mld zł. Konieczność zwrotu wsparcia przyznanego przez rząd od 2004 roku polskim zakładom może oznaczać ich upadłość. W czwartek rzecznik KE ds. konkurencji Jonathan Todd powiedział, że Komisja Europejska nie da Polsce więcej czasu na przeprowadzenie prywatyzacji i restrukturyzacji polskich stoczni.
Kurier Szczeciński: Program ostatniej szansy 2008-06-26 21:44:49
Trzy programy restrukturyzacyjne, w tym jeden dotyczący stoczni szczecińskiej, zostały wczoraj, tuż przed upływem ostatecznego terminu, przekazane przez rząd Komisji Europejskiej. Jeśli zostaną przez nią zaakceptowane, zakład będzie miał szansę na prywatyzację i przetrwanie. Czwartek był ostatnim dniem, w którym polski rząd mógł przekazać Komisji Europejskiej programy restrukturyzacji stoczni. Gdyby się z tego nie wywiązał, komisja wydałaby decyzję nakazującą zakładom oddanie udzielonej im przez rząd pomocy publicznej, którą szacuje na około 5 mld zł. W praktyce oznaczałoby to ich upadek.
Informację o przesłaniu drogą elektroniczna do Brukseli programów restrukturyzacyjnych stoczni w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie minister skarbu Aleksander Grad ogłosił wczoraj na konferencji prasowej.
- Nikt nie wierzył, że w ciągu 5 miesięcy naszemu rządowi, Ministerstwu Skarbu Państwa i mnie osobiście uda się nadrobić czteroletnie zaniedbania w przemyśle stoczniowym, a szczególnie w procesach jego prywatyzacji i restrukturyzacji – mówił minister.
Ocenił on, że wszystkie programy spełniają oczekiwania KE, zakładające m.in. zapewnienie stoczniom trwałej rentowności, ograniczenie mocy produkcyjnej jako rekompensaty za udzieloną pomoc oraz zaangażowanie kapitału własnego kupujących. Inwestorzy zaproponowali jednak, żeby zobowiązania stoczni podatkowe i wobec ZUS-u, które nie mogą być umorzone zgodnie z polskim prawem, zostały pokryte w części przez Skarb Państwa.
Grad zapowiedział, że umowy prywatyzacyjne zakładów będą jawne. Będą oni musieli się też zgodzić w nich na podział zysków ze Skarbem Państwa, gdyby były one wyższe niż przewidują programy restrukturyzacyjne.
Program dotyczący Stoczni Gdańskiej i Gdynia przygotowała ukraińska firma ISD (właściciel Stoczni Gdańsk). Oddzielny program dla Gdyni złożył Polish Shipbuilding Company.
- W przypadku Szczecina jest to program przygotowany przez Mostostal Chojnice – poinformował nas Maciej Wewiór, rzecznik prasowy MSP. - Dopuszcza on jednak możliwość współpracy z norweską stocznią Ulstein Verft. Myślę, że odpowiedzi KE można spodziewać się szybko, gdyż będzie jej zależeć na czasie. Zaczynają się wakacje, więc jeśli nie teraz, to do sprawy będzie można wrócić dopiero we wrześniu – ocenia rzecznik.
Wczoraj Sejm przez aklamację przyjął uchwałę w sprawie przedłużenia terminu prywatyzacji polskich stoczni. Tego samego dzień wcześniej domagali się protestujący w Brukseli związkowcy. Wszelkie nadzieje rozwiał jednak rzecznik KE ds. konkurencji Jonathan Todd.
- Polskie władze niestety nie dochowały już w przeszłości własnych zobowiązań w sprawie stoczni. Z tego powodu Komisja Europejska nie może dać Polsce dodatkowego czasu – stwierdził rzecznik.
Dodał, że czas wydania decyzji będzie w dużej mierze zależał od zawartości programów. Jeśli zostaną one ocenione negatywnie, komisja wyda decyzję w ciągu kilku tygodni. Gdyby uznała, że plany spełniają stawiane przez KE warunki, podjęcie decyzji może potrwać dłużej. Zgodnie z wymaganiami KE, umowa prywatyzacyjna z przyszłym inwestorem powinna zostać podpisana do 15 lipca. Związkowcy ze Stoczni Szczecińskiej Nowej są zaniepokojeni tym, że komisja nie zgodziła się na przesunięcie ostatecznego terminu prywatyzacji. - Na pewno nie polepsza to naszej sytuacji – ocenia Jacek Kantor, przewodniczący Solidarności '80 SSN. - Tak krótki czas na przeprowadzenie tak skomplikowanej operacji może przynieść sporo błędów i niedoróbek. Trudno byłoby w nim sprzedać dom, a co dopiero mówić o sprzedaży tak dużego zakładu. Dobrze, że przygotowania do sprzedaży stoczni trwają już od dłuższego czasu. Nie wiadomo tylko, czy inwestor będzie w stanie spełnić warunki stawiane przez KE, zwłaszcza te dotyczące finansowego zaangażowania w restrukturyzację zakładu – uważa związkowiec. Kubera, (PAP)
Kurier Szczeciński: Niepolski olbrzym "APL Poland" 2008-06-26 21:16:11
Kolejny wielki kontenerowiec nosi imię związane z naszym krajem. Niedawno pisaliśmy o chrzcie w Rotterdamie statku „Maersk Stepnica” dla armatora zagranicznego. Tymczasem już drugi rejs zrobił inny wielki pojemnikowiec - „APL Poland”. Poinformował o tym www.portalmorski.pl.
Wybudowana w marcu w Japonii jednostka może zabrać do 8100 kontenerów 20-stopowych i pływa w serwisie South China Express. Statek zawija do wielkich portów azjatyckich a w Europie do Thamesport (k. Londynu), Zeebrugge oraz Hamburga i Rotterdamu. W Hamburgu np. jednostka odbiera kontenery od mniejszych statków, które dowożą je z peryferyjnych portów. Za pośrednictwem tego giganta pojemniki z towarami trafiają między innymi z i do Polski. Statek mierzy aż 316 metrów i należy do japońskiego armatora MOL. Nazwę na "APL Poland" zmienił, gdy wyczarterowała go amerykańska firma APL. ”Imię "APL Poland" postanowiono nadać jednemu z największych statków we flocie APL dla podkreślenia znaczącej roli Polski, jako kraju o jednej z najszybciej rozwijających się gospodarek europejskich” - zauważa Portal Morski. Portal dodaje jednak, że z informacji jakie uzyskał wynika, iż na chrzcie statku lub uroczystości przekazania do eksploatacji nie było żadnych oficjalnych przedstawicieli z naszego kraju.
Głos Szczeciński: Świnoujście > Przypłyną największe żaglowce świata 26 czerwca 2008 - 7:45
To już pewne. W sierpniu do portu przypłyną jedne z największych żaglowców świata. M.in. rosyjskie Sedov i Kruzensztern.Zlot żaglowców nazywać się będzie Świnoujście Sail. Jutro prezydent miasta Janusz Żmurkiewicz podpisze list intencyjny z organizatorem Baltic Sail Associotion. Tym samym Świnoujście dołączy do członków BSA miast: Karlskrona, Lubeka, Rostock, Travemünde, Kłajpeda, Halstad, Helsingore i Gdańska.
Celem związku jest promowanie żeglarstwa w rejonie Morza Bałtyckiego. W tym celu w miastach-członkach co roku odbywają się zloty żaglowców. Impreza podobna jest do Tall Ships' Races, które w ubiegłym roku odbył się w Szczecinie.
- Wiemy, że Szczecin też próbował dołączyć do Baltic Sail Associotion, ale bez skutku - mówi Robert Karelus ze świnoujskiego magistratu. - Nam się udało!
Dokładnej daty Świnoujście Sail jeszcze nie ustalono. Będzie ona wynikać z kalendarza imprez w pozostałych portach.
- W tym roku będzie to prawdopodobnie w połowie sierpnia. Potrwa 3-4 dni - dodaje Robert Karelus. - W kolejnych latach chcielibyśmy, aby zlot trwał dłużej. Na przykład 9 dni.ha
Głos Szczeciński: Świnoujście > Promowe identyfikatory tylko dla nielicznych 25 czerwca 2008 - 19:15
Jeśli jutro radni poprą pomysł prezydenta, to po wakacjach na przeprawie promowej w centrum dotychczasowe identyfikatory stracą ważność. Specjalnych znaczków naklejonych na szybę nie będą potrzebowali kierowcy, których rejestracje samochodów zaczynają się na ZSW. Mieszkańcy miasta, którzy jeżdżą autami na obcych rejestracjach będą musieli wykupić nowe identyfikatory. - Będą lepiej zabezpieczone, niż te obecne - mówi Robert Karelus z urzędu miasta. - Będą miały dwa hologramy. Na jednym będzie niejako fabrycznie wpisany numer rejestracyjny samochodu. Bardzo trudno to będzie podrobić.Nowy znaczek będzie kosztował 10 złotych. Odpowiednią uchwałę w tej sprawie radni mają jutro głosować na sesji. Od jej przyjęcia zależy, kiedy zmiany wejdą w życie. Ale z pewnością nie będzie to szybciej niż po wakacjach. Pozostałe zasady korzystania z obu przepraw nie ulegają zmianie. Kierowcy spoza Świnoujścia będą kierowani na przeprawę "Karsibór". W centrum będą mogli się przeprawić tylko w weekendy (w piątek od godz. 17 do poniedziałku do 4 rano) oraz wtedy, gdy "Karsibory" nie będą kursowały. Ha
Dziennik Bałtycki: Nowy biurowiec przy Janka Wiśniewskiego w Gdyni
Pięciokondygnacyjny, nowoczesny budynek oddał w środę do użytku Zarząd Morskiego Portu Gdynia SA. Budowa biurowca przy ul. Janka Wiśniewskiego kosztowała 20 mln zł. Budynek będzie służył partnerom biznesowym portu. Znalazło się w nim miejsce dla biur Bałtyckiego Terminalu Kontenerowego - mówi Janusz Jarosiński, prezes Zarządu Morskiego Portu Gdynia SA. - W nowym budynku siedziby mają także liczne firmy spedycyjne. Nie przenieśliśmy natomiast siedziby zarządu portu. Nadal stacjonujemy przy ulicy Rotterdamskiej. Budowa biurowca o powierzchni 5 tys. m kw. rozpoczęła się pod koniec kwietnia ubiegłego roku. - Można więc powiedzieć, że prace udało się zrealizować bardzo szybko - cieszy się Janusz Jarosiński. Nowy biurowiec to jedna z kilku wielkich inwestycji ZMPG, które mają doprowadzić do dynamicznego rozwoju firmy. W wieloletnim planie inwestycyjnym portu wpisano gigantyczną kwotę około miliarda złotych. Port planuje budowę między innymi nowego terminalu promowo-pasażerskiego na nabrzeżu Polskim i Fińskim. Jest niemal pewne, że inwestycja uzyska dofinansowanie Unii Europejskiej. Konieczność jej realizacji zaakceptowało Ministerstwo Rozwoju Regionalnego. Kolejne portowe inwestycje to rozbudowa terminalu ro-ro, pogłębianie kanałów portowych, nowa rampa w basenie V i budowa centrum logistycznego. (sz) - POLSKA Dziennik Bałtycki
oficynamorska.pl: W MTG po raz dziesiąty Bałtyckie Targi Militarne SAFETY
Wpisał: Cezary 26.06.2008.
W środę 25 czerwca br. na terenie Międzynarodowych Targów Gdańskich rozpoczęły się trwające do 27 tego miesiąca zorganizowane po raz dziesiąty - a więc o cechach jubileuszu - Bałtyckie Targi Militarne SAFETY 10. – z towarzyszącymi im też dziesiątymi Targami Ratownictwa, Bezpieczeństwa oraz Ochrony Osób i Obiektów. Honorowy Patronat nad tymi targami objął minister obrony narodowej Bogdan Klich. Bierze w nich udział ponad stu trzydziestu wystawców z jedenastu krajów.
Tradycyjnie już targi te są ściśle związane z morzem i jego wybrzeżem, a ich głównym celem jest prezentacja najnowocześniejszych rozwiązań logistycznych i sprzętowych służących obronności, bezpieczeństwu, ratownictwu na morzu i wybrzeżu. Są one jedyną taką imprezą targową w Polsce, zaś dedykowane są Marynarce Wojennej, Wojskom Specjalnym, Straży Granicznej, Policji, Państwowej Straży Pożarnej, a także służbom ratownictwa morskiego i lądowego.
Zwiedzający te targi mogą bliżej przyjrzeć się ofercie takich międzynarodowych korporacji, jak Atlas Elektronik, Konsgsberg, Imtech, MTU, SAAB AB, Thales, Systems Sunlight S.A., Raytheon, natomiast z krajowych na pewno zainteresowanie wzbudzi oferta firm m.in. Bumaru, Centrum Techniki Morskiej, Stoczni Marynarki Wojennej, Grupy Remontowa S.A., Radwaru, Radmoru, Przemysłowego Instytutu Telekomunikacji, Politechniki Gdańskiej, Wojskowej Akademii Technicznej, Akademii Marynarki Wojennej, czy Polskiej Izby Producentów na Rzecz Obronności Kraju.
W trakcie trwania tych targów, podobnie jak w latach poprzednich, odbywać się będzie sporo specjalistycznych konferencji i seminariów, by tylko wspomnieć o II Międzynarodowej Konferencji ALERT 2008, V. Międzynarodowej Konferencji „Perspektywy i rozwój systemów ratownictwa, bezpieczeństwa i obronności w XXI wieku”, Konferencji pn. „Perspektywy rozwoju polskiego przemysłu obronnego”, z seminariów - np. seminarium „Bezpieczeństwo ruchu drogowego”. Przewidziano nadto - w trzecim dniu targów - Krajową Konferencję Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego”, nad którą Honorowy Patronat objął wicepremier, minister spraw wewnętrznych i administracji, Grzegorz Schetyna. Organizatorzy zadbali też o liczne prezentacje i pokazy, a wśród nich: pokaz akcji ratowniczych z pokazem sprzętu ratownictwa drogowego, pokaz bezzałogowego pojazdu latającego, pokaz sprawności bojowej Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego Policji w Gdańsku, z prezentacji m.in. „Systemy hydrolokacyjne”, „Morskie cele pozorne”.
W programie tej imprezy targowej są i konsultacje, porady, doradztwo specjalistów. Dodajmy, że przez wszystkie dni targowe Krajowe Stowarzyszenie Ochrony Informacji Niejawnych oraz Międzynarodowe Stowarzyszenie Oficerów Rezerwy Wojska Polskiego będzie udzielać na swoim stoisku porad i konsultacji. Również tradycyjnie targom tym towarzyszy Wystawa Modelarstwa Okrętowego. Wstęp na targi jest bezpłatny, ale po uprzednim zarejestrowaniu się w Biurze Rejestracji Gości, które mieści się w halach nr 3 i 4. (Seh)
Dziennik Bałtycki: Księżniczka przy nabrzeżu
288-metrowy "Crown Princess", bandery Bermudów - jeden z największych statków wycieczkowych, jakie w tym sezonie odwiedzają gdyński port - przypłynie po raz czwarty. Dwuletnią jednostkę, która na pokład zabiera 3070 pasażerów i 1200 członków załogi, oglądać można dziś w godz. 9-18 przy nabrzeżu Francuskim. Do września statek odwiedzi nas jeszcze siedmiokrotnie. bj - POLSKA Dziennik Bałtycki
2008-06-27 Piątek
Dziennik Bałtycki: Plan prywatyzacji stoczni trafił do Brukseli
Aleksander Grad, minister skarbu państwa, przesłał wczoraj do Brukseli plan restrukturyzacji polskiego przemysłu stoczniowego. Tym samym wywiązał się z terminu, jaki narzucili Polsce komisarze z Unii Europejskiej. Czas na przesłanie programu prywatyzacji Stoczni Gdynia i Stoczni Novej ze Szczecina upływał wczoraj o godz. 24. Gdyby minister nie wywiązał się z terminu, Unia nakazałaby zwrot pomocy publicznej przyznanej stoczniom i wynoszącej 5 mld zł. Emocji w ministerstwie jednak nie brakowało. Komplet dokumentów od inwestora wpłynął dopiero o godz. 16. - Na to, czy Unia Europejska zaakceptuje plan restrukturyzacji polskich stoczni musimy poczekać kilka dni - mówi Maciej Wewiór, rzecznik prasowy Ministerstwa Skarbu Państwa. - Jestem jednak przekonany, że tak się stanie, ponieważ plan uwzględnia zalecenia wystosowane przez komisarzy unijnych.
Plan ministra Grada polega na ponownym połączeniu Stoczni Gdynia i Stoczni Gdańsk w jedno przedsiębiorstwo, którego właścicielem będzie firma ISD. Plan zawiera też ograniczenie mocy produkcyjnych firm. W Stoczni Gdańsk miałyby zostać zamknięte trzy pochylnie, ale za to w Stoczni Gdynia - eksploatowany mały suchy dok. W Gdańsku będą produkowane części statków, które drogą morska mają być transportowane do Gdyni. Firma ISD zamierza też uruchomić na terenie obu stoczni produkcję platform i wież wiertniczych. Wczoraj rano Sejm przyjął uchwałę, wydłużającą termin prywatyzacji polskich stoczni. Posłowie zaapelowali w niej do Komisji Europejskiej o przedłużenie okresu, w którym rząd przeprowadzi proces prywatyzacji i restrukturyzacji stoczni, w wyniku czego stocznie odzyskają stałą rentowność. Na wydłużenie terminu nie zgodziła się jednak Komisja Europejska - umowy prywatyzacyjne muszą być podpisane do 15 lipca.
A co związkowcy sądzą o planie ministra Grada?
- Obecnie połączenie Stoczni Gdynia i Stoczni Gdańsk to jedyne rozwiązanie - mówi Jan Gumiński, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Gospodarki Morskiej. - Dzięki temu obie stocznie unikną zwrotu pomocy publicznej, który w praktyce oznaczałby upadek przedsiębiorstw. Zupełnie innego zdania są związkowcy z Gdańska.
- Nasza stocznia ma swojego właściciela, którym jest firma ISD i minister nie powinien się do niej wtrącać - twierdzi oburzony Roman Gałęzewski, przewodniczący Komisji Międzyzakładowej NSZZ "Solidarność" Stoczni Gdańsk. - Poza tym łączenie dwóch przedsiębiorstw, które stoją na granicy bankructwa, to chory pomysł. Mariusz Jabłoński - POLSKA
Gazeta Wyborcza: Wyścig po Stocznię Gdynia
Mikołaj Chrzan 2008-06-26, ostatnia aktualizacja 2008-06-26 20:45
Nie tylko Ukraińcy, ale i jedna polska firma będzie starała się o kupno największego producenta statków w Polsce - Stocznię Gdynia. Wczoraj ministerstwo skarbu dostarczyło do Komisji Europejskiej plany restrukturyzacji trzech polskich stoczni: w Gdyni, Gdańsku i Szczecinie. Nic nie wskazywało, że będą jakieś niespodzianki - już wcześniej było wiadomo, że stocznią w Szczecinie zainteresowany jest Mostostal Chojnice.
Stocznię Gdynia miała kupić natomiast ukraińska firma ISD, a potem połączyć ją z będącą już jej własnością Stocznią Gdańsk. Dlatego dla obu stoczni ISD przygotowało jeden plan restrukturyzacyjny. Ale w środę wieczorem okazało się, że Ukraińcy nie są jedynymi chętnymi do zakupu Stoczni Gdynia. Swoją ofertę złożył także Janusz Baran, właściciel stoczni Maritim w Gdańsku, a także pięciogwiazdkowego hotelu w tym mieście.
Baran już wcześniej deklarował udział w prywatyzacji Stoczni Gdynia. Jednak w chwili, kiedy resort skarbu rozpoczął rozmowy z Ukraińcami, wydawało się, że gdańszczanin się wycofał.
- A ja wcale nie zrezygnowałem, tylko w spokoju przygotowywałem w tym czasie swoją ofertę - mówi Baran. Przyznaje, że jego firma nie ma wystarczającego kapitału, by samodzielnie przejąć Stocznię Gdynia. - Ale mam już inwestora z zagranicy, który jest w stanie wejść ze mną w ten interes. Ujawnię go w ciągu tygodnia. Ukraińcy, kiedy dowiedzieli się o ofercie Barana, nie kryli zdziwienia. - Nie wiedzieliśmy, że ministerstwo prowadzi rozmowy także z innymi firmami - mówi Jacek Łęski, rzecznik ISD Polska.
Nieoficjalnie menedżerowie z ISD komentują, że oferta wprawiła ich w osłupienie. - Jesteśmy w trudnej sytuacji, bo złożyliśmy tylko jeden, wspólny plan dla obu stoczni. Jeśli okaże się, że ministerstwo wybrałoby Barana jako inwestora dla Stoczni Gdynia, to w takim przypadku Stocznia Gdańsk pozostanie bez planu restrukturyzacyjnego. To byłaby katastrofa, bo w takim przypadku zniecierpliwiona Bruksela zażądałaby najpewniej zwrotu pomocy publicznej i kolebka "S" by zbankrutowała - mówi menedżer.
- Tak źle nie będzie. Minister skarbu Aleksander Grad jest przekonany, co do ukraińskiego planu połączeniu obu firm i to Ukraińcy mają największe szanse na przejęcie Stoczni Gdynia - twierdzi jeden z polityków PO, zaangażowany w prywatyzację stoczni. - Ale na pewno druga oferta na Stocznię Gdynia ułatwi prowadzenie negocjacji dotyczących sprzedaży. Ministerstwo nie będzie mogło być postawione przez Ukraińców pod ścianą.
Po południu na konferencji prasowej minister Grad potwierdził tą opinię: - Plan połączenia Stoczni Gdynia i Stoczni Gdańsk jest planem optymalnym dla tych firm. Powiedział także, że plan połączenia trójmiejskich firm przewiduje: ograniczenie łącznej produkcji w obu stoczniach do 400 tys. CGT rocznie, zlikwidowanie trzech pochylni w Stoczni Gdańsk (ale nie trzeba byłoby zamykać żadnego z dwóch doków w Gdańsku) oraz prywatne inwestycje w wysokości co najmniej 320 milionów euro. Zgodnie z oczekiwaniami Komisji Europejskiej, prywatyzacja stoczni powinna zakończyć się do 15 lipca.
TVN24.pl: Ponad 1500 ofiar na Filipinach. TOKSYNY BRONIĄ DOSTĘPU DO WRAKU PROMU
PAP/EPA 08:50, 27.06.2008 /PAP
Tajfun Fengshen, który pod koniec czerwca spustoszył Filipiny, mógł pochłonąć ponad 1500 ludzkich istnień. Większość ofiar to pasażerowie i załoga promu, wyładowanego toksycznymi chemikaliami.
Wrak pełen pestycydów
W piątek rano (w nocy z czwartku na piątek czasu polskiego) przerwano prace na wraku zatopionego podczas weekendu promu. Przyczyną zaniechania dalszych poszukiwań były wydobywające się z wnętrza statku toksyczne pestycydy. Wstępne śledztwo wykazało, że chemikalia przeznaczone dla dużej plantacji ananasów, przewożone były na pasażerskim promie wbrew wszelkim przepisom bezpieczeństwa. Usunięcie ich z wnętrza odwróconego kadłuba, w którym najprawdopodobniej znajdują się ciała setek ludzi, będzie bardzo trudne.
Zagrożone środowisko
Prom "Princess of Stars" ("Gwiezdna Księżniczka") zatonął podczas sztormu u wybrzeży wyspy Sibuyan, w środkowej części archipelagu filipińskiego z 865 osobami na pokładzie. Spośród rozbitków oficjalnie doliczono się tylko 56 uratowanych. Dotąd z zatopionego promu wydobyto zaledwie kilkanaście ciał.
Modlitwa nad ofiarami
Miejsce, w którym doszło do katastrofy utrudnia jednak wszelką akcję płetwonurków, prom zawadził bowiem o rafę koralową o 3 km od brzegu wyspy, po czym spoczął u progu rafy obrócony stępką ku górze. W zbiornikach jednostki jest nadal ok. 100 tys. litrów paliwa, będącego poważnym zagrożeniem dla środowiska.
Ofiary tajfunu
Tajfun Fengshen nawiedził Filipiny 21 czerwca. Prędkość wiatru osiągała 160 kilometrów na godzinę w porywach do 195 km/h. Poza ofiarami katastrofy promu, w różnych okolicznościach zaginęło bądź poniosło śmierć co najmniej 680 osób - podały filipińskie władze. Wiele osób to ofiary powodzi bądź osuwisk ziemi i lawin błotnych spowodowanych wielodniowymi tropikalnymi opadami, które towarzyszyły cyklonowi niszczącemu budynki, mosty i wiadukty. Tajfun zmusił do ewakuacji 2 mln osób. sm/tr
MI: Centralne Obchody Dni Morza Władysławowo 2008 26.06.200813:32
28 czerwca br. we Władysławowie odbędą się po raz 76-ty Centralne Obchody Dni Morza. Uroczystości są wspólnie organizowane przez Miasto Władysławowo oraz Ministerstwo Infrastruktury.
W obchodach Dni Morza, Ministerstwo Infrastruktury będzie reprezentowała Podsekretarz Stanu Anna Wypych-Namiotko. Ponadto, w uroczystościach udział wezmą przedstawiciele administracji rządowej, przedsiębiorstw sektora gospodarki morskiej, służb mundurowych, Marynarki Wojennej, władz samorządowych regionów nadmorskich, samorządu gospodarczego, szkolnictwa morskiego.
Po raz pierwszy Święto Morza obchodzone było w 1932 r. w Gdyni – pierwszym polskim porcie morskim, wybudowanym od podstaw zgodnie z decyzją władz polskich po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. Coroczne obchody Dni Morza u początków II Rzeczpospolitej były organizowane przez działaczy ówczesnej Ligi Morskiej.
Celem obchodów było:
- rozwijanie zainteresowania całego społeczeństwa sprawami morza,
- promowanie rozwoju gospodarki morskiej i wykorzystania walorów nadmorskiego położenia kraju,
- przypominanie założeń i celów polityki morskiej państwa.
Cele te przyświecają organizacji Dni Morza również obecnie.
Tegoroczne Centralne Obchody Dni Morza będą obchodzone we Władysławowie, które jest położone na Ziemi Puckiej, gdzie w 1920 r. odbyły się zaślubiny Polski z morzem – symboliczny akt powrotu naszego kraju nad Bałtyk, który nastąpił wraz z odzyskaniem niepodległości.
Z okazji Centralnych Obchodów Dni Morza 2008 ukazał się nowy numer rocznika „Nautologia”, w którym zamieszczone zostało słowo wstępne Ministra Infrastruktury Cezarego Grabarczyka dotyczące perspektyw rozwojowych polskiej gospodarki morskiej. Treść artykułu prezentujemy w załączeniu.
W załączeniu prezentujemy również program Centralnych Obchodów Dni Morza 2008.
Trybuna: Zmiękczanie Brukseli. Ważą się losy polskich stoczni
Komisja Europejska nie da Polsce więcej czasu na przeprowadzenie prywatyzacji i restrukturyzacji polskich stoczni – zapowiedział wczoraj rzecznik KE ds. konkurencji Jonathan Todd. – Trzem polskim producentom statków grozi więc upadłość. Stanowisko Brukseli oznacza bowiem, że będą musieli oddać wielomilionową pomoc publiczną, którą uzyskali od państwa, O wydłużenie terminu zaapelowali wczoraj w specjalnej uchwale posłowie wszystkich klubów.
Minister skarbu Aleksander Grad (PO) zapowiedział w czwartek, że jeszcze tego dnia plan restrukturyzacji polskich stoczni zostanie przekazany Komisji Europejskiej. I został – przesłano go wieczorem drogą elektroniczną, a KE potwierdziła, że otrzymała opracowane przez Polskę plany restrukturyzacyjne dla stoczni Gdańsk, Gdynia i Szczecin. Plan jest opracowany przez inwestorów zainteresowanych zaangażowaniem kapitału w polskie stocznie. Minister liczył, że przekazanie dokumentacji do Brukseli spowoduje, iż decyzja KE w sprawie zwrotu pomocy publicznej nie zostanie podjęta.
Wczoraj w Sejmie została przyjęta uchwała w sprawie prywatyzacji polskich stoczni. Inicjatywa wyszła od Klubu Poselskiego Lewicy. W środę posłowie tego klubu zaapelowali o przyjęcie takiego dokumentu przez aklamację.
Do późnych godzin popołudniowych uchwała jednak nie została wysłana do KE. Poseł SLD Stanisław Wziątek wezwał do najszybszego jej przekazania Brukseli. – Wzywam pana marszałka, aby spowodował, żeby jak najszybciej przekazał ten materiał Komisji Europejskiej. Przedstawiciele KE dowiadują się o uchwale od dziennikarzy. Nie jest to właściwa droga, aby wygrać tę sprawę dla Polski – stwierdził. Lewica oczekuje, że Komisja zgodzi się na wydłużenie terminu prywatyzacji, który został określony przez KE do 15 lipca.
Rzecznik Todd wskazał, że niedostarczenie projektu prywatyzacji i restrukturyzacji stoczni nie jest pierwszym przypadkiem niedotrzymania przez Polskę zobowiązań. – Polskie władze niestety nie dochowały już w przeszłości własnych zobowiązań w sprawie stoczni. Z tego powodu KE nie może ponownie dać dodatkowego czasu – zaznaczył.
Optymistą w tej sprawie jest Grzegorz Dolniak, wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego PO. – KE ulegała już wcześniej naszym prośbom. Pierwotny termin to koniec czerwca 2007 r. Rząd Jarosława Kaczyńskiego zaniedbał sprawę. Miał rok na przeprowadzenie prywatyzacji. W związku z tym termin 15 lipca musi być bezwarunkowo dotrzymany i zrealizujemy go – deklaruje.
Wątpi w to Wziątek. – Prywatyzacji nie można przeprowadzać pod naciskiem czasu. Można to zrobić tylko wtedy, kiedy negocjacje z inwestorami będą korzystne, a więc zapewnią utrzymanie naszych stoczni. Nikt nie zaproponuje korzystnych warunków Polsce, jeżeli będzie świadom tego, że rząd jest pod presją czasu. A to się skończy upadkiem polskich stoczni – prorokuje.
Zdaniem parlamentarzysty Lewicy, prywatyzacja musi być przeprowadzona w sposób rozsądny, bez nadmiernego pośpiechu. – Potrzeba na to kilka miesięcy. – stwierdził. Według Wziątka, rząd musi wybrać najrozsądniejszą z propozycji inwestorów. – A nie ma odpowiedzi na najważniejsze pytanie. Czy KE zgodzi się na to, aby prywatyzacja w polskich stoczniach nie wiązała się z obciążeniem finansowym państwa? – pyta poseł.
Poseł SLD twierdzi, że uratowanie polskich stoczni jest możliwe. – Powinna dokonać się prywatyzacja i restrukturyzacja w taki sposób, by stocznie same zarabiały na siebie, a nie były zdane na pomoc państwa – wyjaśnia.
Donald Tusk zapewniał, że rząd „staje dosłownie na głowie, żeby zdążyć z restrukturyzacją i prywatyzacją stoczni”. Premier zapowiedział, że jego rządowi nie zabraknie odwagi w walce o interes państwa. Podkreślił, że szef KE Jose Barroso, jak i komisarz do spraw konkurencji Neelie Kroes przyznają, że „rząd pracuje w sprawie stoczni wyjątkowo intensywnie w porównaniu z poprzednikami”.
Teraz piłka jest po stronie Brukseli. Na spotkaniu ze stoczniowcami w środę komisarz Kroes była nieugięta. A na wstrzymanie się z decyzją o zwrocie pomocy i na wydłużenie czasu na prywatyzację liczą szczególnie stoczniowcy. Wszystko wskazuje jednak, że Komisja Europejska tego czasu nie da. Decyzję KE poznamy w przyszłym tygodniu.
Rzeczpospolita: Pytania o stocznie, na które Skarb nie może odpowiedzieć
Beata Chomątowska 26-06-2008, ostatnia aktualizacja 26-06-2008 20:34
Zanim minister skarbu Aleksander Grad nacisnął klawisz w komputerze, wysyłając uroczyście do Brukseli dokumenty z planami restrukturyzacji polskich stoczni, usłyszeliśmy sporo. Że to dobra wiadomość dla stoczniowców, Wybrzeża, polskiej gospodarki. Że udało się w rekordowym tempie nadrobić zaniedbania lat minionych. Wreszcie, że niebawem powstanie czarna księga prywatyzacji przemysłu stoczniowego w Polsce, piętnująca zaniedbania poprzedników. W zalewie tych informacji brakło natomiast konkretnych odpowiedzi na kilka bardzo ważnych pytań. Co w sytuacji, gdy Komisja Europejska, która otrzymała właśnie dwie rozbieżne koncepcje restrukturyzacji Stoczni Gdynia, zamiast propozycji Ukraińców (której pierwsza wersja została już dwa tygodnie temu oceniona przez nią negatywnie) wybierze ofertę biznesmena z Trójmiasta, w której nie ma słowa o Stoczni Gdańsk? Bo jakoś trudno poważnie uwierzyć w zapewnienia, że wtedy “wyjmie się” z tej pierwszej koncepcji elementy dotyczące Gdańska. Czy rząd ma plan awaryjny na wypadek, gdyby ukraiński inwestor, od którego zależy w tej chwili przyszłość dwóch zakładów, zdecydował się pójść w ślady Złomreksu i zrezygnować? I co w przypadku negatywnej decyzji Komisji? Bo przecież deklaracji o utrzymaniu produkcji nie da się zrealizować bez inwestorów. Jednoznacznej odpowiedzi zabrakło,bo nie jest ona, niestety, optymistyczna.
Dziennik: KE nie zgadza się na przedłużenie negocjacji. Plany restrukturyzacji stoczni trafiły do Brukseli piątek 27 czerwca 2008 02:34
Wczoraj późnym popołudniem Ministerstwo Skarbu Państwa przesłało do Komisji Europejskiej trzy projekty restrukturyzacji polskich stoczni. Pierwszy obejmuje stocznie w Gdańsku i Gdyni, które zostałyby połączone przez jednego inwestora - ukraiński Związek Przemysłowy Donbasu. Drugi dotyczy sprzedaży Stoczni Szczecińskiej Nowej pomorskiej spółce Mostostal Chojnice, a trzeci - prywatyzacji stoczni Gdynia przez firmę Polish Shipping Building Company - pisze "WSJ Polska". "Po raz pierwszy programy restrukturyzacyjne zostały przygotowane w całości przez inwestorów" - przyznał minister skarbu Aleksander Grad.
Co się stanie, jeśli te plany nie zostaną zaakceptowane? W ciągu kilku tygodni wydana będzie decyzja o zwrocie przyznanej stoczniom pomocy publicznej. KE wylicza ją na około 5 mld zł. Rząd jednak nie zakłada takiego czarnego scenariusza. Wiadomo natomiast, że nie dostanie dodatkowego czasu na prywatyzację zakładów. Wyznaczony przez KE termin upływa w połowie lipca. Wczoraj Bruksela ostatecznie rozwiała nadzieje MSP na przedłużenie negocjacji z potencjalnymi inwestorami. "Polskie władze nie dochowały już w przeszłości własnych zobowiązań" - oświadczył wczoraj rzecznik KE ds. konkurencji Jonathan Todd. Twarde stanowisko unijnych urzędników nie zmartwiło jednak stoczniowców. Szef sekcji krajowej przemysłu okrętowego „Solidarności” Dariusz Adamski stwierdził: "Paradoksalnie może to przyspieszyć prywatyzację stoczni".
Tymczasem Grad zapowiedział wczoraj, że jeśli KE wyda pozytywną decyzję w sprawie programów restrukturyzacji stoczni, wszystkie umowy prywatyzacyjne, jakie rząd podpisze z inwestorami, będą jawne. Znajdzie się w nich ponadto specjalny zapis pozwalający Skarbowi Państwa przejąć tę część zysków, która przekraczałaby założenia programów restrukturyzacyjnych. "Chcemy zabezpieczyć się przed sytuacją, jaka miała miejsce po sprywatyzowaniu Polskich Hut Stali" - wyjaśnił minister Grad (ich wartość bardzo wzrosła dzięki poprawie koniunktury rynkowej). Z kolei ewentualne straty pokrywaliby wyłącznie inwestorzy. Adam Woźniak
Portal Morski: Kolejny wielki "polski" pojemnikowiec Opublikowano: 26 czerwca, 2008
Po niedawnym przypadku nadania dużemu kontenerowcowi Maersk Line imienia pochodzącego od nazwy polskiego portu śródlądowego o połowę mniejszego od samego statku (Maersk Stepnica), kolejny wielki kontenerowiec zyskał nazwę z polskim akcentem. Pojemnikowiec o ładowności 8100 TEU, o nazwie APL Poland, zatrudniony jest w serwisie South China Express (SCX) z zawinięciami do portów Ningbo, Shanghai, Hong Kong, Chiwan, Singapur, Thamesport (koło Londynu), Zeebrugge (w Belgii), Hamburg i Rotterdam. APL Poland odbywa obecnie swoją drugą podróż z Azji do Europy. W Hamburgu przeładowywane są kontenery (z ładunkami z i do Polski) pomiędzy APL Poland i innymi statkami serwisu SCX oraz mniejszymi pojemnikowcami własnego serwisu dowozowego (feeder'owego) APL, o nazwie Lower Baltic Express (LBX), w którym zatrudniony jest wyczarterowany pojemnikowiec dowozowy Euro Storm o ładowności 700 TEU.Statek został przekazany do eksploatacji przez japońską stocznię Mitsubishi Heavy Industries Ltd. z Nagasaki w marcu br. Charakteryzuje się długością całkowitą 316 m, szerokością 45 m i zanurzeniem 14,5 m. Przy tonażu pojemnościowym brutto 89 370 ma nośność 99 500 t. Silnik główny o mocy 62 920 kW (85 546 KM) zapewnia statkowi prędkość eksploatacyjną 25,25 węzła. Statek, należący do japońskiego armatora MOL (Mitsui O.S.K. Lines), budowany był jako MOL Comfort, ale zmieniono mu nazwę po pozyskaniu czarterującego i operatora, którym jest amerykańska firma z bogatymi, 150-letnimi tradycjami (przejęta kilka lat temu przez NOL Group z Singapuru) - APL (dawniej American President Lines). Poza nazwą i przewożeniem m.in. polskich ładunków, statek nie ma innych związków z naszym krajem. Imię APL Poland postanowiono nadać jednemu z największych statków we flocie APL dla podkreślenia znaczącej roli Polski, jako kraju o jednej z najszybciej rozwijających się gospodarek europejskich. Z informacji, jakie udało się nam uzyskać, wynika, że na chrzcie statku lub uroczystości wprowadzenia do eksploatacji nie było nawet żadnych oficjalnych przedstawicieli naszego kraju.
Portal Morski / Kurier Szczeciński: Regaty Pucharu Świata przy Wałach Chrobrego Opublikowano: 27 czerwca, 2008
Już w ten weekend (27–29 bm.) w najbardziej reprezentacyjnej części miasta - przy Wałach Chrobrego, odbędą się pierwsze w Szczecinie regaty zaliczane do Pucharu Świata w grupie JKW Match Race Grade3 jachtów klasy „Skipi 650”. Jest to już kolejna impreza liczona także do klasyfikacji Pucharu Polski i Polish Match Tour. Regaty Match Race (meczowe) polegają na specyficznej organizacji startów. Najpierw załogi startują „każdy z każdym” parami. Zwycięzca otrzymuje 1 pkt., przegrany - 0. Cztery załogi z największą liczbą pkt. wchodzą do półfinału i podobnie parami rozgrywają między sobą wyścigi. Zwycięzcy w rozgrywce finałowej walczą o pierwsze miejsce, przegrani w małym finale o trzecie i czwarte.
Program imprezy:
Piątek:
14.00 – 19.00 Oficjalne treningi - Odra (Wały Chrobrego);
20.00 Odprawa sterników - Statek Nawigator
Sobota:
9.00 Oficjale rozpoczęcie regat - Statek Nawigator
10.00 Start do pierwszego wyścigu – Odra (Wały Chrobrego)
19.00 Briefing sterników z arbitrami;
21.00 Impreza dla zawodników w klubie City Hall;
Niedziela:
9.00 Odprawa sterników – Statek Nawigator
10.00 Start do wyścigów półfinałowych - Odra (Wały Chrobrego)
17.00 Start do wyścigu flotowego – cztery najlepsze załogi regat Odra (Wały Chrobrego)
18.00 Oficjalne zakończenie regat – Statek Nawigator.
Regaty będzie można bezpośrednio oglądać zarówno z nabrzeża przy Wałach Chrobrego, jak i z Łasztowni. Przewidywany jest również komentarz na żywo.
Głos Szczeciński: Świnoujście > Na prom tylko z rejestracją ZSW 27 czerwca 2008 - 10:36
Na przeprawę w centrum miasta bez identyfikatorów wjadą kierowcy, których rejestracja zaczyna się od liter ZSW. Reszta mieszkańców dostanie nowe znaczki. Będzie na nich wpisany przez urzędnika numer rejestracyjny samochodu. Ma to przeszkodzić w podrabianiu identyfikatorów. Nowe przepisy mają wejść w życie w połowie wakacji. Decyzję w sprawie zmian podejmie sam prezydent. Wczoraj na sesji radni nie przyjęli proponowanej przez niego uchwały. Dokument miał być jednak tylko opinią rady na temat pomysłów władzy. Więcej na ten temat w sobotnim papierowym wydaniu Głosu Szczecińskiego. asta
2008-06-28 Sobota
Gazeta Wyborcza: Stocznie czekają na wyrok z Brukseli
Konrad Niklewicz, Mikołaj Chrzan, Gdańsk
2008-06-28, ostatnia aktualizacja 2008-06-27 20:51
Rząd nie wie, kiedy Komisja Europejska oceni polskie plany restrukturyzacji stoczni w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie. I nie chce powiedzieć, co zrobi, jeśli KE uzna te plany za złe. - Nic nie wiem, niczego się nie spodziewam! - denerwuje się wiceminister skarbu Zdzisław Gawlik pytany o to, kiedy Bruksela wyda decyzję w sprawie stoczni. - Poprosiliśmy Komisję, żeby zrobiła to jak najszybciej. Plany trafiły do unijnej komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes w środę po południu. Gawlik nadal nie chce powiedzieć, co kryje się w tych dokumentach. Rząd ujawnił tylko, że w ewentualnej umowie prywatyzacyjnej będzie zapis, że jeśli w przyszłości zyski stoczni przekroczą określone wskaźniki... to prywatny inwestor będzie musiał podzielić się tym nadzwyczajnym zyskiem ze skarbem państwa. Jak tłumaczył dziennikarzom minister skarbu Aleksander Grad, w ten sposób rząd chce zapobiec oskarżeniom, że pod presją czasu zawarł skrajnie niekorzystną umowę prywatyzacyjną.
W opinii wiceministra Gawlika plan przygotowany przez ukraiński ISD dla stoczni w Gdyni i Gdańsku jest lepszy niż konkurencyjna oferta dla samej Gdyni złożona przez spółkę Polish Shipbuilding Company kontrolowaną przez pomorskiego przedsiębiorcę Janusza Barana, właściciela prywatnej stoczni Maritim w Gdańsku (700 pracowników). Baran jest optymistą: - Znam się na stoczniach, na budowaniu statków. Mam dobre kontakty z armatorami. Dziś Maritim nie jest w stanie zrealizować wszystkich zamówień, które mógłby zdobyć. Dlatego chce kupić Stocznię Gdynia. Ale sam Baran nie ma wystarczającego kapitału. - Mam solidnego partnera z zagranicy. On dostarczy niezbędny kapitał, ale za zarządzanie stocznią będzie odpowiadała nasza strona - mówi. Co to za partner? - Ujawnię go za tydzień, kiedy rozpoczną się negocjacje prywatyzacyjne - ucina. Nieoficjalnie mówi się, że ma to być firma z Arabii Saudyjskiej. Baran nie chce też ujawnić, ile planuje zainwestować w stocznię oraz ile pieniędzy - na spłatę starych długów firmy - oczekuje od skarbu państwa. - Miał świadomość, że wielki ukraiński ISD będzie mógł być dla skarbu państwa bardziej wiarygodnym partnerem. Dlatego w jego ofercie oczekiwania wobec skarbu są mniejsze niż u Ukraińców - twierdzi jeden z menedżerów Stoczni Gdynia. A takie podejście może się spodobać Brukseli, której zależy, by stocznie nie dostawały już więcej publicznego grosza. To, że do Brukseli trafiły dwie konkurencyjne oferty na Stocznię Gdynia, krytykują związkowcy. - To błąd ministra skarbu - twierdzi Dariusz Adamski, szef "S" w Stoczni Gdynia. - Komisja oczekiwała jednego programu restrukturyzacji, a nie czegoś w rodzaju przetargu. Kiedy toczyły się poważne rozmowy z ISD, ministerstwo nie powinno równolegle rozmawiać w tajemnicy ze spółką pana Barana. - Plany są nieważne - ostrzega Karol Guzikiewicz, wiceszef "S" w Stoczni Gdańsk. - Zgodnie z przepisami UE do planów powinna być dołączona opinia rad pracowniczych lub związków zawodowych. A nas nikt o zdanie nie pytał! Jestem pewny, że dokumenty z tego powodu zostaną cofnięte do Warszawy. Guzikiewicz zaznacza, że związkowcy z jego firmy nie są przeciwko zakupowi Stoczni Gdynia przez Ukraińców: - Ale sprzeciwiamy się połączeniu obu firm i planom zamknięcia wszystkich pochylni w Stoczni Gdańsk. To by sprowadziło naszą firmę do roli wydziału Stoczni Gdynia. A co jeśli odrzuci plany restrukturyzacji? Rząd nie chce powiedzieć. Ale dla stoczni może to oznaczać bankructwo, bo niezadowolona Komisja może nakazać zwrot całej pomocy publicznej udzielonej po 1 maja 2004 r., która szacowana jest na ok. 5 mld zł.
Dziennik: Unia: To PiS zawaliło sprawę stoczni sobota 28 czerwca 2008 04:54
To rządy PiS są przyczyną kłopotów polskich stoczni - twierdzi rzecznik Komisji Europejskiej, Jonathan Todd. Według niego, poprzednie władze nie robiły nic, by przekonać Brukselę, że robią wszystko, by zmienić stocznie w zyskowne przedsiębiorstwa. "Przyczyną dzisiejszych kłopotów stoczni jest zachowanie waszego poprzedniego rządu. Rząd Platformy Obywatelskiej wreszcie zaczął traktować sytuację z należytą powagą - mówi "Super Expressowi", Jonathan Todd, rzecznik KE ds. konkurencji. Twierdzi on, że plany ratowania stoczni powstały dopiero, gdy sprawą zajął się nowy rząd. W ciągu kilku miesięcy minister skarbu, Aleksander Grad zdążył znaleźć nowych inwestorów i przygotował dla Brukseli plan wyprowadzenia polskich stoczni na prostą. Czy jednak te plany zostaną zaakceptowane? Todd twierdzi, że urzędnicy dopiero zaczęli czytać rządowe propozycje. "Chodzi o to, że Komisja Europejska musi uzyskać gwarancje, że to finansowe wsparcie nie zostanie wyrzucone w błoto. Przedsiębiorstwa te muszą stać się rentowne i konkurencyjne na rynku - nie tylko dziś, ale w dłuższej perspektywie" - powiedział rzecznik w rozmowie z "Super Expressem". O co chodzi w sprawie stoczni? Bruksela rząda, by stocznie w Gdyni i Szczecinie sprywatyzować do 15 lipca. Jeśli Polska nie sprzeda przedsiębiorstw, to Komisja Europejska każe zakłądom zwrócić pomoc od państwa - 5 miliardów zł, co oznacza dla stoczni bankructwo. Prywatyzacji stoczni domagają się nie tylko szefowie spółek, ale także związki zawodowe. Winę za problemy z Unią Europejską PiS i PO spychają na siebie. Obie partie twierdzą, że to nie ich władze doprowadziły do kryzysu. Andrzej Mężyński
Gazeta Wyborcza: Gdańsk: obwodnicę zbudują, korki zostaną?
Michał Tusk 2008-06-27, ostatnia aktualizacja 2008-06-27 21:07
Warta miliard złotych Obwodnica Południowa nie pomoże kierowcom. Ruch do Gdańska nadal ma być kierowany ul. Elbląską. Zmienimy to - zapewniają "Gazetę" drogowcy. Jest rok 2012. Na trasie z Warszawy do Gdańska lśni w słońcu nowiutka, dwujezdniowa ekspresówka. Wracamy z weekendu w stolicy - w Przejazdowie drogowskazy "Centrum" kierują nas na zjazd z nowej trasy, prosto na starą, wąską "siódemkę". Ładujemy się wprost na korek pod rafinerią Lotosu i dalej w zapchaną ul. Elbląską. Jeśli pojedziemy prosto, kolejny drogowskaz do centrum ujrzymy dopiero na węźle z Traktem św. Wojciecha. W najbardziej sensownym miejscu, w którym zjazd do centrum byłby wskazany, czyli na węźle z Trasą Sucharskiego, planiści przewidzieli jedynie ogólny drogowskaz "Gdańsk". Ta absurdalna wizja może się ziścić - pochodzi bowiem wprost z obowiązującego studium wykonalności budowy nowej obwodnicy.
- To jakaś bzdura - mówi Zbigniew Wydrzycki z Wrzeszcza, który dwa razy w tygodniu podróżuje do Warszawy. - Ruch do centrum Gdańska powinien być puszczony przez Trasę Sucharskiego i dopiero później w szerszą w tym miejscu ul. Elbląską, bo obie mają dwie jezdnie, w przeciwieństwie do Traktu św. Wojciecha w Lipcach czy starej "siódemki" w Przejazdowie - przekonuje nasz czytelnik.
Drogowcy przyznają, że koncepcja oznakowania trasy jest problematyczna. - Były problemy z jej zaakceptowaniem przez centralę Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Warszawie - mówi Robert Marszałek z gdańskiego biura GDDKiA. - Mogę zapewnić, że oznakowanie będzie prowadziło kierowców jadących z Warszawy do centrum Gdańska najbardziej sensowną trasą. Rozważymy także zastosowanie, znanych z Niemiec, tablic o zmiennej treści - dzięki nim zmotoryzowani będą wybierać najmniej obciążony dojazd do Śródmieścia. W planach mamy zresztą całkowitą reorganizację oznakowania dojazdów do Gdańska z węzłów obecnej obwodnicy. Mają lepiej pokazywać dojazdy do poszczególnych dzielnic - zapewnia Marszałek. Budowa Obwodnicy Południowej ma ruszyć na wiosnę przyszłego roku.
Gazeta Wyborcza: Dni Morza w Świnoujściu
Napiór 2008-06-27, ostatnia aktualizacja 2008-06-27 21:37
Gwiazdą świnoujskich dni Morza będzie Kayah. Początek jej koncertu na scenie przy miejskiej marinie w Basenie Północnym - w sobotę o godz. 23. Wcześniej wystąpią zespoły Sofa, Leszcze i Big Cyc.
Gwiazdą świnoujskich dni Morza będzie Kayah. Początek jej koncertu na scenie przy miejskiej marinie w Basenie Północnym - w sobotę o godz. 23. Wcześniej wystąpią zespoły Sofa, Leszcze i Big Cyc.
Połączone Dni Morza, Dni Świnoujścia i Święto Marynarki Wojennej trwają od piątku. Dziś od godz. 10 m.in. welobój morski, zwiedzanie okrętów wojennych 8. Flotylli Obrony Wybrzeża, program estradowy dla dzieci. Koncert Kayah zakończy się ok. północy pokazem fajerwerków. Potem zacznie się dyskoteka pod namiotem. W niedzielę kolejne atrakcje: konkursy plastyczne z nagrodami i zabawy dla dzieci, pokazy walki wręcz, występ Orkiestry Garnizonowej Marynarki Wojennej ze Świnoujścia i zespołu Lord. Na telebimie można będzie obejrzeć finał Euro 2008.
Gazeta Wyborcza: 1,7 mln złotych za falę w marynarce wojennej
Andrzej Kulej 2008-06-27, ostatnia aktualizacja 2008-06-27 22:01
Koledzy z marynarki tak się znęcali nad Juliuszem W., że zrobili z niego kalekę. Szczeciński Sąd Apelacyjny przyznał mu za to 1,7 mln zł odszkodowania plus odsetki i rentę 8,3 tys. zł. W piątek szczeciński Sąd Apelacyjny wydał wyrok w toczącej się od prawie 20 lat sprawie. Mieszkaniec Dolnego Śląska Juliusz W. domagał się 8 mln zł odszkodowania od skarbu państwa, który reprezentowało dowództwo Marynarki Wojennej. W 1987 r., jako 20-latek, na ochotnika zgłosił się Marynarki Wojennej, trafił do dywizjonu w Kołobrzegu. Tam w ramach tzw. fali znęcali się nad nim starsi służbą żołnierze. Zmuszali go m.in. do robienia pompek, w czasie których naciskali go nogami w wojskowych butach w okolice karku, kazali mu uderzać głową w metalowy słup, robić tzw. strusie czy durniów (tj. naśladować zwierzęta lub osoby chore psychicznie). W 1988 r. Sąd Garnizonowy w Koszalinie skazał sześciu marynarzy za znęcanie się nad Juliuszem W. Obrażenia tym wywołane spowodowały u niego m.in. zwyrodnienie kręgosłupa na odcinku szyjnym i lędźwiowym oraz dyskopatię. Juliusz W. jest dziś kaleką (przeszedł m.in. trzy operacje kręgosłupa, z bólem walczy lekami kilka razy silniejszymi od morfiny). W sprawie zapadało już osiem wyroków, w tym dwa w sądach apelacyjnych - piątkowy wyrok jest trzeci w apelacji. Szczeciński sąd rozpatrywał sprawę przez trzy lata. M.in. powołał biegłych z Akademii Rolniczej w Lublinie, którzy wyliczyli ile W. mógł zarabiać, prowadząc gospodarstwo ogrodnicze (tak jak jego rodzice i dwaj bracia) - było to podstawą wyliczenia odszkodowania za utracone zarobki. - Sąd przyznał odszkodowanie w wysokości 1,7 mln zł i comiesięczną rentę w wysokości 8,3 tys. zł - mówi sędzia Sądu Apelacyjnego Artur Kowalewski. - Są to wysokie kwoty, ale sąd przy ich przyznawaniu kierował się tylko przepisami prawa. Z odsetkami kwota odszkodowania może sięgnąć nawet 3 mln zł. Wyrok jest prawomocny. Stronom pozostaje już tylko złożenie skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego.
- Jestem zaskoczony tym wyrokiem - stwierdził Juliusz W. w mailu do redakcji [przy ogłaszaniu wyroku nie było żadnej ze stron - przyp. red.]. - Kasacji do Sądu Najwyższego składać nie będę. Czy odwoła się Marynarka? - Czekamy na dokumenty z sądu. Do czasu przeanalizowania ich przez prawników nie mogę nic powiedzieć - mówi kmdr por. Bartosz Zajda, rzecznik prasowy dowódcy Marynarki Wojennej.
Głos Szczeciński: Szczecin > Rekordowe odszkodowanie za "falę" 27 czerwca 2008 - 18:45
Ponad 1,7 mln zł odszkodowania wraz z odsetkami i prawie 8,5 tys. comiesięcznej renty – tyle będzie kosztować Marynarkę Wojenną tzw. "fala", której ofiarą padł marynarz Juliusz Widera. O rekordowym w cenie wyroku zdecydowali dziś sprawiedliwi z Sądu Apelacyjnego w Szczecinie. Poszkodowany marynarz odbywał w połowie lat 80. zasadniczą służbę wojskową w jednostce MW w Kołobrzegu. Tam padł ofiarą "fali". Znęcali się nad nim koledzy starsi służbą. 42-letni obecnie Widera, mieszkaniec Świdnicy, doznał wówczas poważnych uszkodzeń kręgosłupa, a ich następstwie schorzeń neurologicznych, co w konsekwencji pociągnęło za sobą kolejne dolegliwości. Były marynarz przeszedł kilka poważnych operacji kręgosłupa. Często dochodzi u niego do kilkunastogodzinnego paraliżu. Jest obecnie niepełnosprawny, zażywa bardzo silne leki przeciwbólowe, wielokrotnie mocniejsze od morfiny. Wyrok jest prawomocny. Stronom przysługuje jedynie prawo do wniesienia skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego. Sprawa ciągnęła się przed sądami różnej instancji od 20 lat! W 1988 r. sześciu marynarzy z kołobrzeskiej jednostki skazano w procesie karnym za znęcanie się nad Widerą. Nie wiadomo jeszcze czy dowództwo Marynarki Wojennej wystąpi o kasację wyroku. Niewykluczone, że odszkodowanie i rentę swojej ofierze zapłacą sprawcy żołnierskich wygłupów. Na razie nie wiadomo, co w tej sprawie czynili ówcześni dowódcy marynarzy i dlaczego tolerowali w swoim pododdziale najbardziej drastyczną odsłonę "fali" – fizyczne znęcanie się nad kolegą młodszym służbą. Sławomir Włodarczyk